Jump to content

Wieczne Miasto


Michael
 Share

Recommended Posts

Historia mojego wyjazdu do Rzymu zaczęła się w kwietniu 2007 roku. Odwiedził mnie stary przyjaciel, którego bardzo dawno nie widziałem. Pominę szczegóły, ale całość zakończyła się tak, że moja ex znalazła nas chodzących na czworaka dookoła stołu.

 

Koniec września 2007, echa pijackiej bardachy już dawno ucichły. Sprawdzam skrzynkę pocztową. Jak zwykle tona spamu: zarabiaj na lokacie, powiększ... bicepsy i... linie lotnicze. Od tych ostatnich rzadko dostawałem spam, zatem postanowiłem zobaczyć co w środku.

 

Moje źrenice gwałtownie się rozszerzyły. Złapałem za telefon i dzwonię do mojego przyjaciela.

 

- Siema ziomuś, pamiętasz jak się u mnie nawaliliśmy w kwietniu?

- Nawet mi nie przypominaj...

- Stary kur...cze - szykuj walizki, za dwa tygodnie lecimy do Rzymu.

- ???

- po pijaku kupiliśmy bilety. Szykuje nam się długi weekend w połowie października

...

 

Dwa tygodnie później jedziemy na lotnisko. Leje jak z cebra, ale nic to. nie jesteśmy przejęci, w walizkach same krótkie rękawki i cienkie koszule. Szybki lot, dwa piwka i jesteśmy na miejscu.

 

Czuję się trochę jak Mojżesz, bo w Rzymie chmury rozstępują się przede mną jak Morze Czerwone. Taksówkarz wiezie nas do hotelu i cały czas mówi. Dużo nie rozumiemy, bo italian-english jest jeszcze trudniejszy niż po prostu italian. W każdym razie nie są zadowoleni, że weszło Euro, ale w weekend gra Roma i jest dobrze.

 

Wchodzimy do hotelu. Nie jest szczytem perfekcji, ale i tak kosztuje znacznie za dużo no i przynajmniej jest w centrum miasta. Rzucamy walizki na łóżka i lecimy na miasto. Trzeba coś zjeść. Stolica Imperium wita nas pastą z owocami morza i doskonałym winem. Zwiedzamy okolicę. Jest ciemno i nic już nie widać, ale generalnie jest fajnie. Wypijamy parę drinków w okolicznych lokalach i kierujemy się w stronę hotelu. Obserwacja wieczoru - Włoszki są olśniewające.

 

Pobudka rano. Prysznic, śniadanko i wracamy z Heńkiem przygotować się do podboju miasta. Przygotowania przerywa pukanie do drzwi. Otwieram. To sprzątaczka.

 

- dzień dobry - wydaje mi się, że usłyszałem język polski, ale to na pewno moja wyobraźnia...

- posprzątać wam chłopaki? - nie z moim łbem jest wszystko w jak najlepszym porządku.

 

Pani sprzątaczka jest wporządalu. Mieszka w Rzymie już 20 lat i słabo mówi po polsku, ale tłumaczy nam gdzie wieczorem będziemy mieli dobrą zabawę.

 

Ok czas na zwiedzanie. Ruszamy metrem w stronę koloseum. Na żywo naprawdę robi wrażenie. I oni to zbudowali ponad 2000 lat temu... wyciągamy aparaty. Nie... oba zostały w hotelu. Robimy zdjęcia telefonem.

 

- W dobrym słońcu nie będzie tak źle - tłumaczę Heńkowi.

 

Niczym porządni turyści fotografujemy się z Pretorianami i idziemy zwiedzać pobliskie ruiny. Wszystko jest naprawdę cacy. Miasto robi niesamowite wrażenie. Po prostu czuć historię dookoła. Powoli docieramy do Via Corso. Fajna wąska uliczka, wzdłuż której są świetne sklepy. Kupuję małej coś damskiego - nie marudziła, że jadę z kumplem na weekendową bardachę to trzeba jej to jakoś wynagrodzić.

 

Zbliża się południe i powoli przychodzą mi myśli gastronomiczne. Uśmiechnięty od ucha do ucha i zwracający się do nas per "my friends" kelner, zachęca nas do wejścia do restauracji. Dajemy się namówić. Ceny opór, ale raz się żyje. Zamawiam cielęcinę. Słońce cały czas wali na nas z nieba i jest naprawdę doskonale. Cały czas siedzimy twarzami do ulicy i obserwujemy płeć piękną. Naprawdę cholernie piękną.

 

Wreszcie przychodzi jedzenie. Holy F'king God, to najlepszy kawał mięsa jaki w życiu jadłem. gadamy z kelnerem o pierdołach, dopijamy wino i idziemy dalej.

 

Heniek jest fanem Interu Mediolan (od 1908 druga drużna w Mediolanie - oni zawsze będą drudzy) i koniecznie chce koszulkę. Wchodzimy do jakiegoś sklepiku. Pracuje w nim całkiem fajna dziewczyna - Magda. Przyjechała z Polski kilka lat temu. Biorę od niej telefon i umawiamy się na wieczór. Ma nam pokazać nocne życie.

 

Ciągnę Heńka w kierunku Piazza Navone. Ten pierwszy obiad tak mnie rozochocił, że mam ochotę na drugi. Jak zawsze wszystko tip-top, no i to obłędne wińsko. Co gorsza wciąż nie jesteśmy pijani. Wchodzimy jeszcze do jakiejś kawiarni na deser i drinka. Gadamy z kelnerem - równy gość.

 

Niech to szlag, zapomnieliśmy o Watykanie. Ruszamy się zatem z kawiarni i obieramy za cel siedzibę Benny'ego. Po drodze mijamy kilka fajnych Ferrari i Lambo. Docieramy do Watykanu. Wszyscy sprzedawcy żywiołowo reagują na informację, że jesteśmy Polakami. Nie wypucowuję się, że jestem niewierzący, bo nie chcieliby się targować.

 

Jesteśmy na placu. Pałac Apostolski naprawdę robi wrażenie, a Szwajcarzy wyglądają zabawnie. No ale co tu pisać. Heńkowi powoli nogi wrastają w miejsce, w którym plecy tracą szlachetną nazwę. Kierujemy się do metra. Wysiadamy na naszej stacji, ale od innej strony. Stoimy na jakimś placu, koło czegoś co wygląda jak dworzec. Mówię, że ni chu-chu nie wiem gdzie jestem. Podchodzę do Araba i pytam o hotel X. Gość patrzy na mnie, cośtam zaczyna po swojemu i dokądś nas prowadzi. Po chwili jesteśmy już otoczeni grupką arabów, którzy wyglądają jak seryjni mordercy.

 

Powoli w myślach, żegnam się z portfelem, znajomymi i rodziną, robię szybki rachunek sumienia, i żałuję, że nie zdążyłem zrobić jeszcze paru fajnych rzeczy. Tymczasem Arabowie wciąż głośno rozprawiają nad naszym problemem. W końcu jeden z nich gdzieś idzie i po chwili wraca z policjantem. Patrzymy na siebie z Heńkiem i nie wiemy za bardzo co się dzieje.

 

Policjant tłumaczy jak mamy dotrzeć do hotelu. Kłaniamy się Arabom, dziękujemy policjantowi i idziemy do hotelu. Powoli zbliża się wieczór i wiemy, że będzie grubo...

 

cdn.

Link to comment
Share on other sites

Mam nadzieję, że cdn szybciej niż w wątku o gotowaniu :roll: :razz: :mrgreen: .

 

W tym roku po burzliwych dyskusjach o urlopie znowu kierunek Włochy :mrgreen::mrgreen::mrgreen: .

Link to comment
Share on other sites

Włoszki są olśniewające.

obserwujemy płeć piękną. Naprawdę cholernie piękną.

Na prowincji jest z tym gorzej, ale w stolycy czy modnych kurortach... cudnie :mrgreen: Co 10 jest tam dla mnie ideałem :mrgreen:

 

Edit: (tam co 10, w Polsce co 10000.)

 

Prawie jak Foreksowa Ibiza czy tam Majorka :wink:

Miedzy Rzymem a majorka jest jednak pare różnic, podobnie z opisami :lol:

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...