Grzegorz Magdziarz

Sprzęt turystyczny

103 postów w tym temacie

Szanowni, zakładam temat mimo że na innych forach związanych z outdoorem i tego typu sprzętem znajdziecie tego masę. tu jednak moglibyśmy dzielić się spostrzeżeniami związanymi z turystyką samochodowo/subarową, jak zabudowy, ułatwienia, subarowe specyfiki outdoorowe etc. Nasi Forumowicze mają całkiem sporo gotowych rozwiązań. Ale też możemy dzielić się opiniami na temat latarek, kuchenek, namiotów, odzieży i co tam jeszcze chcecie.

Proszę uprzejmie zgodnie z sugestią PT Modów o unikanie spamu, bo wątek wyląduje w śmietniku, a szkoda by było.

 

Ja na początek zajmę się w niedalekiej przyszłości opiniami na temat rzeczy do rąbania, cięcia, krojenia, które na ekskursjach przydać się mogą. Zatem jak znajdę czas: noże, siekiery, maczety, karczowniki, maszynki do golenia ;) etc.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Od kilku lat podstawowym sprzętem na weekendowe wyjazdy są proste sznurkowe hamaki. W bagażniku praktycznie ich nie widać, do tego po kocyku. Do mocowania przyda się dłuższa linka, bo czasami rozstaw drzew jest spory :) Zestaw dla dwóch osób z kocami polarowymi to koszt poniżej 100zł :)

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Na początek nożyki.

Na razie kilka obrazków. Komentarz wkrótce :)

to są ilustracje narzędzi pracujących od dwudziestu paru do kilku lat, różnych producentów, o różnym stażu, przeznaczeniu i sposobie użytkowania. 

 

W trakcie dotychczasowych wyjazdów forumowej turystyki Subarowej w których miałem przyjemność brać udział niezależnie od stopnia „straszności” terenu i „srogości” warunków nóż okazywał się narzędziem najbardziej przydatnym do…. sporządzania posiłków. Dla innych zadań był narzędziem niezdatnym, lub nieporęcznym. Wyjazdy te były mniej lub bardziej offroadową turystyką samochodową opartą w pewnej części o biwak „na dziko” w pewnej o „bazę hotelową” i dla takich sytuacji chciałbym przedstawić kilka spostrzeżeń. Nie chcę dublować morza informacji na temat noży i ich recenzji, survivalu, technik rozpalania ognia itp. Będzie to kilka luźnych uwag na temat użytkowania konkretnych egzemplarzy.

Kilka oczywistych oczywistości.

Specyfika turystyki samochodowej ogranicza do pewnego stopnia konieczność dbałości o wagę i rozmiary używanego sprzętu. W granicach zdrowego rozsądku można pozwolić sobie na więcej, niż w przypadku targania dobytku na plecach. Jak wspomniałem na początku nóż będzie przydatny do przygotowania sobie strawy i w mojej opinii do tego celu wystarczy solidny, bez bajerów zwykły i stosunkowo tani nóż kuchenny średnich rozmiarów. Wygodnie nim kroić chleb, wędliny, warzywa i owoce, wykorzystać do smarowania kanapek i innych codziennych czynności kuchennych. Najprawdopodobniej nie zajdzie konieczność budowy i zastawiania sideł, oprawiania zwierzyny, wykonania prowizorycznej odzieży z pozyskanych skór, nie będzie też niezbędne budowanie tymczasowego schronienia z tego co natura wokoło zostawiła do dyspozycji (choć historia zna przypadek budowania pół nocy przez całą ekipę schronienia składającego się z resztek namiotu, trzech Foresterów, kawałka pobliskiej kamienistej drogi i wszystkich możliwych tanków z wodą J ).

Jeżeli tylko uda się noża nie zgubić na pierwszym biwaku (noże „lubią” opuszczać swoich właścicieli, a to przy okazji kąpieli z innymi naczyniami w jeziorze czy potoku, pozostawione „wbite na chwilę” w pobliską kłodę, lub pożyczone dwa namioty dalej, gdzie nie zostaną spakowane, zidentyfikowane jako „obce”) „obleci” na cały wyjazd. Obetnie kawałek linki, przetnie materiał opatrunku, zastruga mniejszy patyk, itd. Pewna trudność pojawi się z koniecznością otwarcia konserwy w puszcze z twardej blachy, awaryjnego wykonania z drewna ersatzu jakiegoś utraconego/zniszczonego sprzętu, a dla amatorów płynów w zakorkowanych butelkach ekstrakcji korka z butelki. Ale i tu zaradny użytkownik poradzi sobie nie niszcząc zbytnio narzędzia, bądź korzystając z dobrodziejstw podróżowania samochodem zabierze dodatkowo jakiś kombajn zawierający otwieracz do puszek i korkociąg. Do takich zastosowań, ale i również lżejszych „prac obozowych” wystarczy również nóż marki Mora, np. Bushcraft . Wysokiej jakości nóż w rozsądnej cenie stosunkowo łatwo dostępny.

http://www.google.pl/imgres?imgurl=http%3A%2F%2Fimg15.imageshack.us%2Fimg15%2F3266%2F72890142.jpg&imgrefurl=http%3A%2F%2Fforum.knives.pl%2Findex.php%3Ftopic%3D119742.0&h=244&w=550&tbnid=QWbUmzXAzoJvvM%3A&zoom=1&docid=MTI7VAX06iPksM&ei=9WR0VJSuJ4HrO_LEgOgP&tbm=isch&ved=0CCAQMygAMAA&iact=rc&uact=3&dur=849&page=1&start=0&ndsp=10

Jeżeli chcemy by nóż był czymś więcej niż narzędziem kuchennym, i mógł pracować jeszcze nie jako maczeta czy siekiera, ale już w bardziej poważnych warunkach musimy rozważyć coś bardziej odpornego i wytrzymałego. Rynek oferuje wiele narzędzi, pewne – podłej jakości; nazwijmy je umownie „koka kolą” w cenach od zupełnie śmiesznych po niebotyczne. Noże bardzo solidne również dostępne są o olbrzymim przedziale cenowym. Dostępne są narzędzia o głowni stałej, składanej, przeróżnych kształtów i szlifów ostrza. Zainteresowani tematem znajdą ogrom informacji w bezdennej otchłani Internetu. Wśród wszelkich możliwych parametrów warto zwrócić uwagę na dwie sprawy: primo - nóż o głowni stałej wykonany techniką „jednego kawałka” (głownia i rękojeść wykonana z jednego kawałka stali) jest znacznie wytrzymalszy od noża z głownią składaną, secundo paradując z niewielkim mieczem a la Rambo przy boku możemy wzbudzać niechciane zainteresowanie, a pytając na jakimś zadupiu o drogę autochtonów wzbudzać lęk, lub co gorzej agresję.

 

Poniżej prezentowane osiem egzemplarzy różnego rodzaju narzędzi, o różnej konstrukcji, przeznaczeniu, sposobie transportu, wieku i stopniu zużycia.

 

post-25-0-75626900-1416909147_thumb.jpg

post-25-0-14626700-1416909116_thumb.jpg

 

Dla porównania różne wielkości narzędzi, długości klingi (ostrza) i rękojeści, jelce lub ich brak, techniki otwierania i blokowania.

 

post-25-0-73420400-1416909143_thumb.jpg

Oto przykład "koka koli" zadziwiająco trwałej i długowiecznej. Egzemplarz już na "emeryturze", użytkowany od pierwszej połowy lat osiemdziesiątych, niedostępny podówczas w Polsce zakupiony w Holandii. Pracował jako nóż obozowy i biwakowy. Od biedy radzi sobie jako maczeta, ale jej nie zastąpi, można nim kopać dołki pod śledzie, ale nie zda egzaminu w budowie drogi. Źle się kroi chleb; głownia jest gruba, a szlif niewłaściwy. Zawiera też kompas (zepsuł się), prowizoryczną wędkę i piłę drucianą (raczej nie działają) wodoodporny pojemnik na zapałki, nici igłę - nie przecieka. Jako kombajn jest do wszystkiego, czyli do niczego.

 

post-25-0-98316300-1416909122_thumb.jpg

 

Pisząc na początku o narzędziach użytkowanych dwadzieścia parę lat zapomniałem, że czas leci - ten nóż był użytkowany od końca lat siedemdziesiątych :) obecnie również emeryt.

Prezentowany powyżej egzemplarz pochodzi z nieistniejącego już kraju; DDR ( :) starsi objaśnią młodzieży) i był namiastką noża myśliwskiego. Używany jako nóż turystyczny, ostrze ukruszone na czubku i oszlifowane (zbyt twarda stal, nieco przehartowana) wyposażony w korkociąg. W tylnej części rękojeści za korkociągiem widoczny zwalniacz blokady ostrza. Blokowane jest tylko ostrze noża. Jako "scyzoryk" za duży i za ciężki. nieporęczny w kuchni - wszędzie włazi masło i inne resztki przygotowywanego jedzenia.

 

post-25-0-16664900-1416909126_thumb.jpg

 

Oto przykład narzędzia o profilu działalności - ryby i wędkarstwo. Równie jak poprzedni stary, jeżeli nie starszy bardzo udany produkt polskiego Gerlacha. Charakteryzuje się wąskim dobrze wyprofilowanym ostrzem o tępym czubku, który nie wbija się w delikatną rybę przy filetowaniu. Posiada charakterystyczną "tępą" piłę do zdejmowania łusek, oraz widełki do usuwania haczyków/podważania ości. Dobrze sprawdza się w podstawowych pracach kuchennych, łatwo się ostrzy. Minusy: gładka rękojeść, która w zatłuszczonej rybą dłoni nie jest stabilna, brak blokady ostrza - ryzyko niezamierzonego złożenia na palcach, brak jelców - ryzyko zsunięcia się dłoni na ostrze. Mimo tego jest to narzędzie tak udane, że...... używam go do dziś i jak do tej pory się nie skaleczyłem.

 

post-25-0-29228600-1416909129_thumb.jpg

 

Nie masz noża nad skandynawa! Oto "szwed" IDG Tools"

To stosunkowo nowe narzędzie mniej więcej dwuletnie - jest to składany nóż raczej techniczny (płaskie ostrze i charakterystyczny czubek wraz z kołkiem do otwierania ostrza jedną ręką) czynią go mało wygodnym i przydatnym w pracach kuchennych. Będzie jednak doskonały we wszelkich naprawach i remontach naszego sprzętu. Solidnej i ciężkiej budowy pomimo młodego wieku dość intensywnie używany. Niewielkie zużycie świadczy o wysokiej jakości. Blokada w formie sprężystej ząbkowanej blachy od dołu rękojeści pod palcem wskazującym.

 

post-25-0-38038300-1416909132_thumb.jpg

 

Podobnie jak powyżej mamy do czynienia z profesjonalistą. Składany, z blokowanym ostrzem dzielonym na gładkie i ząbkowane do cięcia materiałów włóknistych, wyposażony w znakomitą rękojeść w "skórkę krokodyla" dającą wyśmienity chwyt, znakomity jelec zabezpieczający dłoń. Stal wystarczającej twardości by "nie polec" w dość ciężkich pracach - ostrzenie wymaga doświadczenia, mechanizm odporny na agresywne "batonowanie" lub wykorzystanie jako mała maczetka. Wygodny w pracach kuchennych, choć niektórzy go nie lubią ;) Zwalniacz blokady widoczny na grzbiecie rękojeści. Dobrze współpracuje z krzesiwem. Mój codzienny nóż użytkowany od wielu lat, stosunkowo lekki, poręczny nigdy mnie nie zawiódł. Pewną wadą może być ograniczona dostępność i cena.

 

post-25-0-02059200-1416909136_thumb.jpg

 

Choćbym nie wiem jak zapewniał nikt nie uwierzy, że to przypadek, bo o ile powyższy produkt pochodzi podobnie jak poprzedni z amerykańskiej firmy Gerber i to jeszcze by uszło, to w następnym odcinku będę wychwalał.... maczetę tej firmy:) ;)

Wróćmy do noża. Jest to monoblock z bardzo grubą klingą, fantastycznym szlifem i doskonałą rękojeścią. W miejscu, gdzie ostrze przechodzi w rękojeść widać półokrągłe wgłębienie do pracy z krzesiwem. Wbrew pozorom znakomity w prachach kuchennych (jeżeli prawidłowo naostrzony - to wymaga wprawy). Nóż do ciężkich prac obozowych - używany stosunkowo krótko, ale bez litości. Mój drugi sprzęt "pierwszej potrzeby". Jedyne wady jak poprzednio - dostępność i cena.

 

post-25-0-17012800-1416909140_thumb.jpg

 

Tu "koka kola" chińsko radziecka - wariacja na temat bagnetu do AK47 niby wszystko działa (dwie blokady, sprężynowe ostrze, zwalniacz z zatrzasku lufy i nawet pasuje na broń) ale do niczego się nie nadaje; jakość mizerna, fabrycznie ostry ale stal z resora, potężny i ciężki że do obrony można użyć jak metrowy sznurek przywiązać :) Kroić się nie da, rąbać też nie bo się rozleci, ot, taki bibelot, ale tani i wszędzie się kupi ;)

 

post-25-0-70960200-1416909119_thumb.jpg

 

I na koniec bibelot rescue knife dla snobów ;) jakoś tak podróżuje ze mną od lat jako scyzoryk. Produkt S&W wyposażony w blokowane i otwierane jedną ręką krótkie, twarde i masywne ostrze. Blokada przy łączeniu głowni z rękojeścią pod palcem wskazującym. Z tyłu rękojeści widoczny zbijak do szyb oraz ostrze do cięcia pasów zabezpieczone przed przypadkowym zranieniem. Też "koka kola" :) ale jakoś mi się podoba.

 

Dziękuję za uwagę. :)

Następne: Maczety.

Edytowano przez Grzegorz Magdziarz
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

takim prawie obciąłem sobie kiedyś palec (robiłem dziurę w tablicy rej. i mi się złożył) :P

 

post-9004-0-09627600-1416918398_thumb.jpg

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Od kilku lat podstawowym sprzętem na weekendowe wyjazdy są proste sznurkowe hamaki. W bagażniku praktycznie ich nie widać, do tego po kocyku. Do mocowania przyda się dłuższa linka, bo czasami rozstaw drzew jest spory :) Zestaw dla dwóch osób z kocami polarowymi to koszt poniżej 100zł :)

Ja też chętnie hamakuję, pomimo drutów w kręgosłupie bardzo wygodnie się wysypiam. Mam szmaciany, tkanina cud, nie dosyć, że przewiewna, przy każdym wiaterku wręcz chłodzi. Trzeba mieć awaryjne rozwiązanie, bo nie zawsze jest gdzie uwiązać. W razie czego outbackowy reling wytrzymuje 160kg, sprawdzone.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

przedsatwione "noze" zaliczam raczej do klasy scyzorykow ;)

 

Osobiscie na biwaki mam zwykly bagnet armi CCCP i zdaje egzamin w bardzo wielu zadaniach. W czelusciach biwakowych kieszeni nie budzi groznych reakcji. W moim posiadaniu od lat 40. Mozna sie przyzwyczaic

1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

takim prawie obciąłem sobie kiedyś palec (robiłem dziurę w tablicy rej. i mi się złożył) :P

Moj ulubiony na rybki. gerlach.

 

Z dużymi nożami trzeba uważać. We Włoszech i Skandynawii można narobić sobie kłopotów, traktują jak broń.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z dużymi nożami trzeba uważać. We Włoszech i Skandynawii można narobić sobie kłopotów, traktują jak broń.

Kiedyś dostałem w prezencie nóż od Norwega. Wracaliśmy przez Danię i Niemcy i na granicy mieliśmy kontrolę. Mało co by nas nie zamknęli za ten nóż. Ostrze ma długość może z 15cm

 

 

Sent with Tapatalk

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak jechaliśmy do Gruzji i Armenii to przeczytałem, że bodajże w Turcji nie można mieć noża dłuższego niż palec serdeczny. 

 

Ale na maczetę w bagażniku jakoś nie zwrócili uwagi. ;)

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

 

(...) i w mojej opinii do tego celu wystarczy solidny, bez bajerów zwykły i stosunkowo tani nóż kuchenny średnich rozmiarów

Kuchenny to tak średnio. Złamie się od razu kiedy spróbujesz coś nim podważyć (a spróbujesz ;) ), Poza tym dla noża wynoszonego poza dom absolutną koniecznością jest pochwa, a ta rzadko występuje przy kuchennych.

 

 

 

Najprawdopodobniej nie zajdzie konieczność budowy i zastawiania sideł, oprawiania zwierzyny,...

Najprawdopodobniej zajdzie konieczność zastrugania, albo nawet i ścięcia jakiegoś badyla coby kiełbaskę nad ogniskiem opiec. Pewnie też i wspomniana niżej puszka się trafi, a przy odrobinie niefarta trzeba będzie uciąć zbrojonego węża przy silniku. Nożem kuchennym słabo widzę ;)

 

Ja ze swoich doświadczeń polecam kupić porządny nóż i mieć spokój na długi czas. Czy będzie to Victorinox czy jakiś folder to już kwestia indywidualna. Mój Cold Steel Recon, albo CRKT przeżyły tyle, że noży kuchennych musiałbym mieć całą piwnicę.

 

Z kolei jeśli potrzeba czegoś większego i nie musimy martwić się wago-miarami, dla mnie najlepszym nożem jaki spotkałem okazał się Cold Steel SRK. Nie zdarzyło mi się użytkując go czuć, że cokolwiek chciałbym zmienić - czy robiąc kanapki, czy ścinając drzewa ;)

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sprzet turystyczny musi spelniac swoja funkcje, na wyprawy samochodowe - wiadomo sprzet moze byc ciezszy ale i zarazem wygodniejszy.  Na nasze wyprawy samochodem zabieramy wiekszy namiot 4 osobowy z 2 pokojami i przedsionkiem - taki REI Kingdom Tent.  Procz tego dobre sa duze materace, w szczegolnosci jesli jestesmy z malym dzieckiem.  Poniewaz sprzet turystyczny jest czesto gromadzony latami, to w naszym ekwipunku znajduje sie sprzet z wypraw z plecakiem oraz i ten z wypraw samochodowych, mimo ze sa wieksze kuchenki to nasza spisywala sie swietnie na roznych wysokosciach i z roznym paliwem: MSR DragonFly, natomiast taka lyzka to dobry kompromis pomiedzy lyzka a widelcem: spork jesli chodzi o noze to mam 2 z tym ze ten mniejszy jest uzywany w wiekszosci wypraw samochodowych:  SOG Seal Pup, a ten drugi gdy jedziemy w rejony gdzie jest sporo niedzwiedzi i pum: SOG Seal Team, sa to ciezkie, ostre noze, ktore bardzo sa uzyteczne, nie mniej jednach zawsze zabieram ze soba leathermana, ktory ulatwia rozne drobne naprawy. 

1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z moich doświadczeń - do namiotu (wystarcza mi Quechua 2" trzyosobowy na dwie osoby) używam mataraca z wbudowaną pompką elektryczną - super, bo nie tylko pompuje, ale też dokładnie wypróżnia materac. Niestety niedogodnością jest zasilanie 230v i konieczność posiadania przetwornicy. Do tego stoliczek, foteliki, blaszana skrzynka na żarcie, ciuchy, plandeka 3x5 i już. Wolę kołdrę i poduszkę niż śpiwór, chyba, że jest mróz (wtedy kołdrę, śpiwór, dwa koce i żona)W aucie siekierka i saperka (do celów higienicznych). Próbowałem worka prysznicowego - słabo się grzał podczas jazdy a wieczorem jeszcze słabiej :) . Ogólnie, jak to nie Afryka (tam nie byłem) to cudów nie potrzeba. A, hamaczek też mam. Kuchenka Camping gas - jeden palniki  i jednorazowe butle. Nóż - typowy kuchenny plus multitool. Ponieważ zaczynałem od turystyki pieszej a potem rowerowej, to samochód zapewnia mi super komfort i nie muszę kopiować domu. Przyznam jednak, że na zagraniczne kempingowo-terenowe wyjazdy jeździłem dotychczas Kyronem i Pajero (krótkim) - nie Subaru.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tam gdzie kończą się możliwości "scyzoryków", "radzieckich bagnetów", oraz SOG-ów na "mniejsze i większe pumy i niedźwiedzie" a za wcześnie jeszcze na siekierę/topór wkracza niepopularna u nas maczeta. Jej skalany kibolstwem powszechny wizerunek, oraz jeszcze bardziej powszechna nieznajomość zastosowania i nieumiejętność posługiwania się tym narzędziem u większości budzi ironiczny uśmieszek politowania. W rejonach naszego globu gdzie jest narzędziem codziennym mnogość jej zastosowania bywa czasem niepojęta... ponieważ nader często jest w zasadzie jedynym narzędziem do wszystkiego poza łowiectwem wykorzystującym mniej lub bardzie prymitywne urządzenia miotające. Jest zatem nożem, siekierą, kosą, sierpem, karczownikiem, łopatą, ośnikiem, nawet wiertłem i wreszcie... maczetą. Jej pochodzenie - podobnie jak niemal już zapomnianego w Europie tasaka (nie tego kuchennego :) ) wywodzi się od rapieru używanego przez konkwistadorów do wyrąbywania ścieżek w dżungli (choć słyszałem również opinię wywodzącą to narzędzie od szabli) - vide miecz św. Piotra, który od rapiera wywodzić się nie może, jako artefakt kilkaset lat starszy: http://www.muzeum.poznan.pl/www2/index.php?option=com_content&view=article&id=143&Itemid=72.

Przejęte przez autochtonów kolejne wieki narzędzie ewoluowało w swej technologii, ale nie zastosowaniu.

W klasycznej wersji jest narzędziem o stosunkowo długiej, szerokiej, płaskiej i cienkiej klindze rozszerzającej się od rękojeści w kierunku końca. Maczeta zazwyczaj jest bardzo ostra niezależnie od szlifu i w niewprawnych rękach może być niebezpieczna dla wszystkiego w promieniu jej zasięgu łącznie z tym, kto ją trzyma. Przy pewnej wprawie znakomicie ścina rośliny o grubości pnia/gałęzi nawet większej średnicy niż klinga w najszerszym miejscu, "kosi" wręcz drobniejsze zarośla.

 

W warunkach naszego zastosowania sprawdza się przy wykonywaniu "alternatywnej drogi przez chaszcze" (zwłaszcza dla płaczących (jeszcze) nad stanem lakieru), przygotowania miejsca pod biwak (miejsce na namiot) i temu podobne.

Jak wspomniałem w poście o nożykach używałem znakomitego i poręcznego narzędzia Gerber Gator Machette.: Znakomita w cięciu krzaków, drzewek i zarośli w trakcie kilku wyjazdów okazała się, jak to maczeta dość wrażliwa na próby cięcia kamieni, twardego podłoża, gwoździ i temu podobnych. Pomimo wad uważam ten produkt za udany i godny polecenia. Po wielokrotnej restytucji ostrza poprzez klepanie, szlifowanie i ostrzenie postanowiłem zaryzykować i zaopatrzyć się w coś bardziej topornego, ale i odporniejszego. Wybór padł na Walther Mach Tac 1. (Ma ona wielu przeciwników twierdzących, że zamiast tego wystarczy dobra siekiera)

Jest to już połączenie maczety tasaka i małej siekierki, narzędzie ciężkie, z początku nieporęczne z nieprzydatnym hakiem do skórowania i sprawiające wrażenie, że poprzez swoją wagę mogące jeszcze bardzie nas ukrzywdzić, miast pomóc. W trakcie użytkowani jednak poznane zalety utwierdziły mnie w słuszności wyboru. Soczewkowaty szlif zastosowany ze względu na grubość klingi zapewnia wystarczającą penetrację w cięciu, a waga narzędzia generuje moment ścinający nawet małe drzewka jednym ruchem. Nawet karczowanie podczas którego ostrze grzęźnie niekiedy w gruncie nie pozostawiło śladów/uszkodzeń. Co do wspomnianego haka do skórowania; znakomicie nadaje się do ... korowania żerdzi na kiełbaskę :)

 

Foto nie zamieszczam, jest ich nadto w sieci.

 

W przyszłości karczowniki, alternatywa maczet. :)

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Alternatywa toaletowo - ratunkowa dla saperki:

http://allegro.pl/szpadel-aluminiowy-ostry-131510-1130mm-fiskars-i4796340136.html

 

O ile saperką za potrzebą sobie poradzisz, to przy wykopywaniu samochodu, budowaniu przejazdu pracuje się wydajniej i nie na kolanach. Waży około kilograma i na codzień stacjonuje w ogródku. U mnie podróżuje w poprzek na bębnie rolety bagażnika, oparty o kratkę. Zawsze pod ręką.

 

Też zanabyłem duży namiot dwie komnaty + saloon. Jeszcze nigdzie z nim nie byłem. Poprzedni jednokomorowy niby wystarczał, ale komfortu się na starość zachciało. Parę minut więcej rozkładania nie jest problemem (dwóch synów mam), boję się za to o funkcjonalność bydlaka w górach.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co do namiotów zapewne będzie potrzebna obszerniejsza wypowiedź, niemniej jednak patrząc z perspektywy Subariad i ich specyficznej formuły najwygodniejszym rozwiązaniem jest namiot w typie Quechua 2"" który rozkłada i składa się błyskawicznie. Użytkownicy innych rozwiązań (w tym sułtańskich wielopokojowych ;) ) Stawiali swoje namioty podczas gdy reszta była już po kolacji i pierwszym drinku przy ognisku. I.e. Na Polanie z Bukami w RO ja miałem już rozbity namiot nim ostatnie samochody wjechały na polanę :)

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jako uczestnik dwóch Subariad, a jednocześnie mający dwudziestoletnią przerwę od szeroko pojętej turystyki biwakowej :blush:  :facepalm: chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami ze sprzętem turystycznym. 

 

Po pierwsze spanie. 

Do Rumunii pojechaliśmy z dzieciakami, więc spanie w samochodzie raczej odpadało. Zakupiliśmy więc sprzęt tam gdzie jest generalnie wszystko i w miarę przystępnych cenach, czyli w Decathlonie.

Namiot 2Seconds to jedna z bardziej genialnych rzeczy z jakimi miałem ostatnio do czynienia. Rozkłada się go dosłownie w kilkanaście sekund, maks. do 2 minut z wbiciem wszystkich śledzi i linek. Nasz namiot miał dodatkowo wbudowane oświetlenie ledowe, na którym nie warto oszczędzać, bo to kolejny genialny pomysł w tym namiocie. Ze składaniem trzeba już się trochę posiłować (zwłaszcza w namiotach 3 i 4 osobowych, bo są po prostu większe i więcej jest elastycznych prętów do "zwinięcia", jednak za trzecim razem też idzie ekspresowo. 

Do namiotu 3 osobowego zakupiliśmy w tym samym sklepie dwa materace, jedno i dwuosobowy i układaliśmy je w namiocie w poprzek, tak, że wypełniały całą podłogę. Spaliśmy z dwójką dzieci (10 i 12 lat) i nawet nie było w nim ciasno. ;) Do materacy zakupiłem pompkę w tym samym sklepie, firmy Campingaz, niestety wybrałem model na baterie, żeby nie być uzależnionym od kabla do zapalniczki, i ten patent się nie sprawdził. Nie wiem czy był to felerny egzemplarz, czy baterie dawały zbyt mały prąd, ale pompowanie trwało bardzo długo, a potem trzeba było jeszcze dopompować tradycyjnie. Polecam pompkę z długim kablem 12V. Na materace szedł polarowy kocyk, a do spania zakupiłem 4 śpiwory firmy Husky. Z uwagi na sporadyczne wyjazdy outdoorowe oraz kumulację wydatków wybrałem śpiwory z wypełnieniem syntetycznym, a  że firma Husky ma duży wybór śpiworów o różnym zakresie temperatur, więc każdy członek rodziny mógł sobie wybrać odpowiedni. Cenowo też są znacznie tańsze od puchowych, niestety zajmują więcej miejsca, ale przy podróżach samochodem nie jest to aż tak duże ograniczenie. 

 

Na drugi wyjazd do Gruzji i Armenii pojechaliśmy już bez dzieci, więc sensownym wydawał się pomysł spania w aucie. I tak też zrobiliśmy. Więcej szczegółów jak znajdę zdjęcia. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

w forku (sf i sg, nie wiem jak w 3 i 4 ale pewnie jeszcze lepiej)

jak się wywali tylną kanapę i tam cię poukłada sensownie graty żeby było płasko to się robi super spanie :)

karimaty samopompujące robią robotę

nie potrzeba robić żadne zabudowy itp,najwyżej przerzucamy na noc resztę  rzeczy na przednie siedzenia- trwa minutę

(kuchenne akcesoria na przednią podłogę "pod nogi")

jak jeszcze do tego jest box dachowy to już jest pełny komfort (prysznice, fotele, grile i takie tam...)

warto okleić tylne szyby najczorniejszą z możliwych folią

oklejałem w winnicy na ukrainie- najlepszą  folią 3f czy coś takiego za 250 zł

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z namiotami jest roznie - na ogol te male 2 osobowe, sa bardzo latwe do rozladania i skladania, nie mniej jednak dobrze pomyslane duze namioty tez nie sprawiaja problemow, poprostu trzeba kupowac rozwaznie, trzeba wiedziec czego szukac, jakie konstrukcje sa lepsze, jakie gorsze, zwrocic uwage na klimat i temperatury jakich mozna sie spodziewac.  Maly namiot latwiej sie nagrzewa, dobrze jest miec model z 2 wejsciami po przeciwleglej stronie, i tropik ktory da sie konfigurowac, na ciepla i zimna pogode.  Przydaje sie swiatelko LED, ale i lampka na swieczke tez jest fajna bo dodatkowo grzeje, procz tego swiatlo chemiczne to bardzo fajna lampka nocna, nie jest wystarczajaco ostre by przeszkaczac przy snie, a jednoczesnie powoduje ze cala noc widac co jest gdzie w namiocie, procz tego dzieciaki maja z tym frajde.  Namioty z przesionkiem sa fajne o tyle ze mozna tam chowac lodowke, jedzenie czy rowery w czasie brzydkiej pogody.  Oplaca sie tez kupic cos takiego, poniewaz mozna sie wtedy dodatkowo zabezpieczyc przed skutkami deszczu (bloto w poblizu wejscia do namiotu).

 

Spiwory to bardzo osobisty wybor, swietne sa puchowe, ale nie nad woda/na lodce/w bardzo mokrym klimacie... osobiscie uzywam North Face Cat's Meaow i Blaze ze sztucznym materialem, plusem tych spiworow jest to ze mozna je polaczyc (w obojetnie jakich celach  :P ), i ze szybko schna (test na lodce jak wiatr je zdmuchnal do wody). Procz tego maja one niby byc cieple do -7 stopni ale raczej nie uzywalbym ich ponizej zera.  Bardzo przydaja sie latarki ktore mozna nosic na glowie, oraz latarnie na paliwo plynne, te pierwsze uwalniaja rece, te drugie daja sporo jasnego swiatla.  Oczywiscie latarki tradycyjne do trzymania w rekach to tez podstawa wyposarzenia.  Krzeselka, stoliki itp, zaleza kompletnie od upodoban i oczekiwanego poziomu wygody.  

 

Podchodzac do turystyki na lonie natury, podchodze do tego tak ze przygotowuje sie tak jak by mialo byc fatalnie - zla pogoda, zimno, nie bedzie co robic - biore ksiazki, tablet, jakies gry, i staram sie by wiekszosc ubran byla z materialu w miare wodoodpornego lub szybko schnacego.  Zdecydowanie dobieram ubrania tak by bylo mi cieplo nawet przy naglym zalamaniu pogody - czyli stosuje warstwy, a na to dobra kurtke goretexowa...

 

Saperka - fajna rzec dobra do kopani i rabania drewna, nie uzywam bo zona wymaga pewne minimum jesli chodzi o nasze wyprawy...

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co do namiotów to pełna zgoda. Jeśli jedziesz na biwak i rozbijasz namiot na kilka dni, to oczywiście im większy i z przedsionkiem tym fajniej. Jednak jeśli, tak jak w naszym przypadku, musisz rozbić namiot w nocy, przy temp. około 0 st. i jeszcze przy padającym deszczu, to namioty "samorozkładalne" są nie do przecenienia. 

 

Jeśli chodzi o śpiwory to oczywiście, że puchowe są generalnie fajniejsze, mniejsze, lżejsze i cieplejsze. Jednak przy zakupie czterech sztuk cena już robi swoje. :( Temperatury podawane przez producentów też należy traktować mocno orientacyjnie. Mój śpiwór ma optymalną temp. 0 st, min. -10 st.i generalnie dla mnie był za ciepły. Za to dziewczynom kupiłem z temp. min. -25 st. i było im w sam raz.  :biglol: Warto też zwrócić uwagę na wewnętrzny materiał. w moim jest jakiś sztuczny i "niezbyt przyjemny w dotyku", co przy spaniu w samej bieliźnie wymagało "przyzwyczajenia się". W pozostałych jest klasyczna bawełna i jest OK.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Powracając na chwilę do noży, chciałbym się pochwalić, że mam taki oto scyzoryk:  80PGTK_s.jpg

(szczegóły → http://www.coldsteel.com/Product/80PGTK/G_I_TANTO_W_SECURE-EX_SHEATH.aspx)

 

Nabyłem go lata temu w sklepie Broń lub Militaria - już nie pamiętam nawet - za nieduże pieniądze. Sprawdza się do wszystkiego (nawet jako substytut małej siekierki), za wyjątkiem przygotowywania kanapek - jest po prostu trochę ciężki i nieporęczny do takich celów, co mnie znaczy, się nie da! Budzi za to powszechne zainteresowanie. Mój ma pochwę z kordury, w specyfikacji widać teraz jakąś z tworzywa.

 

Kupiłem go, bo wtedy nie było niczego innego dłuższego od palca, a potrzebowałem "na już" coś konkretnego. Z praktyki widzę, że jest trochę za duży, jak na zwykłe wędrowanie np. w górach. Do klasycznego biwakowania jest OK.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

 

za wyjątkiem przygotowywania kanapek - jest po prostu trochę ciężki i nieporęczny do takich celów, co mnie znaczy, się nie da
Otóż to!

 

Budzi za to powszechne zainteresowanie.
A nie mówiłem? ;)

 

że jest trochę za duży, jak na zwykłe wędrowanie
Słuszna uwaga.

 

Do klasycznego biwakowania jest OK.
Zaradny człowiek poradzi sobie wszystkim-jak mawiał baca zawiązując sobie kierpce dżdżownicą ;) 
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

 

Jeśli chodzi o śpiwory to oczywiście, że puchowe są generalnie fajniejsze, mniejsze, lżejsze i cieplejsze. Jednak przy zakupie czterech sztuk cena już robi swoje. Temperatury podawane przez producentów też należy traktować mocno orientacyjnie. Mój śpiwór ma optymalną temp. 0 st, min. -10 st.i generalnie dla mnie był za ciepły. Za to dziewczynom kupiłem z temp. min. -25 st. i było im w sam raz.  Warto też zwrócić uwagę na wewnętrzny materiał. w moim jest jakiś sztuczny i "niezbyt przyjemny w dotyku", co przy spaniu w samej bieliźnie wymagało "przyzwyczajenia się". W pozostałych jest klasyczna bawełna i jest OK.

 

Warto zwrócić uwagę na istnienie śpiworów dla kobiet, które "w stopach" mają dodatkowe ocieplenie.

 

Jeżeli wnętrze śpiwora jest mało przyjemne to można nabyć bawełniana wkładkę.  

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

Na poważniejsze wyjazdy (i na co dzień w Ssangyongu, bo mieści się pod tylną kanapą) też mam pełnowymiarową łopatę. Ale wolę wozić ją na bagażniku (mam uchwyty do łopaty) - szkoda mi wnętrza, a bagażnika nie wożę jak nie muszę. Przy okazji - do forestera kupiłem tanie belki alu - strasznie huczą, o dziwo z trumną mniej - sprawdził ktoś jakieś ciche na Foresterze? Na Pajero miałem Whispbary i były super, ale teraz poskąpiłem  :cry:

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bagażnik, jaki by nie był sugeruje, że jest pełny. Wabi złodzieja, im lepszy tym bardziej. Znam przypadek wymiany obdartego relinu po takiej przygodzie. Jedyny plus tego rozwiązania, że wszystko poukładane jak w szafie. Bo ja tylko łachy i śpiworki u góry wożę i tylko jak nie zmieszczę.

 

Łopata linkowana prze ze mnie nie jest taka HD, jak stalowe fiskarsy. Lasu na korzeniach nią nie posadzisz, w gruzie nie pokopiesz. Fiskars na szczęście poważnie do reklamacji podchodzi.

Edytowano przez BiP
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się

  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.