Jump to content

MateuszKramek

Użytkownik
  • Content Count

    119
  • Joined

  • Last visited

1 Follower

About MateuszKramek

  • Rank
    ..:: Bywalec :..
  • Birthday 01/24/1990

Profile Information

  • Gender
    mężczyzna
  • Skąd
    Warszawa
  • Auto
    Outback H6 2008' EU

Recent Profile Visitors

396 profile views
  1. Coś było/będzie z tej wycieczki?
  2. Ja wtedy wynajmowałem ten sam dom, w którym byłem na Sylwestra. Na cyplu pamiętam, że też byliśmy ... a w maju 2016 na cyplu było tak:
  3. Tak droga jest otwarta, nie ma oficjalnego zakazu, ustawione przy parkingu znaki wskazują pewne ograniczenia, ale samochody osobowe mogą dojeżdżać do cerkwi. Zgadzam się, pod warunkiem, że nie pada W maju 2017 było pięknie, ale zdecydowanie bardziej tłoczno niż w zimie. Daniel, podeślij jakieś zdjęcia bo z tego co piszą to cały czas sypie i szlaki zamykają... Też myślę o wypadzie rowerami tego lata
  4. Dojazd w Bieszczady zajmuje ładne parę godzin, no chyba, że ruszacie z okolic Rzeszowa. Był to mój trzeci wypad w tamte strony, tym razem zimowy. Jadąc końcem grudnia z Kotliny Kłodzkiej zajęło nam to cały dzień, jadąc wiosną (majówka) z Warszawy podobnie. Podróż w Bieszczady jak daleka by nie była, to nigdy nie chce się wyjeżdżać, a nawet zawsze chce się tam wracać ponownie Zatrzymaliśmy się w miejscowości Werlas, około 30 minut jazdy od Polańczyka a zaledwie kilka minut jazdy po skręceniu z Małej Pętli Bieszczadzkiej w Sakowczyku. Nasz domek położony na szczycie wzniesienia umożliwiał obserwację jeziora Solińskiego i stanowił świetną bazę wypadową w dalsze partie gór i tak naprawdę dopiero te prawdziwe, dzikie Bieszczady. fot. Widok z tarasu, po lewej Polańczyk a po prawej jezioro i zapora na horyzoncie Niestety zima nie dopisała na początku naszego pobytu, śnieg leżący w dniu przyjazdu stopniał już następnego. Dojazd na Cypel Werlasu zmienił się w błotnistą ścieżkę na końcu której trzeba było bardzo ostrożnie operować kierownicą aby bezpiecznie wyślizgnąć się i obrócić pomiędzy drzewami. Będąc na Cyplu w zimie zostaje niewiele do zrobienia, no chyba, że ktoś morsuje i skorzysta z piaszczystego zejścia do wody tak jak my to zrobiliśmy. Warta polecenia jest również położona przy drodze Zagroda Żbyr z prostym, domowym i smacznym jedzeniem. Dla miłośników piwa oferuje wyszukane, niszowe browary z kraju i nie tylko - to było dla mnie nie małym zaskoczeniem. Drugi dzień to odwiedziny położonej nieopodal wsi Rajskie, polecam to malownicze miejsce z bogatą historią. Ze względu na sprzyjające warunki, wybraliśmy się na kilkugodzinny spacer wzdłuż Sanu aż do urokliwej doliny, w której niegdyś mieściła się wieś Studenne. Po drodze napotkaliśmy wiele śladów zwierzyny w tym wilków i żubrów. fot. Widok na Dolinę Sanu i dawną miejscowość Tworylne,wiata i punkt widokowy przy dordze biegnącej od Rajskiego nad Sanem do Sękowca Trzeci dzień to wyjazd do Arłamowa i całodzienny pobyt w SPA - polecam, warto wybrać się rano, pomimo znacznego obłożenia w hotelu sauny i strefy wypoczynkowe mieliśmy praktycznie dla siebie. Zima była w odwrocie i dojechaliśmy w nieco ponad godzinę, biało było jedynie powyżej 600 m.n.p.m, jechaliśmy Małą Petlą Bieszczadzką przez Czarną Górę i Ustrzyki Dolne. Przyznam, że większość dróg w Bieszczadach jest już w całkiem dobrym stanie, częściowo zostały wyremontowane mosty oraz barierki i inna podobna infrastruktura. Sylwester to powrót zimy i opady śniegu a zarazem aktywnie spędzony dzień na świeżym powietrzu. Na dobry początek dnia było ponownie morsowanie i gotowana tylko w Sylwestra zupa Solianka w Zagrodzie Żbyr Niestety nie udało nam się dojechać do miejscowości po której została tylko odbudowana cerkiew (Łopieńka) - przejazdu bronił własnym ciałem zdesperowany organizator kuligu. Po krótkiej dyskusji stwierdziłem, że odpuszczamy i pojedziemy tam w Nowy Rok. Wybraliśmy się na spacer leśną drogą w górę od rzeki Solinka pomiędzy miejscowościami Buk i Dołżyca. Świeżego śniegu było już ok. 25cm i nadal sypało. Ciekawostką były świeże tropy niedźwiedzia napotkane przy drodze kilkadziesiąt metrów od miejsca zaparkowania naszych samochodów. Co najciekawsze, nie było ich kiedy wychodziliśmy do góry Po spacerze udaliśmy się do Cisnej na obiad, celem była Siekierezada - popularne miejsce, które jak to z popularnymi miejscami bywa ma swoje wady i zalety, aczkolwiek warte jest zobaczenia jeśli ktoś jeszcze nie był. Powrót z Cisnej to spontaniczny wjazd na jedną z wielu wiat turystycznych, które moim zdaniem są rewelacyjną opcją dla turystów lubiących spędzać czas na świeżym powietrzu. Większość z tych miejsc jest praktycznie nowa, zadbana z miejscem na ognisko, ławkami, stołami a nawet zabezpieczonym drewnem opałowym. Spotkałem też wiatę na kilkadziesiąt osób z piecem i płytą do gotowania (w miejscowości Bukowiec). fot. wiata przy Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej w miejscowości Dołżyca Reszta wieczoru nie była huczna, jak na ostatni dzień roku przystało a to ze względu na zmęczenie tym aktywnym dniem. Nowy Rok przywitał nas piękną zimą nawet nad Soliną i białe zaśnieżone drogi zachęciły do wczesnego wyjazdu w teren. Ruszyliśmy na początek ponownie do Łopieńki, na parkingu nie było już nikogo a droga była przetarta jak się później okazało przez dwie terenówki, których pasażerowie zrobili sobie piknik w wiacie znajdującej się kilkaset metrów przed cerkwią. fot. Parking przy cerkwii fot. Droga powrotna z Łopeńki Następnie udaliśmy się przed siebie drogą wojewódzką nr. 897 czyli Wielką Pętlą Bieszczadzką w kierunku Wetliny i dalej do Przełęczy Wyżnej. Nie skorzystaliśmy z płatnego parkingu a zjechaliśmy niżej do parkingu przy wejściu na Połoninię Caryńską. Podróżujemy z psem więc nie mogliśmy iść do góry, za to wybraliśmy malowniczo położoną drogę w kierunku miejscowości Nasiczne. fot. Parking przy wejściu na Caryńską, spotkaliśmy zaparkowaną i oświniaczoną Imprezę a także pomogliśmy wypchnąć Peugota próbującego wydostać się z parkingu. Po kilkunastu kilometrach spaceru udaliśmy się dalej w kierunku Ustrzyk Górnych. Droga im dalej tym piękniejsza, tym więcej śniegu Wstąpiliśmy do Zajazdu pod Caryńską, miejsca, które znałem z wcześniejszych wypadów. Zdaniem niektórych z nas kuchnia nieco się pogorszyła, ale miejsce ma swój klimat i jest raczej pewne i wciąż godne polecenia. fot. Outback na Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej Po kolacji udaliśmy się do Wołosatego, było już ciemno a śnieg sypał nieustannie. Kilkaset metrów przed miejscowością spotkaliśmy jakiegoś ultranowoczesnego suva w rowie (kolega mieszka w UK i ocenił od razu, że to Land Rover Evoque), chcieliśmy pomóc, ale kierownik stwierdził, że już próbowali (obok stało BMW na awaryjkach) i nie damy rady. Nie chcąc się narzucać pojechaliśmy dalej, wciąż zastanawiając się jak on tam wjechał... Powrót do chatki w Werlasie to kilka wizyt w przydrożnych knajpkach i pubach, pasażerowie byli wyjątkowo spragnieni Wieczór w przeciwieństwie do 31.12 był huczny a zabawa trwała do późna Drugiego stycznia trzeba było się pakować, aczkolwiek Bieszczady nie wszystkich chciały wypuścić np. sąsiada z domku obok, którego Lexus tańcował na podjeździe. Tym razem nie odmówiono pomocy i moja linka holownicza została po raz pierwszy rozpakowana fot. Nasz domek a za nim sąsiedni, intensywne opady w dniu wyjazdu, MX-5 w tle. Podróż powrotna, już do Warszawy przebiegała spokojnie, chyba dzięki omijaniu większości głównych dróg w tym zupełnie ominęliśmy Sanok. Sam dojazd do Polańczyka zajął nam prawie godzinę, droga była nie odśnieżona a niektórzy hamowali nawet pod górkę, później zakładali łańcuchy. fot. Kilka centymetrów świeżego śniegu, lekki mróz, droga nieodśnieżona a warunki do jazdy zmieniają się diametralnie - wyjazd z Werlasu Wracając wstąpiliśmy na obiad do miejsca, które okazało się tak dobre, że nie może zabraknąć jego rekomendacji. Tuż przed Mielcem zjechaliśmy zachęceni pozytywnymi opiniami na temat tej restauracji. W miejscowości Przecław, na samym rynku jest Kuźnia i jeśli będziecie przejeżdżać to zdecydowanie warto tam wstąpić! fot. W Przecławiu zimy już nie było, krótki postój na spacer dla psiaka przy zamku. Tak jak zaczynałem tą relację, wyjeżdżając z tej urokliwej okolicy snuliśmy już, i dalej snujemy plany na powrót w Bieszczady. Tym razem pora sprawdzić je jesienią, podobno ma tutaj wyjątkowy urok.
  5. jakby była jeszcze to ja też chętnie wezmę!
  6. Zdecydowanie Norwegia! Kilkukrotnie byłem w jej południowo zachodniej części, ostatni raz w 2015 i teraz snuję na plany na powrót w przyszłym roku. Z konkretnych miejsc to cała droga nr 13 wzdłuż Hardanger Fjord i nocleg na Lofthus Camping, widok pozostaje w pamięci na długo. Wrażenie robi też słynna skalna ambona Preikestolen, 600 metrów przepaści niczym nie zabezpieczone i tłumy ludzi...
  7. Podpinam się. Czy są jakieś przeciwwskazania do założenia na fabryczne felgi z oponami w rozmiarze 215/55/17 nowych opon w rozmiarze 215/60/17? OBK 08 r.
  8. Nocleg: Droblin czyli hotel, SPA, stadnina lub Uroczysko Zaborek bardziej sielskie klimaty i trochę agroturystyka, ew. Zamek w Janowie Podlaskim a to już spory hotel, inny klimat, dla miłośników SPA Ireny Eris. Zobaczyć: Janów Podlaski, Leśna Podlaska, wszystkie wioski nad Bugiem wymienione w moim poście wyżej szczególnie Stary Bubel, Gnojno. Pewnie jest cała masa innych, ja i tak sporo widziałem jak na 1,5 dnia
  9. Otulina Kampinoskiego Parku Narodowego
  10. Już dwa tygodnie mineły od naszego wypadu, jednak pozytywne wrażenia po nim zdecydowanie pozostaną z nami na dłużej Między innymi winne temu są takie jak poniżej widoki. Fot. Punkt widokowy na zakole Bugu pomiędzy miejscowościami Gnojno i Borsuki Przyznam, że byłem tamtej okolicy drugi raz w życiu. Rok temu odwiedziłem Janów Podlaski służbowo, będąc na konferencji w zamku, wiedziałem, że trzeba tam wrócić i z pomocą Subaru zobaczyć więcej. Zacznę od początku, czyli od naszej bazy wypadowej, miejsca ze świetną kuchnią, winem, rewelacyjną i naturalną częścią SPA oraz komfortowego noclegu. Pomimo powyższych och i ach, to najważniejsi z tego wszystkiego byli ludzie - gościnni, uśmiechnięci i bezpośredni. Hotel mieści się w miejscowości Droblin i jest swojego rodzaju kompleksem ze stajnią i stawami. Nocleg jest możliwy w zabytkowym dworze lub hotelu z drewnianych bali. Najbliższe otoczenie to łąki i klika małych gospodarstw. Fot. Sąsiednia osada zaskoczyła mnie całkiem egzotyczną nazwą Dalej wspomniane wcześniej SPA umiejscowione bezpośrednio nad stawem. W środku duża ruska bania, leżaki, kominek i co najlepsze zejście z pomostu wprost do stawu. Na zewnątrz zawieszone duże drewniane wiadro do schładzania oraz dla miłośników cieplejszej wody balia z gorącą wodą i wieczorem widok na ciemne rozgwieżdżone niebo. Fot. Budynek SPA Dworu w Droblinie, noszący nazwę Domku na Wodzie. Będąc przez weekend w okolicach Białej Podlaskiej i Janowa nie sposób nie zauważyć, że ten region jest nieodłącznie związany z końmi. Dla mnie to było idealne połączenie chociaż od tych roślinożernych wolę zdecydowanie te mechaniczne Aczkolwiek moja druga połówka pojeździwszy wierzchem ze spokojem znosiła moje nieustanne przystanki i zjazdy w boczne dróżki, które umożliwia odpowiedni prześwit mojego Outbacka Fot. Konie w jednej ze stajni stadniny w Janowie Podlaskim. Po drodze do Janowa wstąpiliśmy do okazałej bazyliki w Leśnej Podlaskiej gdzie można było uraczyć się wodą z uzdrawiającego źródełka. Dla mnie jednym z najciekawszych miejsc był rozległy teren nad Bugiem na wysokości miejscowości Stary Bubel. Teren obecnie łatwo dostępny, suchy, bez trudności terenowych, Outback czesał trawy z przyjemnością Fot. Brzeg Bugu, granica z Białorusią na wysokości wsi Stary Bubel. Podlasie poza miłośnikami jazdy konnej i sielskich klimatów zdecydowanie znajdzie też coś dla kajakarzy i rowerzystów. Po pierwsze za sprawą spokojnie wijącej się pośród malowniczych krajobrazów rzeki a po drugie za sprawą równie malowniczo wytyczonego szlaku Green Velo. Fot. Zadaszenie turystyczne, miejsce przeprawy promowej oraz miejsce obsługi rowerzystów w miejscowości Gnojno na Bugiem. Outback wyjątkowo dobrze "czuł" się w tym miejscu, nie chciało się jechać dalej a to świetna okazja na szybką sesje Fot. Dostępność dla zmotoryzowanych oraz nowa i rozbudowana infrastruktura turystyczna to jedne z wielu zalet Podlasia. Poza wcześniej wspomnianym Dworem w Droblinie na szczególne polecenie i zachętę do odwiedzenia zasługuje osada bądź uroczysko Zaborek. Mieliśmy okazję zjeść tam obiad i chwilę się przespacerować i od samego wjazdu na teren osady czuć jej wyjątkowy klimat. Uroczysko zajmuje teren kilkudziesięciu hektarów i tworzy je kilkanaście różnego rodzaju zabudowań i budynków. Wszystko zachowane jest w klimacie sprzed lat i łącznie z brukowaną "kocimi łbami" drogą tworzy niesamowity klimat. Z tego co się rozeznałem na miejscu to turyści mają tutaj możliwość noclegu w niemal każdym domku, budynku a każdy z nich ma wyznaczony teren, który tworzy pewnego rodzaju enklawę dla zachowania prywatności i komfortu gości. Teren dookoła to las, jezioro, pola i łąki. Prawdziwie sielankowy krajobraz. Po przeczytaniu postu Elvisiaka, zdecydowałem przejechać również przez Serpelice, niestety nie spotkałem innego Subaru za to na końcu wsi siedział niewzruszony naszą obecnością psiak. Zastanawialiśmy się nawet czy ktoś go nie zostawił, bo siedział wpatrzony w drogę jakby na kogoś czekał. Niestety mieliśmy już na pokładzie naszego czworonoga i nie było możliwości zająć się tym wilczurkiem. Zrobiłem mu zdjęcie, on nawet na nas nie spojrzał i pojechaliśmy dalej. Fot. Napotkany na wjeździe do Serpelic "wilczek". Zbliżała się godzina 18:00 i powoli kończył się ten piękny dzień, było szkoda, ale trzeba było wracać do stolicy Na pożegnanie, jadąc na zachód mogliśmy podziwiać pięknie zachodzące słońce. Krajobraz i drogi zdecydowanie nie zachęcały do szybkiej jazdy, do tego stopnia, że toczyłem się od 70 do 100 km/h a SI Drive jak prawie nigdy w trybie jazdy Inteligent. Fot. Wyjeżdżając z Podlasia już snułem plany na powrót, może taki z mrozem i śniegiem Ten wyjazd okazał się rekordowy. Rekord, którym można się pochwalić bo nie chodzi ani o prędkość ani czas przejazdu a spalanie. Outback wykazał zdecydowanie umiarkowany apetyt na paliwo co w przeszłości np. podczas wyjazdów w Bieszczady, na Mazury czy inne góry nie było jego domeną Fot. Warto dodać, że te 425km przejechałem wyłącznie na LPG a dokładnie 52 litrach tegoż paliwa, co tu dużo mówić wyszło śmiesznie tanio! Zdecydowanie polecam wszystkim wyjazd w tamte strony! Urokliwie, tanio i całkiem blisko od Warszawy.
  11. Czołem! Szykuje się piękny październikowy weekend i zamierzam się wybrać w okolice Białej Podlaskiej, Janowa Podlaskiego. Polecicie jakieś ciekawe trasy, szutry, może ładne miejsca nad Bugiem? Nocujemy w Drobilnie i to będzie baza wypadowa. Pozdrawiam!
  12. Ja sprawdziłem i zdecydowanie polecam produkty francuskiej marki AVEL oraz SAPHIR. Szczególnie mydełka do czyszczenia. Spotkałem się też, że osoby zajmujące się kosmetyką używają popularniejszych produktów Colourlock. Firma sprzedaje całe zestawy do renowacji, pielęgnacji etc.
  13. W moim OBK z 2008 fotel kierowcy jest już nieco spękany, ale to tylko farba. Renowacja nie jest skomplikowana, można samemu ogarnąć. Reszta tapicerki trzyma się ładnie. Jeździłem dla porównania Volvo, nieco młodsze V70 i tam to dopiero jest miękka i przyjemna w dotyku skóra. Akurat w moim przypadku odczucia były na plus dla Volvo. Tak naprawdę to dużo zależy od pielęgnacji bo można bardzo szybko każdą tapicerkę zapuścić bez względu na rodzaj skóry.
×
×
  • Create New...