Jump to content

o lewej nodze


Giechu
 Share

Recommended Posts

Trapi mnie taka zagwozdka. Czy kontrolowanie samochodu w zakrętach za pomocą lewej nogi faktycznie daje jakieś wymierne korzyści czasowe, czy jest to może tylko złudzenie, że szybciej "przeszło" się zakręt. Wiem tylko tyle że, bardzo łatwo jest tego nadużyć i wtedy faktycznie jesteśmy w plecy. Jakie jest Wasze zdanie? Lewa noga czy hebel-gaz?

Link to comment
Share on other sites

  • Replies 51
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Giechu, IMO nie można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, gdyż ponieważ sens użycia lewej nogi zależy od auta którym się podróżuje.

 

Dlatego wybieram trzecią opcję :wink:

Link to comment
Share on other sites

trzeba by spytać zawodowców, bo wśród amatorów będzie masa bicia piany i zero konkretów... :roll: IMHO na pewno ogranicza podsterowność, więc teoretycznie szybciej biorę łuk - często stosuję w kilku znanych mi miejscach w mieście i wydaje mi się, że jadę szybciej... ale wydaje mi się, czasów nie mierzyłem :roll:

Link to comment
Share on other sites

Parę razy próbowałem. Dawno temu na torze w Kielcach skosiłem dzięki temu taki wielki dwuteownik osłonięty oponami w pierwszym zakręcie (po wewnętrznej)...

:twisted:

Link to comment
Share on other sites

To zalezy moim zdaniem:

- na ulicy to zbedne, nie przejazdzam zakretow bokiem ani na czas, tylko jade sobie z punktu A do B.

- na torze do szalenstw sie przydaje, aczkolwiek troche trzeba pocwiczyc (ja to jeszcze kalecze mocno, ale czasem wyjdzie na serio fajnie), np. na 4 pojezdzafffce na tym prawym luku szutrowym bardzo fajnie sie przelatywalo bokiem (nawet moim FWD ;) ) i chyba wlasnie najszybciej przejechalem ten zakret uzywajac hamowania lewa - mozna sobie fajnie szybko ustawiac auto bardziej lub mniej bokiem (tzn hamujac bardziej, nie hamujac mniej :P ). Ogolnie na zimowych pojezdzawkach sobie tez troche pocwiczylem, ale jak jest bardzo slisko (lód), to u mnie wystarczy puscic gaz tylko i juz sie leci bokiem :P

 

Wiec na jakies latanie bokami po szutrach to tak, ale tak do normalnej jazdy to nieprzydatne IMO.

Link to comment
Share on other sites

Zalezy tez pewnie w jakiej dyscyplinie ;-) W rajdach chyba znaczna czesc czolowki hamuje lewa noga, ale w wyscigach torowych nie jest to potrzebne.

 

A ja osobiscie uwazam, ze jak ktos ma szybka prawa stope to nie musi uzywac lewej :P

Link to comment
Share on other sites

Moim skromnym zdaniem, hamowanie czy nawet rozkminka w temacie hamowania lewą ma dużo wspólnego z zakładaniem 16-to tłoczkowych hamulców do dupowozu lub kupowaniem prezerwatyw w rozmiarze X X X L, po pierwsze primo, jak napisał Pablo - zależy od auta, po drugie primo :twisted: - zależy od nawierzchni - snieg, lód, czy szuter - jak cię mogę, ale asfalt....nieeeee , po trzecie primo :mrgreen: - sens ma jedynie w autach o dużej mocy, specjalnie skonstruowanych do sportu - czyli profi rajdówkach, posiadających między innymi regulowany korektor hamowania, gdzie możemy sobie zwiększyć siłę hamowania tyłu itd. Jeżeli auto z racji konstrukcji posiada napęd na 4, jest nadstreowne lub nadsterownym daje się uczynić poprzez nastawy skrzyni czy też umiejętności kierownika, hamowanie lewą tylko przeszkadza, a nie pomaga. Zasadą hamowania lewą jest złożenie auta do zakrętu poprzez krótkie depnięcie po hamulcu, przy odpowiednio mocnym motorze napęd jest mocniejszy od siły hamowania, nic nie dzieję się z przodem, natomiast tylne hamowniki działają jak podcięcie ręcznym. W mocnej ośce - przodku - piszę o min. 200KM, jest to w połaczeniu z dociążeniem kół przednich - wywołanie ciężkiej do osiągnięcia w inny sposób - nadsterowności.

Dla mnie osobiscie umiejętne podcięcie ręcznym daje więcej, bo nie muli napędu a skutek jest podobny. Oglądałem kilka razy prologi na naszym olsztyńskim stadionie, gdzie kierowcy podmęczonych wieloletnią służbą w rajdach pedziów 106 czy 206, których moc na pewno nie przekraczała, jeżeli w ogóle ją osiągała - mocy nominalnej....którzy z uporem maniaka próbowali na łukach, wzorując się na największych driverach osiek na świecie, wywołać namiastkę poślizgu poprzez uporczywe deptanie ..lewą"....objawiało się to odgłosem ,,muuuuuuuuuuuuuuu" , żenującym buczeniem zaduszonego dychawicznego motorku....więcej szkody niż pożytku na suchym asfalcie...moim zdaniem maniera hamowania lewą jest nadużywana przez wszystkich na lewo i prawo, czy jest to potrzebne, czy nie...do skutecznej ,,lewej" trzeba po pierwsze auta, po drugie kierowcy, a po trzecie - odpowiednich warunków, bo często można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc... :D

Link to comment
Share on other sites

Moim skromnym zdaniem, hamowanie czy nawet rozkminka w temacie hamowania lewą ma dużo wspólnego z zakładaniem 16-to tłoczkowych hamulców do dupowozu lub kupowaniem prezerwatyw w rozmiarze X X X L, po pierwsze primo, jak napisał Pablo - zależy od auta, po drugie primo :twisted: - zależy od nawierzchni - snieg, lód, czy szuter - jak cię mogę, ale asfalt....nieeeee , po trzecie primo :mrgreen: - sens ma jedynie w autach o dużej mocy, specjalnie skonstruowanych do sportu - czyli profi rajdówkach, posiadających między innymi regulowany korektor hamowania, gdzie możemy sobie zwiększyć siłę hamowania tyłu itd. Jeżeli auto z racji konstrukcji posiada napęd na 4, jest nadstreowne lub nadsterownym daje się uczynić poprzez nastawy skrzyni czy też umiejętności kierownika, hamowanie lewą tylko przeszkadza, a nie pomaga. Zasadą hamowania lewą jest złożenie auta do zakrętu poprzez krótkie depnięcie po hamulcu, przy odpowiednio mocnym motorze napęd jest mocniejszy od siły hamowania, nic nie dzieję się z przodem, natomiast tylne hamowniki działają jak podcięcie ręcznym. W mocnej ośce - przodku - piszę o min. 200KM, jest to w połaczeniu z dociążeniem kół przednich - wywołanie ciężkiej do osiągnięcia w inny sposób - nadsterowności.

Dla mnie osobiscie umiejętne podcięcie ręcznym daje więcej, bo nie muli napędu a skutek jest podobny. Oglądałem kilka razy prologi na naszym olsztyńskim stadionie, gdzie kierowcy podmęczonych wieloletnią służbą w rajdach pedziów 106 czy 206, których moc na pewno nie przekraczała, jeżeli w ogóle ją osiągała - mocy nominalnej....którzy z uporem maniaka próbowali na łukach, wzorując się na największych driverach osiek na świecie, wywołać namiastkę poślizgu poprzez uporczywe deptanie ..lewą"....objawiało się to odgłosem ,,muuuuuuuuuuuuuuu" , żenującym buczeniem zaduszonego dychawicznego motorku....więcej szkody niż pożytku na suchym asfalcie...moim zdaniem maniera hamowania lewą jest nadużywana przez wszystkich na lewo i prawo, czy jest to potrzebne, czy nie...do skutecznej ,,lewej" trzeba po pierwsze auta, po drugie kierowcy, a po trzecie - odpowiednich warunków, bo często można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc... :D

 

i takie tłumaczenia do mnie przemawia

 

GOOD JOB! ;)

Link to comment
Share on other sites

Oglądałem kilka razy prologi na naszym olsztyńskim stadionie, gdzie kierowcy podmęczonych wieloletnią służbą w rajdach pedziów 106 czy 206, których moc na pewno nie przekraczała, jeżeli w ogóle ją osiągała - mocy nominalnej....którzy z uporem maniaka próbowali na łukach, wzorując się na największych driverach osiek na świecie, wywołać namiastkę poślizgu poprzez uporczywe deptanie ..lewą"....objawiało się to odgłosem ,,muuuuuuuuuuuuuuu" , żenującym buczeniem zaduszonego dychawicznego motorku....więcej szkody niż pożytku na suchym asfalcie...

To dobry przykład. IMO większą nadsterowność można w takim przypadku osiągnąć przez głupie zdjęcie nogi z gazu.

moim zdaniem maniera hamowania lewą jest nadużywana przez wszystkich na lewo i prawo, czy jest to potrzebne, czy nie...do skutecznej ,,lewej" trzeba po pierwsze auta, po drugie kierowcy, a po trzecie - odpowiednich warunków, bo często można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc... :D

O właśnie. Wydaje mi się, że Tommi Makinen w którymś z wywiadów powiedział wprost, że nie używa lewej nogi wcale. A może to nie był Tommi tylko jakiś inny driver ze światowej czołówki... Z naszego podwórka chyba Kuchar twierdzi, że nie używa.

W obu przypadkach tłumaczenie było podobne - albo hamujemy albo się rozpędzamy. Nic pośredniego nie ma sensu.

 

Ale z drugiej strony wielu kierowców rajdowych jednak tej techniki używa... tyle tylko, że faktycznie ma to pewnie sens w aucie z nieseryjnym układem hamulcowym.

Link to comment
Share on other sites

A moim zdaniem warto sobie sprobowac, ale tak jak to bylo powiedziane - na szutrach i do latania bokami, w innych przypadkach to raczej nie ma sensu. Na pierwszym pucharze toru slomczyn za trzecim przejazdem proby, na ktorej byl slupek do okrazenia uznalem, ze postaram sie uzyc lewej nogi na hamulcu plus troche recznego (podpatrzylem u typa w hundzie CRX) i powiem Wam, ze byl to najlepiej okrazony pacholek jaki mi sie udal :) fakt, na szutry przestawiam troche wiecej sily hamowania na tyl (to proste, podnosze auto, zdejmuje lewe tylne kolo, biore klucz 8, wyginam reke w 30 miejscach i krece srubka ;) ) i przy depnieciu lewa, tyl sie blokuje (a przynajmniej jedno kolo), odciaza, a przod wbija w ziemie i auto skreca, az sam sie zdziwilem :P

Choc przyznaje, ze to sa sporadyczne przypadki, kiedy w ogole, to sie moze do czegos przydac (to byl jedyny moment tego dnia :P )

Link to comment
Share on other sites

Każdy ma swoje teorie i swoje upodobania. Ja tylko prezentuję swoje osobiste, na pewno bardzo subiektywne i może czasem konserwatywne przekonania, które niekoniecznie muszą być słuszne dla każdego kierowcy. Jeden lubi 4 łapy, inny tył, a jeszcze inny przód, jedni siedzą na kierownicy, inni prawie jej nie sięgają, co kierowca, to inne przyzwyczajenia i upodobania, i ciężko (i po co) by było wszystkich ujednolicić... :) , ale po prostu ja tylko przestrzegam przez niepotrzebnym zrobieniem sobie lub swojemu ukochanemu autku krzywdy... :D

Jak ktoś lubi ,,lewą", uważa, że mu to coś daje, i umie to w bezpieczny sposób robić, proszę bardzo, każdy sposób zabawy, który daje frajdę, jest dozwolony... :D

Link to comment
Share on other sites

Jak jezdze automatem, to zawsze hamuje lewa noga nawet w zwyklym ruchu ;) Ale hamuje tak samo jak gdybym uzywal prawej czyli albo gaz albo hamulec...

 

Kiedyś poprosiłem ojca, żeby był kierowcą weselnym dla mnie i małżonki. Całe życie jeździł z manualem a ja miałem automat.

Też hamował lewą nogą, ale w najmniej przewidywalnych momentach, czyli szukając sprzęgła i waląc konkretnie z lewej w pedał hamulca.

To była jazda. Do dzisiaj się dziwię, że nikt nam w kufer nie wjechał albo nie rozbiliśmy nosów o deskę rozdzielczą :mrgreen:

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...