Skocz do zawartości
GregorBa

cham na drodze

Rekomendowane odpowiedzi

Dzisiaj mialem ciekawe zdarzenie, jakis totalny debil zajechal mi droge bez kierunkowskazu oczywiscie praktycznie centymetry od mojego zderzaka. Wnerwilem sie i podjechalem troszke zeby dac mu znac ze sobie chyba jaja robi. Ten palant nie dosc ze wyjechal do mnie z morda to jeszcze oplul mi bezczelnie przednia szybe. Nosilo mnie ale jechalem z zona i nie chcialem robic dymu ale mialem ochote wysiasc do goscia. Zastosowalem taktyke totalnego olania, wlaczylem spryskiwacz na szyby i zasisnalem zeby.

Jak radzicie sobie w takich sytuacjach ?

Edytowane przez Urabus
Korekta błędu ortograficznego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak radzicie sobie w takich sytuacjach ?

 

Skoro się wrył na centymetry to jest nieprzewidywalny, nie ma się co złościć bo i tak będzie miał to w głębokim poważaniu. Ja po prostu odpuszczam lekko z gazu, by się nie okazało, że gość wrył się po to by za chwilę się zatrzymać i leniwie skręcić do swojej obory. A przy pierwszej okazji (jak jedzie za wolno) to go wyprzedzam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to jeszcze nic, moja druga połowa w zeszły czwartek jechała drogą osiedlową i osmieliła się zatrąbić na grupkę (3 os. 1 men. + 2 kobity) ludzi. muszę dodać że przez jakiś czas jechała za nimi myśląc że sami się zreflektują i zejdą na bok. po chwili użyła sygnalizacji dzwiękowej i ... jej samochód otrzymał cios karate (tak zeznała) w lewe lusterko, które tą walkę przegrało. ludzie ci wsiedli do pojazdu marki Fiat CC i odjechali. finał jest taki że spisała numery i sprawa jest zgłoszona na POLICJE. to tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja kiedys takiego kolesia spodkałem jechał sobie smierduch golfem i tak jak kolega mówi jechał za wolno wiec go wyprzedziłem a gościu na swiatłach z ryjem na mnie podjechał z boku na żyletki jakieś warkoty śilnikiem ja tak patrze na niego i w śmiech koleś odjechał z piskiem opon a ja spokojnie skreciłem sobie w prawo ;) debil jakiś. A co do upłynniaczy ruchu kieruje swoje słowa w strone Poznania bo takich najczesciej spotykam no szczyt bezczelnosci konczy sie pas to cie zepchnie z drogi zeby sie tylko na krzywy ryj wbić. Ale na szczescie nie wszyscy tacy są Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wlaczylem spryskiwacz na szyby i zasisnalem zeby.

 

Jak radzicie sobie w takich sytuacjach ?

 

Nie uznaje przemocy w tak małych ilościach i odpuszczam.

 

Spisuje numery, potem telefon do pani Janki z wydziału komunikacji.

No i jeszcze jeden telefon do pana Janka i ekipy z wydziału do problemów nie rodzinnych :twisted:

 

Problem w tym ze takiemu debilowi nawet jak rączki poucinasz to nie zrozumie swego błędu i póki mu nie wybijesz zębów i nie utniesz języka, oraz nie zrobisz tracheotomii to będzie dalej bluzgać i pluć...

 

Szkoda życia na prostowanie kretynów....

  • Upvote 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mialem ostatnio akcje,ze jakas fura firmy ochroniarskiej z dwoma koksiarzami jechala z naprzeciwka i jakos tak zjechali na moj pas i jechali na czolowke.Ja jak zwykle w takich sytuacjach wlaczylem dlugie i lekko przyspieszylem, coby zestresowac nadjezdzajacego :twisted: .Ci w koncu zjechali na swoj pas i sie zatrzymuja z pretensjami.Zatrzymalem sie obok nich, oni cos tam gadaja, ja im cos niemilego odpowiedzilem i pojechalem sobie spokojnie do domu.W kazdym razie chamskie sytuacje zdarzaja sie coraz czesciej ze strony innych kierowcow i mozna sie niezle zdenerwowac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja raz w zyciu wkurzylem sie jadac trzypasmowka za starym kadettem dieslem kombi, wyprzedzilem go srodkowym i celowo bardzo blisko wjechalem mu przed maske. Gosc mnie dopadl na najblizszych swiatlach, wyskoczyl z wozu (gustowny skajowy bezrekawnik, do ktorego przypiety byl telefon w obowiazkowym skajowym pokrowcu) wraz z jego baba (celowo uzywam slowa baba) i cos tam wykrzykiwal. Troche nie rozumialem co krzyczal (a mialem otwarty szyberdach), ale w pewnym momncie rzucil tekst w stylu "zaraz ci cos tu urwe". Na co ja odparlem "a rwij, to firmowy". Gosc zaniemowil, zrobilo sie zielone i sobie pojechalem. Nie wiem, ile tam jeszcze stal taki zdziwiony ;) Poza tym, przez ponad dekade mojej kariery za kolkiem nie przytrafilo mi sie nic podobnego. Moze zbyt spokojnie jezdze :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja mialem ostatnio akcje,ze jakas fura firmy ochroniarskiej z dwoma koksiarzami jechala z naprzeciwka i jakos tak zjechali na moj pas i jechali na czolowke.Ja jak zwykle w takich sytuacjach wlaczylem dlugie i lekko przyspieszylem, coby zestresowac nadjezdzajacego :twisted: .Ci w koncu zjechali na swoj pas i sie zatrzymuja z pretensjami.Zatrzymalem sie obok nich, oni cos tam gadaja, ja im cos niemilego odpowiedzilem i pojechalem sobie spokojnie do domu.W kazdym razie chamskie sytuacje zdarzaja sie coraz czesciej ze strony innych kierowcow i mozna sie niezle zdenerwowac.

Z tym wlaczaniem dlugich, jak ktos na ciebie najezdza to nie jest najlepszy pomysl. On Ciebie widzi, sytuacja moze byc gardlowa, a takie oslepienie z przodu, moze spowodowac tragedyje szalona.

Co do glownego zagadnienia: nic nie mowic, nie pouczac, nie trabic, bo nie wiadomo co za bandyta jedzie tym drugim autem. Wyskoczy, zeby wybije. Wzruszac ramionami. Pouczanie jak wiadomo nie daje rezultatu. Policja poucza poucza a my gnamy. Gnamy.

To taka sama sytuacja, jak z moim sasiadem, zalal mi dzis, a oddziela nas wysoki drewniany plot w tym miejscu, 10 letni rododendron i glicynie kreozotem. specjalnie. nie ze niechcacy,.

Jak mu zrobie awanture, to nie zrozumie, a nastepnym razem truskawki cjankiem poleje. Wezwalem policje, bo smrod niewaski, dowodow nie ma, ale moze jak go zapytaja co sie stalo, to chociaz powie ze nie wie, to jednak troche sie uspokoi?? albo mi dom spali

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi dosyć sporo czasu zajeło, parę lat,i kilkadziesiąt tysiecy km za kierownicą, nauczenie sie tego co napisał arno, obojetności.

Kiedyś goniłem gościa, który mnie zepchną przez 2 pasy na przystanek autobusowy i pojechał. Złapałem go za jakiś kilometr,uciekał gnojek, zajechalem mu drogę, (Opolska wiadukt, Kraków, godziny szczytu) zatrzymałem go na środkowym pasie stojąc prawie w poprzek drogi, ale nie wysiadł skur...l. Czegoś tam nerwowo szukał, komórki chyba :?:

No i po paru minutach, pojechalem.Moja głupota, i nic wiecej.

Ale nie mam złotego śroka do dziś. Czasem tylko wbijam 2 i odjeżdzam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak sobie czytam o tym "chamstwie na drodze", oznaczającym najczęściej;

- zajeżdżanie drogi,

- wyprzedzanie na trzeciego, czwartego,

- spychanie z drogi,

- nieustępowanie pierwszeństwa,

itd, itp...

Ogólnie rzecz biorąc wszystkie zachowania na drodze, które w innych kierowcach powodują niebezpieczne podniesienie ciśnienia.

 

Potem pomyślałem na jakim forum się znajduję? Subaru...? Samochody raczej szybkie, z raczej agresywnym designem... Kto kupuje takie samochody i jak jeżdżą tacy kierowcy? Czy Policja jadąc za przeciętnym użytkownikiem Subaru, wręczyła by mu na koniec czekoladę za bezpieczną i kulturalną jazdę (kiedyś takie akcje były, true :lol:)?

 

Mam wątpliwości.

 

Myślę, że większość (napewno nie wszyscy, ale większość) tut. forumowiczów jeździ szybciej, agresywniej i ryzykowniej niż przeciętna na drodze. A w związku z tym częściej wywołuje u innych kierowców skok ciśnienia. Bo co znaczy "zajechanie drogi"? Tylko to, że ja uznaję, że inny kierowca wjechał przed mój samochód zbyt blisko po wyprzedzeniu lub przy zmianie pasa. Dla mnie zbyt blisko, dla niego akurat...

Nie miał zupełnie wrażenia, że komuś drogę zajechał.

 

Staram się jeździć nie to, że "zgodnie z przepisami", ale "zgodnie z pewnymi zasadami", nie przestrzegam generalnie ograniczeń prędkości, przejeżdżam przez ciągłe, wyprzedzam na zakazie itd., ale staram się nie straszyć innych kierowców na drodze. A i tak jestem pewien, że jeby lecą za mną praktycznie codziennie. Bo coś, co mi się wydawało OK, nie było tak odebrane przez kogoś innego.

 

Krótko mówiąc, jak ktoś ma do mnie pretensje na drodze, to widocznie ma rację. Swoją rację. Równie dobrą jak moja. A może lepszą, ważniejszą - bo to ja go w końcu przestraszyłem/wkurzyłem a nie on mnie.

 

Enyłej - w każdej tego typu sytuacji - pełna defensywa, żadnych pyskówek, przepraszający gest (jeżeli jest możliwość) i nie oczekiwanie czegokolwiek z "drugiej strony". Jeżeli ktoś mnie wkurzył, to może ma zły dzień, żona go wpieniła, w pracy mu słupki spadły albo po prostu nie zauważył, nie umiał, nie wyszło mu...

Ja mam zazwyczaj jeszcze 300km do zrobienia tego dnia i absolutnie mi się nie chce kogokolwiek pouczać, karać czy wychowywać...

 

Ziew po prostu...

 

PS. Nie mówiłem oczywiście o zachowaniach typu "karate w lusterko", bo to, to jest zwykły bandytyzm a nie chamstwo :arrow: Policja[/b]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
.Ja jak zwykle w takich sytuacjach wlaczylem dlugie i lekko przyspieszylem, coby zestresowac nadjezdzajacego :twisted: ..

To raczej niczym od nich się nie różnisz!

Osiągnąłeś to samo co oni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podejrzewam, że mało który za was nie wysiadłby w takiej sytuacji jak miał GregorBa.. Mam na myśli nie samo 'zajechanie drogi' tylko oplucie szyby.

 

Również łamię przepisy (chociaż na pewno nie w takim stopniu jak Gal, czy krzysiom - chociażby ze względu na moje nikłe doświadczenie za kółkiem), jednak - jeśli jadę 150 i widzę, że ktoś się do mnie zbliża to nie naciskam mocniej gazu - tylko zjeżdzam grzecznie na prawo i puszczam delikwenta - może mu się kupę chce? ;)

 

W ten sam sposób postępuję, gdy widzę kogoś kto wyprzedza i się nie zmieści - strach pomyśleć co by było, gdyby NIKT nie zjeżdżał... Czasem nie dałoby się wyprzedzać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Również łamię przepisy (chociaż na pewno nie w takim stopniu jak Gal, czy krzysiom - chociażby ze względu na moje nikłe doświadczenie za kółkiem), jednak - jeśli jadę 150 i widzę, że ktoś się do mnie zbliża to nie naciskam mocniej gazu - tylko zjeżdzam grzecznie na prawo i puszczam delikwenta - może mu się kupę chce? ;)

 

W ten sam sposób postępuję, gdy widzę kogoś kto wyprzedza i się nie zmieści - strach pomyśleć co by było, gdyby NIKT nie zjeżdżał... Czasem nie dałoby się wyprzedzać.

Czy ja gdzies napisałem że łamie przepisy? Skąd ten wniosek? I jeszcze Gal?

Poza tym bardzo mądrze Owcku piszesz.

Podstawa WSPÓLPRACY!!! między kierowcami na naszych biednych drogach to zjażdzanie aby umozliwić innym wyprzedzanie oraz jazda na zakładkę gdy konczy się gdzieś pas.

A nie biadolenie o atakujących z przeciwka czy wciskających się na końcu slepego pasa.

Zdjęcie nogi z gazu aby umożliwic komuś zmianę pasa-nic nie kosztuje a jazda przy prawej krawędzi jezdni jest OBOWIĄZKIEM.

Na większości dróg z szerszym poboczem wystarczy własnie jazda przy prawej krawędzi jezdni (nie na poboczu) i mozna spokojnie wyprzedzać.

Jednak większość woli pomykać kołami po linii środkowej i są zdziwieni że ktoś atakuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak. Prawda prawda. Tylko co jesli, ten z naprzeciwka emeryt jadacy trabantem, akurat szuka w kieszeni zapalniczki, albo pani wyjmuje dzwoniacy z torebki telefon i nagannie nie jest w 100% z wytrzeszczem skoncentrowana na drodze przed nia, wypatrujac czy akurat jakis jadacy 200k/h na kednopasmowce nie wyprzedza na czwartego? Co wtedy? A co jesli ja se jade i akurat wyjmuje plyte ze schowka i jestem przez mili sekunde nie wpatrzony tak na 1567%. Bo przed chwila patrzylem, jade bezpiecznie swoim pasem, i nikt nie ma prawa mnie z niego spychac. A co jesli ten spychajacy, nie widzi co jest na moim poboczu, a tam akurat dzici jada na rowerku bobo.

Albo lezy pijak i kwiczy? I kto go zabije? Ja zjezdzajac na pobocze, czy ten co mnie na nie zepchnal?

Krzysiom, Polskie zwyczaje na szosie sa poza kilkoma tylko krajami nigdzie nie spotykane. A te kraje do czolowki cywilizacyjnej nie naleza. Nasz sytem jazdy jest bandycki. Kropka.

Wracam w zwszlym tygodniu z gdanska. Jade szybko, gdzie sie da wyprzedzam, ale na podwojnej ciaglej, pod gorke lekka gdzie nie widac jednak nie. Ale ten za mna sie irytuje i zaczyna mnie wyprzedzac, coz kiedy nagle z gwizdem przelecial tak ze 180 na oko diesel Volvo trabiac na wszystkich.

Oczywiscie, mysmy juz dawno powinni byc przytuleni do linii bocznej, prawda?

Nie, nie prawda, bo ja majac szybkie auto, mimo wszystko wyprzedzam tam, gdzie jest bezpiecznie. A zeby wyprzedzic musze byc blisko srodka, prawda? Ale wtedy przeszkadzam tym co jada bezwglednie. i tak dalej i tak dalej......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tak. Prawda prawda. Tylko co jesli, ten z naprzeciwka emeryt jadacy trabantem, akurat szuka w kieszeni zapalniczki, albo pani wyjmuje dzwoniacy z torebki telefon i nagannie nie jest w 100% z wytrzeszczem skoncentrowana na drodze przed nia, wypatrujac czy akurat jakis jadacy 200k/h na kednopasmowce nie wyprzedza na czwartego? Co wtedy? A co jesli ja se jade i akurat wyjmuje plyte ze schowka i jestem przez mili sekunde nie wpatrzony tak na 1567%. Bo przed chwila patrzylem, jade bezpiecznie swoim pasem, i nikt nie ma prawa mnie z niego spychac. A co jesli ten spychajacy, nie widzi co jest na moim poboczu, a tam akurat dzici jada na rowerku bobo.

Albo lezy pijak i kwiczy? I kto go zabije? Ja zjezdzajac na pobocze, czy ten co mnie na nie zepchnal?

 

"A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę przejechali, tak ?! A to być może wasza matka!"

 

Arno! Sorry, ale nie mogłem się powstrzymać.

 

Co do reszty się zgadzam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę przejechali, tak ?! A to być może wasza matka!"

 

Gal, you've made my day!!!! :lol::lol::lol::lol::lol::lol::lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie cytuję wszystkiego bo za długo będzie.

Tak masz rację!

Tylko że to są skarajności a ja piszę o szarej normalnej rzeczywistości

Zawsze zostaje ten procent oszołomów na których nie ma rady.

Z moich obserwacji wynika że jest ich coraz mniej(czyzby wyginęli?)

Ps. Posiadanie szybkiego samochodu i szybka jazda wg. własnej oceny nie zwalnia z obowiązku trzymania się prawej krawędzi jezdni (nie mówię o poboczu) i patrzenia w lusterko wsteczne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W spychaniu z drogi najgorsi są kierowcy ciężarówek, bo nie ich auto, bo się nie boją...

 

Co do kierowców - forumowiczów. Wydaje mi się, że mają oni za zazwyczaj trochę większe umiejętności niż inni (mają szybkie auta i jeszcze żyją :wink: , a nie wierzę, żeby aż tyle osób miało takie szczęście jak moja ciocia :mrgreen: ). Subaru, też ma większe możliwości niż inne auta (możliwości uważane za wielu kierowców za niemożliwe). Z powyższych powodów często wynikają sytuacje, kiedy kierowca Subaru robi jakiś manewr, mieszcząc się w granicach bezpieczeństwa (wiem, wiem pojęcie względne, itp.) a inni kierowcy myślą sobie: "niebezpieczny wariat jedzie". Na takie myślenie składa się: mają gorszy samochód :arrow: zazdrość i nieznajomość potencjału takiego auta, są gorszymi kierowcami :arrow: oceniają sytuacje na niebezpieczniejsze niż w rzeczywistości (lub na odwrót).

Prosty przykład:

Dwa pasy w jedną stronę. Na prawym pasie jedzie maluch, na lewym szybki polonez oba "ścigają się" (jadą z podobną prędkością) i blokują oba pasy. Polonez zostaje trochę w tyle, my wykorzystujemy to i przyśpieszając zmieniamy pas z prawego na lewy. Odległość była akurat, nas Polenez fizycznie nie mógł dogonić. Niby wszystko ok, jedziemy dalej, a kierowca Poloneza zostaje wściekły, bo zazdrosny, bo źle ocenił sytuację, możliwości auta. Do tego może się zdarzyć, że wszyscy spotykamy się na światłach...

 

Podpierając się o swoje powyższe pieprz... znaczy wywód, uważam, że kierowcy Subaru są częściej narażeni na agresję innych niż kierowcy innych aut.

 

P.S. Powyższy post wyraża jedynie opinię autora, w dniu dzisiejszym. Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym (3.07.2005), ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Posiadanie szybkiego samochodu i szybka jazda wg. własnej oceny nie zwalnia z obowiązku trzymania się prawej krawędzi jezdni (nie mówię o poboczu) i patrzenia w lusterko wsteczne.

I muszę przyznać, że zgadzam się tu z Krzysiomem w 100%. Ja stosuję taką zasadę:

- jeżeli ktoś mnie "doszedł" na trasie - zjeżdżam na prawo i zwalniam (widocznie facet jedzie szybciej ode mnie)

- jeżeli ja kogoś "doszedłem" - oczekuję, że umożliwi mi wyprzedzanie

 

Problem pojawia się oczywiście wtedy, gdy "wleczemy się za ciężarówką, bo z przeciwka cały czas coś jedzie a ktoś nas próbuje wyprzedzić na trzeciego w momencie gdy pojawiła się luka i my startujemy do wyprzedzania"... na to rady nie ma.

Puścić palanta i zastanowić się "Chick Corea czy Al di Meola" ...? I od razu lepiej - żadnych nerw...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jechałem kiedyś z koleżką i zajechał nam droge jakiś smutny pan w BMW. Dopadliśmy go na światłach kilka km dale. Wysiedliśmy i kulturalnie chceliśmy go przekonać żeby przeprosił :). Ale gość szedł w zaparte i kolega musiał błysnać w ciemności z paralizatora na odległość. Miły Pan przeprosiłi powiedzial, że rzeczywiście o mało nie doprowadził do katastrofy drogowej :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jechałem kiedyś z koleżką i zajechał nam droge jakiś smutny pan w BMW. Dopadliśmy go na światłach kilka km dale. Wysiedliśmy i kulturalnie chceliśmy go przekonać żeby przeprosił :). Ale gość szedł w zaparte i kolega musiał błysnać w ciemności z paralizatora na odległość. Miły Pan przeprosiłi powiedzial, że rzeczywiście o mało nie doprowadził do katastrofy drogowej :D

Jezu! Mam nadzieję ze żartujesz.

A po co tracić zdrowie i nerwy na dyskusję z palantem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W spychaniu z drogi najgorsi są kierowcy ciężarówek, bo nie ich auto, bo się nie boją...

 

Prowadziłeś kiedys ciężarówkę 20 tonową ??. Jesli nie to pomyśl 2 razy zanim zaczniesz walić pierdoły, ich trzeba zrozumieć, oni nie moga skakać z pasa na pas, ani zatrzymać sie w miejscu jak Pani Doktor WRXem. Czasem to, że troche Ci psują szyki wujeżdzając na przeciw i zmuszając Cię do hamowania, oznacza, że nie rozbili auta jadącego przed nim, bo dziadzio w loganie zapragnął nagle skręcic do sklepu po fajki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wysiedliśmy i kulturalnie chceliśmy go przekonać żeby przeprosił :). Ale gość szedł w zaparte i kolega musiał błysnać w ciemności z paralizatora na odległość. Miły Pan przeprosiłi powiedzial, że rzeczywiście o mało nie doprowadził do katastrofy drogowej :D

 

Wszystko fajnie :?: , ale Miły Pan mógł w odpowiedzi na tak uprzejme zaproszenie do negocjacji wyciągnąć Walthera i po przestrzeleniu kolan Loucyphera i jego kolegi, pojechać do domu i napisać na innym forum: "I tak nauczyłem dwóch palantów grzeczności"...

 

Jak to mówili..? "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie...?"

 

Starałem się napisać parę postów powyżej, że to co odbieramy jako chamstwo i buractwo, wynikać może z nieuwagi, nieumiejętności, bezmyślności, zmęczenia, właściwości samochodu, warunków drogowych... i tysiąca innych powodów - niekoniecznie buractwa i chamstwa. Może również wynikać z tego, że ten "drugi" jedzie lepszym samochodem o większych możliwościach drogowych i... jest lepszym kierowcą. I to ostatnie jest najbardziej naganne - bo lepszy kierowca powinien przede wszystkim brać pod uwagę to, że na drodze jest mnóstwo kierowców gorszych, w gorszych samochodach... i nie ma prawa ich straszyć.

 

Przejawianie agresji w odpowiedzi na coś, co my uważamy za chamstwo na drodze jest prawdziwym buractwem.

 

Więc Lucyphere, mam nadzieję, że to żart, jak napisał Krzysiom...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ekhm jakby to ująć. Masz sporo racji. Przy odrobinie niesprzyjających okolicznośći to mogło się skończyć tak ja opisałeś. Niemniej nie mam w zwyczaju na plucie w twarz reagować zdaniem: ..znowu pada...". Ale ja sie nie nadaje na przykład dla chłopców i dziewczynek, jakis taki gwałtowny jestem. Podobno to sie nazywa Road Rage ;) A z innej beczki to w zeszły wtorek z poprzecznej wyjechalo 2 osobników z karkami jak dęby prosto pod moja maske, schamowywac się musiałem ze 180-ciu. Na grzeczne zapytanie czy mnie nie widzieli, zaczeli mnie gonić, dobrze, że jechałem wścielłym kombiwarem bo by mi zrobili jesień średniowiecza :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Loucyphre, szczególnie w sytuacjach, gdzie na wąskiej drodze rozpędzona ciężarówka zmusza do zjazdu na dziurawe pobocze, bo ona musi jechać środkiem drogi lub jak ścina zakręt. Dochodzą do tego sławne już "wyprzedzania się" TIRów na autostradach...

Może nie tylko ja powinienem pomyśleć zanim coś napiszę ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×