Jump to content

Z ziemi polskiej do włoskiej


Than_Junior

Recommended Posts

Witajcie,

 

jako że aktualnie przebywam we Włoszech na kursie językowym (już czwarty tydzień, połowa za mną!), stwierdziłem, że jest to dobra okazja, żeby się podzielić swoimi doświadczeniami odnośnie przejazdu tam i z powrotem. Szczególnie że większość trasy będzie taka sama, nieważne w który rejon Włoch się pojedzie. Termin przejazdu to połowa października, w niedzielę. Celem było Castiglioncello, mała miejscowość leżąca przy zachodnim wybrzeżu, 20km na południe od Livorno, 60km od Pizy. Długość trasy to ok. 1400km

 

POCZĄTEK TRASY: Polska-Słowacja

 

Z Krakowa wyruszyłem około 8 rano, mając nadzieję, że na tak długiej trasie wiodącej przez znaczną część po autostradach, uwinę się - jeśli dobrze pójdzie - w 12 godzin. Tym bardziej, że jechałem sam, bez pasażerów płci żeńskiej, a więc i przerwy można było robić wyłącznie wtedy, gdy autku się chciało pić ;) Trasa, którą obrałem wyglądała następująco: Kraków - Zwardoń - Zilina - Bratysława - Wiedeń - Graz - Udine - Wenecja - Padova - Bolonia - Florencja - Piza - Castiglioncello (mapka poglądowa- KLIK). Założeniem było szybkie uwinięcie się z jednopasmowym odcinkiem Kraków-Zilina, a następnie luźny cruising po autostradach praktycznie do celu. I tu popełniłem błąd, bo okazało się, że mimo praktycznie zerowego ruchu samo dojechanie do granicy ze Słowacją (ok 120km) zajęło mi prawie dwie i pół godziny (sic!) Po słowackiej stronie do autostrady pozostało co prawda raptem 60km, ale po dość marnej jakości drodze, a więc i tam nastąpiła duża strata czasu. Na szczęście od Ziliny już prowadziła elegancka droga, na której tak jak ustawiłem tempomat na GPS-owe 143kmh, tak go wyłączyłem dopiero na kolejnym przejściu granicznym. Droga D1 prowadzi wokół Bratysławy i od razu wyrzuca do Austrii w kierunku na Wiedeń.

 

PÓŁMETEK: z Austrii do Włoch

 

Stolicę Habsburgów omijamy jednak zjeżdżając z A4 na S1, a następnie na A2. Ruch na A2, jak wynika z mojego doświadczenie, potrafi być bardzo różny: akurat w dzień mojej podróży był na szczęście znikomy, zaskoczył mnie jednak śnieg w wyższych partiach autostrady. Choć nie zostawał na nawierzchni, to jednak fakt, że miałem założone letnie opony sprawił, że ze względów bezpieczeństwa wolałem zwolnić. Ruch pozostał znikomy również po włoskiej stronie aż do Wenecji. Tu informacja dla właścicieli nienajnowszych map nawigacyjnych: niedawno temu powstała obwodnica Wenecji, na którą automatycznie wpadacie. Nawigacja natomiast najprawdopodobniej pomyśli, że zjechaliście na autostradę prowadzącą na północ i będzie próbowała Was zawrócić. Należy jednak pozostać na tej drodze! Gdy już miniecie miasto, nawi powinno się znów odnaleźć. Ilość samochodów na trasie znacznie się zwiększa, a poruszanie się dodatkowo utrudnia fakt, że Włosi bardzo niechętnie uzywają kierunkowskazu i nieraz zostają na lewym pasie bardzo długo. Niemniej innym zwyczajem znajdującym zastosowanie właśnie w takich sytuacjach jest bezpruderyjne przeganianie takich gości lewym kierunkowskazem lub też sygnałem świetlnym... stwierdziłem, że należy się do tego zwyczaju stosować i przeganiać ich bez skrupułów ;)

 

OSTATNI OS I META: przejazd przez Apeniny

 

Kolejnym ciekawym odcinkiem jest Bolonia-Florencja. Autostrada jest wąska i kręta, bo prowadzi w poprzek Apenin. Ruch jest znaczny, a tuneli multum - na szczęście nie ma w nich dodatkowego ograniczenia prędkości. Dla właścicieli Subaru oznacza to tylko bycie prawodopodobnie najszybszym na trasie ;-) Gdy już przejedziemy przez przełęcz, ostatni kawałek jest stosunkowo łatwy. Za Florencją ruch maleje, można się więc trochę wyluzować. Cała trasa - przypominam: 1450km - zajęła mi trochę ponad trzynaście godzin, co jest niezłym wynikiem, bo oznacza średnią prędkość 110kmh, a wszystko powyżej stu do dobra średnia. Na Słowację i Austrię potrzebne są, jak wiadomo, bilety. Natomiast we Włoszech autostrady są płatne. W przeciwieństwie do Francji nie mamy jednak co jakiś czas bramek, tylko bierzemy bilecik tuż za granicą i płacimy dopiero przy zjeździe blisko celu. Koszt na tej trasie to 32 Euro. Polecam płacenie kartą kredytową, bo dla kart często są osobne bramki i nie trzeba się przejmować gotówką.

 

Wracam co prawda dopiero za miesiąc, ale planuję jednak jechać troszkę inną trasą. Tuż za Bratysławą odchodzi autostrada D2 na Brno, a stamtąd aż do Cieszyna, przez Bielsko do Katowic prowadzi droga szybkiego ruchu. Oznacza to dodatkową winietę, ale myślę, że warto oszczędzić sobie drogę przez Zwardoń, szczególnie jak ma być ostatnim odcinek podróży, kiedy człowiek jednak jest juz zmęczony. (LINK )

 

TOSKANIA: co warto zobaczyć

 

Oto kilka miast/miejscowości, które już miałem okazję zobaczyć:

 

PIZA - według mnie przereklamowana. Miasto sprawia wrażenie brudnego i zaniedbanego. Samo Piazza del Duomo z Katedrą i Krzywą Wieżą oczywiście ładne, ale też bez szału. W pozostałej części miasta nic ciekawego, parę kościółków porozrzucanych tu i ówdzie, ale jak na normę włoską dużo poniżej oczekiwań. Zwiedzenie centrum to maksymalnie dwie godziny.

 

LUCCA - położone niedaleko Pizy, warowne miasto, ZDECYDOWANIE polecam :!: Wiele ciekawych kościołów, przemieszane style Pizański z Gotyckim (nie jestem obeznany w temacie, ale ojciec twierdzi, że tak było ;) ). Wąskie uliczki i piękne place, a na dodatek wysoka wieża Torre del Guinigi, na szczycie której ... rosną drzewa! Wejście na nią to absolutne must-do.

 

SAN GIMIGNANO - znajdująca się niedaleko Sieny mała miejscowość, znana z tego, że jako jedyna wciąż posiada sporą ilość wież, które swego czasu były symbolem prestiżu dla zamożnych włoskich rodzin. W listopadzie ilość turystów jest do zaakceptowania, ale duże parkingi i mnóstwo sklepów turystycznych wskazuje na to, że w lecie może być tłok!

 

Viareggio - również niedaleko Pizy, przy samym możu, leży miasteczko Viareggio. O ile samo miasteczko nie jest warte szczególnej uwagi, o tyle promenada nadmorska jest świetna. W lecie niewątpliwie przepełniona wczasowiczami, teraz prawie pusta z dużą ilością restauracji i kawiarni przy samej plaży (dużej i piaszczystej!). po drugiej stronie ulicy imponujące hotele, a wszędzie posadzone są Palmy. Zakładając, że nie ma zbyt dużo ludzi, świetne miejsce do wypoczynku lub uprawiania sportów wodnych.

 

Populonia - położony na północ od Piombino punkt archeologiczny z ruinami budynków starożytnych Etrusków. Na samym szczycie góry znajduje się również maciupki zameczek z otaczającymi go budynkami, a stamtąd piękny widok na wyspę Elbę i na malowniczą zatoczkę Baratti. Przy niej również piaszczysta plaża zapraszająca do wypoczynku.

 

Małe górskie miasteczka - można je wymieniać w nieskończoność, a wszystkie są piękne! Rossignano Marittimo, Sassa, Bolgheri, Castagneto Carducci... ostatnie dwa łączy Strada del Vino - podobno najstarsza ulica winnic w Europie, tu można się zaopatrzyć w dobre wino za niewielką cenę. Na przełomie jesieni i zimy świeżutka oliwa, pyszna i niespotykana w Polsce! Za litr zapłacimy w sklepie 5 EUR - rodzice wzięli do Polski pięć ;)

 

Elba - dopłyniemy do niej promem z Piombino, koszt biletu kupowanego tuż przed odpłynięciem to 130EUR za trzy osoby i samochód. Biorąc pod uwagę, że na wyspie wynajęcie starej Pandy kosztuje 50 EUR, nie ma co się nawet zastanawiać nad sensem brania własnego auta. Nie to, żebym miał coś przeciwko zwierzętom, ale Subarakiem się jednak wygodniej i bezpieczniej śmiga po górskich dróżkach ;) Cała wyspa jest spokojnie do objechania w jeden dzień. Radziłbym tak właśnie zrobić, gdyż noclegi na Elbie są podobno bardzo drogie... Dopływamy do Portoferraio i - szczerze mówiąc - nie ma co tam zostawać zbyt długo, bo nic ciekawego tam nie ma. Można się co najwyżej skusić na kąpiel przy żwirkowej plaży na północnym brzegu, ale takich plaż jest na całej wyspie dużo, a woda wszędzie równie czyściutka. To, co zdecydowanie należy zobaczyć to miasteczko Marciana Alta położone na zboczu Monte Capanne - urocza mała mieścinka z kamiennymi domami i wąziutkimi uliczkami - gdzie każdy wywiesza pranie przez okno, a na chodnikach rosną dzikie drzewka szczęścia :) fantastyczne!

 

 

Tyle narazie - drogę powrotną opiszę... jak wrócę, zaś inne miejsca później, jeśli komuś się będzie chciało czytać ;)

Link to comment
Share on other sites

Opcja jaka wybrales na powrot jest lepsza. Przebywam tom trase 5 razy w roku. Nie jade na obwodnice wiednia tylko przelotowa. Midzy wiedniem a brnem sa roboty drogowe ktore trwaja juz od kilku lat i z roku na rok jest co raz lepiej.

W toscani sa bardzo dobre wina :mrgreen: spozywac z umiarem.

Fajny jest stworzony przez ciebie mini przewodnik, zgadzam sie z nim w calosci. Im dalej na poludnie tym brudniej :evil:

Link to comment
Share on other sites

Byłem w maju tego roku w okolicach miasta Lucca a dokładnie w Capannori. Polecam te oklice i oprócz tych miejsc o których mówiThan_Junior, warto zobaczyć Montecatini Terme i Montecatini Alto. Z nadmorskich kurortów orócz Viareggio warto podjechać parę kilometrów na północ wzdłuż promenady do Forte dei Marmi.

Link to comment
Share on other sites

Cieszę się, że post się podoba :)

 

lukciosti, dzięki za wskazówkę - nie omieszkam sprawdzić!

 

dzioba, tak jak napisałem: odcinek Wiedeń-Brno wolę sobie darować i zamiast tego pojechać zyg-zakiem przez Bratysławę, żeby się cały czas trzymać dwupasmowych dróg i ominąć wspomniane przez Ciebie roboty drogowe :)

Link to comment
Share on other sites

Na czasie nie wygrasz i musisz wykupic dodatkowo slowackom vinietke, warto jechac przez Mikulov. Jechalem miesac temu. Roboty w austri to nie oznacza ze stoisz caly czas na wahadlowych swiatlach. Niezaleznie od pory dnia jest luzniej.

Jesli koniecznie chcesz jechac przez bratyslawe to jedz na obwodnice.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...