Jump to content

Japonia


mistee
 Share

Recommended Posts

Napiszę o mojej i wybranki podróży do Japonii.

 

Może te parę zdań pomoże zainteresowanym ocenić, czy warto, czy też nie wybrać się do JP, jak wyglądają koszty, co trzeba zobaczyć, co można sobie zdecydowanie darować.

 

Po pierwsze, postaram się obalić mit, że podróż do Japonii musi kosztować fortunę. Z lepszymi i solidniejszymi biurami podróży musimy wydać po 11-12tys. na głowę. Dodam, że oceniam ich marżę na 40-50%. Nas łącznie wyjazd kosztował ok. 10 tys. zł, w tym:

- bilety -> 2x1994zł

- gotówka -> 100 tys. JPY kupowana po kursie 2 zł/100 JPY a więc dość korzystnym

- bilety kolejowe 7-dniowe JR Rail Pass -> 2x550 zł

- pełne ubezpieczenie komercyjne.

Po przyjeździe stwierdziłem, że można było te wakacje spędzić jeszcze taniej. Mieliśmy mało czasu na reasearch przed wyjazdem.

 

Krótka przygoda zajęła nam 10 dni w październiku, w tym przelot liniami Finnair, które - dla nas Polaków - są moim zdaniem najkorzystniejszym wyborem przy wszelkich wyprawach na Daleki Wschód. Po pierwsze Finnair oferuje dość dogodne połącznie (2-3 godziny po przylocie do Helsinek wsiada się do Airbusa A340-300 lub MD-11 do Azji). Ponieważ od razu lecimy na wschód, oszczędzamy czas i pieniądze.

 

Bilet Warszawa-Nagoya a lot realizowany był w relacji Warszawa-Helsinki EMB170 a w relacji Helsinki Nagoya A340-300 i identycznymi maszynami lot powrotny.

 

Przed wylotem kupiliśmy 7-dniowe Japan Rail Pass, które uprawniają do korzystania z niemal wszystkich pociągów i autobusów Japa Railways. JR Pass nie obejmuje wyłącznie najszybszych Shinkansenów, które zatrzymują się tylko na największych stacjach (Nozomi trains). Wybór okazała się jak najbardziej trafiony a koleje JR są w XXII wieku jeżeli chodzi, o punktualność, prędkość i komfort podróżowania, częstotliwość pociągów. Pociągiem można dojechać niemal wszędzie, nawet do najmniejszych miejscowości i wiosek.

 

W podróży nie obyło się bez niespodzianek. Fałszywy (jak się później okazało) alarm bombowy i fatalna organizacja na Okęciu (PPL nie pomyślał, aby przenieść wyloty do T1) opóźnił nasz wylot do Helsinek i właściwie przekreślił szansę złapania samolotu do Nagoi. Niezwykle życzliwe i pomocne okazały się stewardesy, które skontaktowały się w naszej sprawie ze służbami Finnairu na lotnisku Vantaa. Wyglądała na to, że nie zdołamy złapać samolotu do Nagoi, i podobnie, jak grupie 20 rodaków podróżujących do Chin, polecono się skontaktować po wylądowaniu z ... Informacja. A więc prawdopodobny był nasz nocleg w Helsinkach. Zadeklarowaliśmy możliwość lotu do innego z Japońskich miast, jako że samoloty do Osaki i Tokyo planowo leciały późniejszym wieczorem...

Personel pokładowy przesunął nas tuż przed lądowaniem do I klasy i polecił po wylądowaniu drałować do właściwej Bramki na końcu terminalu. Ok. 700 metrów szaleńczego biegu i miły Pan z Finnaira przekreślił na naszych boarding passach miejsce 45L i 45K wpisując miejsca 5L i 5K!!! Trafiliśmy do I klasy, i tuż po naszym wejściu na pokład usłyszeliśmy trzask luku bagażowego. Nieprawdopodobnym jest, że służby lotniskowe zdodały w ciągu tych paru minut władować cały nasz bagaż (dwa plecaki) do ładownik Airbusa.

W I klasie szampan, wino, szerokie menu, regulowany fotel Recaro z masażem. No coż więcej pisać... Luksusik. No i możliwość spania z wyciągniętymi szkitami.

 

Opisuję podróż, bo mam nadzieję, że ten post przeczyta kiedyś ktoś z LOT-u :razz:

Naprawdę polecam Finnaira. Dodam, że tylko dla 2 pasażerów, linie opóźniły wylot 300-osobowego samolotu o 2,5 godz. !!!

 

Nagoya - wylądowaliśmy na lotnisku na południe od miasta, położonym na sztucznej wyspie. Dość długa odprawa, sprawy identyfikacji, i wsiadamy do składu prywatnych kolei, które wiozą nas na dworzec w Nagoi. Tu kupujemy 2 bilety na ekspress Nozomi do Kyoto (ok. 150 km podróży). Pojedynczy bilet kosztował bodajże 6500 JPY. Bilet 7-dniowy planowaliśmy aktywować później.

 

W Kioto mieliśmy zarezerwowany (przez internet) hotel *** -gwiazdkowy położony ok. 1 km na północ od monumentalnego i ciekawego architektonicznie dworca głównego. Pierwszy posiłek na miejscu (w cenie baru wietnamskiego), spacer po głównej alei w Kioto, kawa w Starbucksie.

 

To był jedynym deszczowy dzień. Kolejne dni były słoneczne, panowała miła temperatura 20-25 stopni, choć pod sam koniec pobytu dało się już wyczuć jesienną pogodę.

 

Następny dzień w całości poświęciliśmy na zwiedzenie Kioto, które bezapelacyjnie, jest tego warte. Ilość świątyni, których nazw już nawet nie pamiętam jest nieprawdopodobna. Gdyby miał rekomendować co warto zobaczyć w Kioto, to tylko te rzeczy o których piszą w przewodnikach (m.in. Świątynia Kinkaku, Świątynia Kiyomizu, dzielnica Gion, zamek Nijo, Pałac Cesarski). W tym miejscach wejścia się odpłatne.

Zdecydowanie odradzałbym wizyt wszędzie, gdzie jest jakaś świątynia - szkoda czasu, można się tym znudzić.

 

W Kioto warto kupić bilet systemowy, wychodzi niedrogo. Ogólnie Kioto jest ładnie położonym miastem o dużych tradycjach i chyba największej liczbie tradycyjnych budynków. Panuje tu spokojna atmosfera, choć wszędzie walą tłumy turystów, głównie Amerykanów, Hiszpanów, Francuzów, Anglików.

 

W kolejnym dniu, po leniwym przedpołudniu wybraliśmy się pociągiem do Nara, które położone jest na południe od Kioto. Nara jest rekomendowane w przewodniku jako a-must-to-see. Mnie niczym nie urzekło. Darowałby sobie. Na pewno magnesem dla dorosłych ludzi nie są tłumy wałęsających się znudzony bytem i żebrzących o poczęstunek sarenek, które pozostawiają po sobie tysiące bobów skrzętnie i dyskretnie zbieranych przez pracowników miejskich. Wycieczkę po Nara można spokojnie zamknąć w 6 godz.

 

W czwartym dniu wyjazdu aktywowaliśmy bilet 7-dniowy. Można to zrobić na każdej większej stacji. Pracownik kolei wbija nam pieczątkę z datą "aktywacji" biletu. 7-dniowy JR Pass (podobnie jak i 14- i 21-dniowy) jest ważny przez oznaczoną liczbę dni, nie zaś przez 7x24 godz. Czyli opłaca się ruszyć w drogę z samego rana.

Od razu ze stacji (po okazaniu przy bramkach biletu 7-dniowego) wzięliśmy Shinkansena, przez Osakę do Himenji (łącznie ok. 180 km), które jest znane (tylko) z historycznego Zamku Białej Czapli. Ze stacji zamek jest widoczny, dojście do niego zajmuje ok. 10-15 minut. Całość "kosztowała" nas 4 godz. Wejście za opłatą .

Już ok. 12 byliśmy wolni i wybraliśmy się pociągiem do Osaki i stamtąd prywantymi liniami kolejowymi do Koya-San, miejscowości założonej przez mnichów buddyjskich, w górzystym terenie na Półwyspie Kii. Podróż była długa - tak, że dojechaliśmy do Koya-San (linia prywatna: pociąg + kolejka liniowa + autobusy) przez zmierzchem. Miejscowość ma fajną atomosferę, turystów było niewielu, ale okolica warta do zobaczenia. Potem, do Osaki prywatną linia, a z Osaki JR do Kioto.

 

W piątym dniu pobytu (sobota) pojechaliśmy Shinkansenem do Tokio do znajomej. Wcześniej zarezerwowaliśmy miejscówkę, co nie okazało się konieczne, bo mimo weekendowego tłoku bez problemu znaleźliśmy miejsce w wagonie. Tego dnia wieczorem udaliśmy się na wielki targ położony w filarach wiaduktu kolejowego (nazwy nie pamiętam), na którym bywają genialne przeceny. Można kupić oryginalne smakołyki, kupiłem cukierki z alg owiniętę w papier ryżowy, chrupiące krabiki smażone na słodko w sezamie, skrwaki suszonych ryb, japońskie herbatki. Innych cudów nie opisuję bo wszystkie odzwierzęce przysmaki przypominały w wyglądzie obcych... Jeszcze tylko wizyta w restauracji specjalizującej się okonomiyaki - samodzielnie przygotowywanej potrawy na gorącej płycie.

 

W niedzielę wizytacja całego Tokio, byliśmy m.in. w Shinjuku - nowoczesnej dzielnicy biurowców, w miejscu gdzie można ujerze. Nie obyło się bez wizyty w serwisie Subaru, gdzie otrzymałem informację, że cena samopozimujących amorków do Outbacka wynosi w przeliczeniu na zł ok. 2400 zł (przy kursie 2,65 zł/100 JPY).

Wieczorem zjedliśmy przyszny, zawiesity i kaloryczny Ramen, w lokalnym barze specjalizującym się w tej zupie. Koszt rosołu i pierożków chińskich odpowiadała cenie shitu ze Sfinksa.

 

Poniedziałek był dniem wizyty w historycznej dla Japonii miejscowości Nikko, które położona jest kawełk drogi pociągiem na północny-wschód od Tokio, w terenie górzystym. Podróż pociągiami JR (z jedną przesiadką z Shinkansena do składu lokalnego) zajęła nam ok. 3 godz. Można wybrać kolej prywatną, która dojeżdża do Nikko szybicje, ale woleliśmy wykorzystać nasze JR Pass'y. Nikko jest zdecydowanie warte odwiedzenia. Miejscowość ma wspaniałą atmosferę, jeździ tam cały setki Subarek i Corolli 4WD, które u nas w Europie (może poza Szwajcarią) właściwie nie występują. :smile:

Warto do Nikko wybrać się rano bo jest naprawdę co oglądać i fotografować a wieczorem robi się dość chłodno. W miejscowości znajdują się liczne świątynie Shinto, budynek ze słynnym w całym świecie symbolem trzech małp "See no evil, hear no evil, speak no evil", równie znane postacie groźnych strażników (Świątynie Taiyuin-byo). Właściwie wszędzie za wstęp się płaci, ale nie są to ceny dramatyczne.

My w Nikko spędziliśmy cały dzień, żałowalismy tylko, że z Tokio wybraliśmy się do Nikko ok. 9.30. W czasie naszego pobytu ściemniało się ok. 16.30.

 

We wtorek rano wybraliśmy się kolejami JR a później kolejami prywatnymi i należącymi do firmy autobusami do Hakone na zachód od Tokio, aby z brzegu jeziora Ashi (Lake Ashi) zobaczyć Mt. Fuji. Niestety poranne przejrzyste niebo, zasnuło się przed naszym przyjazdem do Hakone chmurami. Ok. godz. 14.00 zabraliśmy się z powrotem do Tokio i po odebraniu plecaków ze skrzynek bagażowych na dworcu w Tokio wsiedliśmy do pociągu do Nagoi.

 

Reasumując, pobyt w Tokio i okolicach nie był w pełni satysfakcjonujący, mieliśmy zamiar zobaczyć o wiele więcej w samym mieście, ale nie starczyło czasu. Wycieczka do Nikko trochę to zrekompensowała.

 

Pociąg do Nagoi nie był zatłoczony, bez problemu znaleźlismy miejsce siedzące, z których obserwowaliśmy pracowników z obsługi pociągu grzecznie i rytualnie kłaniających się pasażerom przed każdym opuszczeniem wagonu.

 

Nagoja jest miastem przemysłowym, miastem Toyota Motor Co. W czasie II Wojny Światowej Amerykanie właściwie zmietli ją z powierzchni ziemi. Odbudowana, z nowym układem ulic, nie ma w sobie nic tradycyjnego. Uderzające jest to, że w porównaniu do innych miast JP, które odwiedzilśmy ciężko znaleźć jakąkolwiek kafejkę lub restaurację, która posiadałaby menu w języku innym niż japoński. Wreszcie znaleźliśmy restaurację z menu po angielsku, w której zjedliśmy dość drogą kolację złożoną m.in. z ryb i owoców morza (ok. 120 zł).

 

W przedostatnim dniu pobyt w JP, który był ostatnim dniem obowiązywania naszego 7-dniowego JR Rail Passa, wybraliśmy się pociągiem z Nagoi w całodniową wycieczkę na północ, do miasteczka Takayama, położonej w górzystym terenie w głębi wyspy. Najpierw pociąg elektryczny do Gifu, a stamtąd skład spalinowy do rzeczonego celu naszej podróży. Szlak kolejowy jest położony bardzo malowniczo, wijąc się wokół górskiej rzeki, z dziesiątkami tuneli. Przemiarzamy szlak raczej powoli, jak na Japonię, ale to daje możliwość przypatrzenia się domostwom Japończyków w tej części wyspy. Nie ma co się okłamywać, wyruszyć należałoby wcześnie, bo podróż zabiera z górą 3 godziny.

W Takayamie zażyliśmy spaceru po tradycyjnie wyglądających uliczkach miasteczka, próbując lokalnych specjałów. Mieliśmy również przyjemność wizyty, w położonym na obrzeżach miasta, obszernym skansenie do którego przeniesiono szereg tradycyjnych chałup i budynków z całej Japonii (Hida Cultural Village). Reprezentują różne style, różne regiony i koncepcje budowlane, niektóre z nich pochodzą nawet z początków XVIII wieku.

Gdyby nie jesień, późny przyjazd do Takayamy oraz relatywnie krótki czas pobytu w Japonii w okolicy miasteczka warto jest zobaczyć jeszcze inne miejsca. W Prefekturze Gifu znajduje się zespół starych wiosek Shirakawa-go, które są wpisane na światową listę zabytków UNESCO. Panuje tam prawdziwie tradycyjna atmosfera, dostać się tam można rzadko jeżdżącymi autobusami z Nagoi lub Takayamy. Bezcennym doświadczeniem jest spędzenie nocy w tradycyjnej chałupie i konsumpcja pstrąga wędzonego/pieczonego nad ogniskiem.

Region jest bardzo znany z masy onsenów.

 

W każdym razie wieczorem wróciliśmy do Nagoi, a następnego dnia piechotą na dworzec główny, z którego kolejką, po 40 min. jeździe dostaliśmy się do Portu Lotniczego Nagoya Chubu...

 

Tak po krótce wyglądała nasza podróż do Japonii, podczas której niestety nie skorzystaliśmy z onsen'ów (łaźni korzystających z gorących źródeł), nie spaliśmy w ryokanie (mało wygodne i przeważnie trzeba dzielnic z innymi turystami łazienkę).

 

Jakie rady mógłby dać tym z Was, którzy planują samodzielny wyjazd do JP?

 

1) rezerwować noclegi przez internet z dużym wyprzedzeniem,

2) tak wybrać tras trasę, aby w przypadku wizyty na głównej wyspie Japonii znaleźć się Regionie Kiniki (Kansai) a "bazę wypadową" założyć w Kyoto albo w Oscace; jest to obszar najbardziej tradcyjny, wszędzie - dzięki świetnym połączeniom kolejowym - blisko,

3) nie liczyć na znajomość angielskiego u Japończyków, większość ludzi nic nie rozumie prawie nic, tylko młodzi mężczyźni wyróżniają się na tym tle pozytywnie; Japończycy potrafią z dumy ukryć swoją niewiedzę i fałszywie poradzić, dokąd iść, traktować ich wskazówki z rezerwą!!!

4) w większości miast, na dworcach kolejowych są biura informacji turystycznej, tam świetnie pracownicy posługują się j. ang., rozdają mapy, wskazują co zobaczyć, daję pożyteczne porady, których nie znajdziecie w internecie,

5) nie bać się historii o niedziałających komórkach w Japonii; wprawdzie mają inny system (nie GSM) ale każdy telefon dwu-systemowy daje radę (moja Nokia N73 także),

6) kupić JR Rail Pass, korzystać z kolei ile wejdzie, dzięki temu w ciągu jednego dnia można zobaczyć miejscowości oddalone od siebie nawet o 200 km; przebycie w ciągu jednego dnia 600 km nie stanowi żadnego problemu; w wielu miejscowościach można wynajać rowery,

7) prawie wszędzie są sklepiki, w których można kupić mydło, widło i powidło (m.in. znana w Azji sieć 7-eleven); zamiast poszukiwania obiadu można kupić normalne kanapki, sushi na wynos, trójkątne kanapki ryżowe z małym wkładem owinięty w nori (pyszne, pożywne, lekkie i tanie); polecam herbaty w mały butelkach, szczególnie gryczaną, która doskonale gasi pragnienie,

8) kawa, także ta w Starbucksie cenowo wygląda tak samo, jak w Polsce,

9) parasolki można kupić na miejscu w Japonii, w każdym sklepie; kosztują raptem parę złotych,

10) wziąć choć trochę gotówki, bo wielu sklepach nie można płacić kartą

11) dla preferujących wariantu "budget", możliwe jest kupno zupek-zalewajek, które inaczej niż te dostępne w Polsce są dobre i pożywne (testowałem także wariant "budget"),

12) w miastach kupować bilety zintegrowane (systemowe), bo wychodzi naprawdę korzystnie

13) w hotelu decydować się na śniadanie japońskie, które jest smaczne i lekkie a człowieka po jego zjedzeniu nie zmuli tak, jak po śniadaniu europejskim (szwedzki stół)

14) wstawać i wyruszać na podbój Japonii rano, aby maksymalnie wykorzystać czas

15) o ile dobrze pamiętam pobyt niezarobkowy, krótszy do 30 dni nie wymaga wizy.

 

Dodam, że intensynie korzystałem z portalu www.japan-guide.com, który okazał się niezwykle przydatny. Jest to strona z poradami turystów, miejascami godnymi polecenia, informacjami o cenach, kosztach podróży, połączeniach.

Japończycy są przyjaźni, perfekcyjnie jeżeli chodzi o czystość, porządek, zapach. Wszyscy są czyści, a kierowca autobusu miejskie w białych rękawiczkach na światłach przeciera czyściutką konsolę bo coś mu się nie podoba. Uwielbienie czystości aż do granicy jednostki chorobowej...

 

W pociągach Japończycy sobie drzemią, wracając z pracy nieraz nawet o 1-2 w nocy, zdejmują buty. Do środków komunikacji stoi się kolejce, tylko do autobusów ludzie (szczególnie starsi) pchają się. Zagrożenie kradzieżą jest bliskie zeru, o bezpieczeństwie osobistym nie wspomnę.

Jak wspomniałem, byliśmy poza Polską łącznie 10 dni, w tym 2 dni w podróży samolotem. Uwierzcie mi, że nawet przez 8 i pół dnia da się zobaczyć naprawdę spory kawałek Japonii, ale na objechanie Japonii wzdłuż i wszerz nie liczcie.

 

W razie jakichkolwiek pytań, zaprszam, piszcie do mnie na priva, może będę w stanie pomóc, doradzić

 

pozdrawiam

 

mistee

Link to comment
Share on other sites

Nie ma jak służbowy wyjazd do JP, bo kraj do tanich nie należy. Ale postaram się napisać i (dopisywać) coś, co udowodni, że prywatny pobyt we Francji, WB, Niemczech wyjdzie drożej niż wyjazd do JP. Jedyna bolączka to cena biletów lotniczych (obecnie ok. 2740zł).

Link to comment
Share on other sites

Swego czasu "ludzie z bazy" :mrgreen: byli w Japonii i opisywali trochę na forum:

http://www.forum.subaru.pl/viewtopic.php?p=489333&highlight=#489333

 

Phi... :roll: Służbowo każdy może pojechać, a kto z tego forum pojechał do fabryki subaru PRYWATNIE? I do STI Shop (tam to nawet nie pojechali ci służbowi :twisted:)? No kto? :mrgreen:

 

http://www.forum.subaru.pl/viewtopic.php?t=107764

 

http://www.forum.subaru.pl/viewtopic.php?p=331790#331790

Link to comment
Share on other sites

to moze wyprawa ripley [tak se snie i marze] - wszedlem bowiem na te strone przemka i siem zalamal - chumor prysl, chandra przyszla - zadna moja wyprawa com je dotychczas dokonal sie nie moze rownac do tej Mekki Subaru [przynajmniej dla mnie]

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...