Jump to content

Fabryczny olej, choć nie zawsze jest, to na pewno jest gorszy .


Rezysstor
 Share

Recommended Posts

Wierzyłem w przewodnią rolę partii, a nawet w instrukcje wymiany oleju po 30 tys. km, tylko z realizacją zawsze miałem problemy.

Pomyślałem sobie, że może w tym nówka sztuka silniku, zalanym najlepszym, fabrycznym olejem, bo dopasowanym do jego specyfiki, pływa jakiś żółty pająk, co sobie tam kryjówkę upatrzył, nie wspominając o piachu z formy odlewniczej, czy opiłków z docierania?

A jak tam, któremu z tych składających toto do kupy, jaka szczęka wypadła ze zdziwienia nad tym, że ludziska to kupują, a tu linia idzie do przodu i już montują do bryki, więc jak tu wyciągnąć szufladę z bloku silnika?

Postanowiłem, więc samodzielnie wymienić olej, po przejechaniu tysiąca kilometrów, ale przy okazji zrobić eksperyment.

Postawiłem rozgrzany samochód na podjeździe do garażu, włączyłem reduktor, włączyłem bieg wsteczny i powoli puściłem sprzęgło – okazało się, że silnik zgasł, nie dał rady pokonać obciążeń.

Wymieniłem fabryczny olej z przebiegiem tysiąca km. na kupiony 5W/40 markowej firmy, ale bez ekscesów cenowych.

Pozostawiłem chytrze fabryczny filtr oleju, zachlastany jeszcze tym samym preparatem, co cały silnik i okolice, a nawet posunąłem się do takiej podłości, że odkręcałem śrubę spustową kluczem przez szmatę, by gwarancji nie utracić za taką samowolę!

Kontynuując eksperyment, ponownie stanąłem z rozgrzanym silnikiem na owym miejscu na podjeździe, znowu reduktor, znowu wsteczny, sprzęgło powolutku i………. kurde jadę, silnik nie gaśnie!

Wniosek wydaje się prosty: fabryczny olej ma kupę zalet z przewagą kupy, jednak zalany nim silnik ma w sobie tyle oporów, że nie jest w stanie ruszyć samochodu bez dodawania gazu.

Olej o innych niż zalecane parametrach, bardziej gęsty jest i tak o niebo lepszy od fabrycznego, bo obniża tarcie wewnętrzne w silniku na tyle, że samochód rusza bez dodawania gazu w identycznych warunkach, co gasł na dedykowanym mu oleju.

Kto nie wierzy, niech leci do salonu, wyjeżdża na podjazd i bada sprawę, a dam sobie uciąć paznokieć, że wyniki będzie miał podobne?

Inne oleje w mojej Subarynie też nie napawają mnie entuzjazmem, nie dla tego, że złe, tylko, że ich nie ma!

Wiecie jak to jest na przeglądach gwarancyjnych: sadzają Cię w fotelu, odnung mus, zain, ales srales i takie tam światowe klimaty, bylebyś na halę nie właził, jak chłopaki tam już kopnęli w oponę i teraz gawędzą o tym ile, który może.

Ty drogi kliencie autoryzowanego serwisu też możesz, więc wyskakuj z kasy za przegląd, czyli miesiąca siedzenia na kasie w markecie.

W efekcie nikt nie sprawdził, czy mam olej w tylnym moście, chociaż się czepiam, bo może dwa kieliszki tego tam by znalazł.

Forek czuł widocznie ten niedobór i zasygnalizował mi swój problem pojawiającym się coraz częściej czerwonym napisem, że mu się grzeje dyferencjał, choć szczęśliwie był zimny.

Postanowiłem znowu nie fatygować mędrców z serwisu autoryzowanego, tylko zabrałem się za odkręcanie dodatkowej pancernej osłony tylnego mostu, by dobrać się do korków oleju i sprawdzić, co jest grane.

Okazało się, że chłopaki zakładając blachę, urąbali wtyczkę wchodzącą do tylnego mostu, więc czujnik pracował na drucianym włosku, który też się w końcu urwał i pojawiło się czerwone na wyświetlaczu, że halt z procesją!

Po odkręceniu korka wlewu, nie wylazła nawet mrówka z mojego dyferencjału, a wsadzony palec nie natrafił na nic śliskiego, choć penetracja trwała długo.

Palec był tłusty, ale nie kapało z niego nic – może za krótko to robiłem?

Tak, czy siak wpompowałem tam dwie ruskie specjalne strzykawki oleju i aż się boję sumować ile tego było, bo wyjdzie, że jedynym lubrykantem było tam japońskie powietrze?

Tamtejsi robole piją widocznie sake, a ta, choć słabsza od siwuchy, to jednak wali ich w te słabsze łby i pracują jak u nas za komuny.

Serwisy moi kochani trzeba sobie umieć dobrać, tak, jak ja!

Owszem, nie sprawdzą Ci czy żółty zalał most olejem, ale upierdzielą wtyczkę, byś w ostatniej chwili sam się skapował, że lecisz na tłustej plamie z dna dyferencjału.

Złego słowa nie dam powiedzieć na mój autoryzowany serwis przy salonie, bo takiej precyzji nie mają żółci, a nawet górale szwajcarscy, od sikorów, by tak wycyrklować tyle błędów, by w konsekwencji dało to sygnał użytkownikowi, by dolał oleju!

Wiecie jak to niby jest, że te dwa minusy się znoszą i dają plus – oto mój serwis, ale nie powiem gdzie, bo przejeżdżam tamtędy codziennie i nie chciałbym mieć zakorkowanych Wami dróg wokół tej Mekki.

Edited by Rezysstor
  • Upvote 6
Link to comment
Share on other sites

jako ze mam  jeszcze fabryczny olej w moim XV 2.0i bez reduktora silnik fb20 , zrobilem na nim 13k km ( powoli zbieram sie do wymiany)po przeczytaniu twojego postu poszedlem zrobic  identyczny eksperyment  tzn na delikatnym podjezdzie  wrzucilem wsteczny, powoli puscilem sprzeglo i ... wyjechalem auto nie zgaslo. Jakiego kolego masz nowego forka ze masz w nim reduktor z silnikeim serii FB??

Link to comment
Share on other sites

Jedno jest pewne, że mam jakąś wersję Comfort z 2011 r. z salonu, silnik benzynowy też , jakiś tam wsadzili, ma wspomniany reduktor śmiechu warty, ksenony mijania, kupę szkła na dachu, kamerę cofania, tempomat, przycisk systemu stabilizacji toru jazdy, podgrzewane przednie fotele, skórę na kierownicy i na dźwigni zmiany biegów, relingi, a co jeszcze to nie wiem, bo jeździ tym baba z racji przyspieszeń i osiąganych prędkości.

Nawiasem żre też olej, bo ostatnio dolałem jakiś litr ale to nie wada, bo legenda głosi, że silniki sportowe tak mają, więc mam pocisk na kółkach.

Mam też dwie rurki wydechowe ale wiemy, że to propaganda, bo odchodzą od wspólnego pnia, tak że pic i fotomontaż potwierdzony hańbą na światłach, jakby który tam chciał się ścigać.

Co do naszego testu na podjeździe, to zabiłeś mi ćwieka, bo albo ja mam o jedną krowę mniej w tym płaskim jak placek na pastwisku motorku, albo masz podjazd do garażu bardziej płaski niż mój, ewentualnie mi się popieprzyło i nie włączyłem reduktora ?

Nie ważne ale przy zachowaniu takich samych warunków, na oleju fabrycznym zdechł, a na wymienionym na 5w/40 pojechał – mój test wydaje się więc sensowny .

Link to comment
Share on other sites

 

 

Nie ważne ale przy zachowaniu takich samych warunków, na oleju fabrycznym zdechł, a na wymienionym na 5w/40 pojechał – mój test wydaje się więc sensowny .

 

A wziąłeś pod uwagę różnice temperatur powietrza, ciśnienia opon, zachmurzenia, faz księżyca ? Ze statystycznego punkltu widzenia, przy 2 próbach, masz odchylenie standardowe w okolicach pierdyliona procent.

Link to comment
Share on other sites

jezeli uwazasz ze silnik mial tak duze opory zeby nie moc ruszyc autem na reduktorze bez dodania gazu, to jezeli wszedlby na obroty to by sie zatarl (to tak jakby pracowal bez oleju)... Dlatego nie wiem czy wysuwanie takich wnioskow jest wlasciwe. No chyba ze Ci sie zatarl...

Edited by Karas
Link to comment
Share on other sites

Dobre, dobre... :)

 

Ale tym testem z reduktorem i cofaniem to się nie przejmuj. Gdyby faktycznie redukcja tarcia po wymianie oleju była tak duża jak podejrzewasz, to byś babę z Gdańska odbierał... tak by się na dwójce pod domem rozpędziła... :biglol:

Link to comment
Share on other sites

 

Nie ważne ale przy zachowaniu takich samych warunków, na oleju fabrycznym zdechł, a na wymienionym na 5w/40 pojechał – mój test wydaje się więc sensowny .

 

A wziąłeś pod uwagę różnice temperatur powietrza, ciśnienia opon, zachmurzenia, faz księżyca ? Ze statystycznego punkltu widzenia, przy 2 próbach, masz odchylenie standardowe w okolicach pierdyliona procent.

 

Po Ramie mam fynfcyś procent !

Oczywiście zachowane były podobne warunki, a nawet wszystko działo się na przestrzeni paru godzin, w słoneczny, bezwietrzny dzień..

W rzeczywistości wykonałem po kilka testów z minimalnymi zmianami położenia samochodu na podjeździe, tak, że wydaje mi się wszystko dość prawdopodobne.

Miałem też subiektywne wrażenie, że na nowym silnik pracuje ciszej i lżej.

Co do różnic w tarciu, to podkreślam, że na fabrycznym oleju samochód się zbierał, ale zdychał wydawało mi się jednak, że wiele już nie potrzebowałby, by ruszyć ruszyć – cudów nie ma oleje są jednak porównywalne?

Może gęściejszy olej zmienił minimalnie pracę rozrządu, chociaż słyszałem, że nie ma tam hydraulicznych popychaczy?

Nie wiem, było jak opisałem, a wszystko działo się na niedotartym silniku.

Potraktujcie to, jako ciekawostkę, której nie będę bronił do upadłego – mój model tak ma!

Z zalecanymi olejami miałem jednak pewne doświadczenie, tym razem ze skrzynią biegów w innym samochodzie.

Po przejechaniu ok. 60 tys. km wymieniłem fabryczny olej na jakiś Motul i nadal było dobrze.

Tymczasem po paru dziesięciu tysiącach kilometrów, zaczęło się ciężkie wchodzenie dwójki, a później jedynki i trójki.

O wy dziady pomyślałem, zatupałem i wykląłem żółtych, co mnie w maliny wpuścili tą legendą o ichniej niezawodności!

Pozostało jednak pytanie, – co robić?

Kasy nie ma, do serwisu jak pojadę, to mi powiedzą, że skrzynia do wymiany, albo zaczną coś paprać, że na chleb nie zarobię, słowem kupiłem flaszkę, by temat przeanalizować do dna.

Intuicja jednak podpowiadała mi, że to nie awaria, więc kupiłem najrzadszy, syntetyczny olej do skrzyni (75w/75 albo 75w/80 nie pamiętam dokładnie), a było tego ponad 4 l.

Bez większej wiary, ale za to z czystszym sumieniem ruszyłem z nowym olejem w skrzyni i…….. Wszystko zaczęło działać bez zarzutów, ku rozpaczy ewentualnych serwisów!

Tak, więc nie wiem, o co chodzi, ale skoro działa, to dzielę się z Wami moimi doświadczeniami.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...