Jump to content

Maruda

Użytkownik
  • Posts

    1062
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Maruda

  1. Nie za bardzo się kończy. Nie możesz odmówic składania zeznań (a o tym właśnie pisałem), Ależ oczywiście, że możesz - gdybyś nie mógł, nie byłoby kary przewidzianej za niewykonanie owego obowiązku, tylko trzymali by cię, aż nie powiesz... Przepisy obligują cię do zrobienia tego czy tamtego, ale oblig to nie jest przymus absolutny - to tylko oblig. Za odmowę - sankcja (kara). Raz, i tylko raz - nie można karać wielokrotnie za to samo. (Ale "nowe" wezwanie to nie to samo, co "stare" - tu co innego.) Prawda. Wprawdzie "trzecia tischnerowska", ale jednak prawda... A po co ta komplikacja z "ponownym wzywaniem"? Nie wystarczy: - To co, powie pan? - Nie. - No to 250. Pytam jeszcze raz: powie pan? - Nie. - No to pińćset. Jeszcze raz pytam: powie pan? - Nie. - No to następne pińćset. Jeszcze raz pytam: powie pan? - (....) I tak "da capo al fine". Prościej, c'est ne pas? A logika interpretacji przepisu dokładnie taka sama... Czytaj uważnie: "Na świadka (...), który bez usprawiedliwienia nie stawił się na wezwanie uprawnionego organu (...) można nałożyć karę porządkową do 250 złotych, a w razie ponownego niezastosowania się do wezwania do 500 złotych" - co tu jeszcze tłumaczyć? Rzecz dotyczy nie odmowy wykonania czynności dla której się było wezwanym, ale zlania wezwania jako takiego. Dostaję wezwanie, stawiam się, kary za "niestawienie się" nie płacę. Niczego nie odmawiam - składam wyjaśnienia, gdzie stwierdzam, że "nie jestem w stanie wskazać" - za co dostaję mandat z art. 65 KW - bo "na świadka, (...) który (...) bezpodstawnie* odmówił złożenia zeznań (...) można nałożyć karę porządkową do 250 złotych" (ew. sprawa idzie do grodzkiego, jeśli kierownik na fotce jest nadmiernie podobny do zdjęcia w dowodzie/ prawie jazdy wezwanego). Na wezwanie się stawiłem, więc nie nie ma co karać za "niestawienie" (się). Natomiast, jeśli zignorowałbym wezwanie, to za zignorowanie wezwania jest sankcja, o której piszesz (250 zł). Jeśli zignoruję ponowne wezwanie (wzgl. "ponownie zignoruję wezwanie") - to wtedy pińćset, nie ma przebacz. (Po trzecim mogą cię "doprowadzić".) Hłe hłe. Komornik nie jest od tego, by działać "po wyczerpaniu środków" - jak już tow. Wiesław zauważył, "z próżnego i Salamon nie naleje". Komornik jest od egzekucji zaległości, których DOBROWOLNIE strona zobowiązana do ich uiszczenia nie chce uregulować - sam tego nie urodzi ani nie wytrzepie (m.in. dlatego bezdomni czniają mandaty za przejazdy "na gapę"...). pzdr, M. ___________ * Tu widzę furtkę dla prawnika - wszak podaję podstawę odmowy - a przepis nie mówi, że "odmówił, nie mając ku temu podstaw prawnych", a tylko "bezpodstawnie"...
  2. Dalej to pewnie szkieł ma tzw. pełen wkurw i zaczyna kombinować nad sposobem wcielenia w życie porzekadła "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" ("... i zawisła wielka dupa nad Hawaną" jak dodają niektórzy). Policmajster najprawdopodobniej zaprotokołuje, iż "złożone wyjaśnienia są mało przekonujące i noszą znamiona...", i skieruje sprawę do sądu grodzkiego. Albo, skoro nie ma możliwości ukarania sprawcy wlepi ci mandat z racji tego, że TY, jako właściciel, "ponosisz odpowiedzialność...". (I tutaj widać przewagę świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia, oraz samochodu "firmowego" nad prywatnym... ). Może i będzie to bez sensownej podstawy prawnej, ale i tak wtedy piłka będzie po twojej stronie boiska - i wtedy ty albo ten mandat z całym dobrodziejstwem inwentarza (punkty) przyjmiesz, albo odmówisz jego przyjęcia - a ta druga opcja rodzi automatyczny skutek w postaci skierowania sprawy do sądu grodzkiego. Czyli, "jak byś się nie obracał, dupa zawsze z tyłu". Na wyspach Bergamutach podobno jest kot w butach i słoń z trąbami dwiema... ...i tylko wysp tych nie ma. Tak, ale to jeszcze nie wyłącza kwestii twojej "odpowiedzialności jako właściciela". Tzn. teoretyczne to może i wyłącza, ale praktycznie to policmajstrowie nasi dość "elastycznie" podchodzą do kwestii tego, co im wolno a co nie - a "jak chce się psa uderzyć to kij zawsze się znajdzie" (choć tutaj może bardziej by pasowało "jak nie kijem go, to pałką"... ). Ale to tylko takie moje "ale". Pomysł, w sumie, uważam za ciekawy - pytanie, czy ktoś to już przerabiał? Albo zna kogoś, kto to robił, i WIE jak to się je? pzdr, M.
  3. To niestety nie jest prawdą. Prawo do odmowy składania zeznań, o którym napisałeś, ma zastosowanie tylko w postępowaniu karnym a to o czym tu mówimy jest postępowaniem w sprawach o wykroczenia :???: Oj. W postępowaniu w sprawie o wykroczenie nie ma to "zastosowania"? A prostym polskim, jak to będzie? Ja wiem, że postępowanie karne to nie to samo co "wykroczeniówka". Ale różnica jest tylko taka, że za "odmowę" w karnym nic "dalej" nie grozi, a w wykroczeniowym to można jeszcze kijkiem w postaci sądu grodzkiego (= ew. wpisanie do rejestru wykroczeń) postraszyć. Ale i tak na tym temat się kończy... Odwróćmy problem: Nie chcę się przyznać, nie pamiętam, nie chcę obciążyć bliskiej osoby. Jak, realnie, policmajster zza biurka jest w stanie SKUTECZNIE ZMUSIĆ mnie do przyznania się/ pamiętania/ obciążenia kogoś? Nu? pzdr, M.
  4. Suma Sumarum sianem się nie wykręcisz. Znaczy, na nodze od taboretu posadzą, dopóki ci rura nie zmięknie? Kolego Kwiecisty: "sianem się wykręcić", to tyle co "wykpić się z tematu" - tutaj nijak wykręcania sianem nie ma: albo mówisz szczerze jak na świnty spowiedzi, albo idziesz w zaparte. W tym drugim przypadku konsekwencją jest mandat lub (?) skierowanie sprawy do sądu grodzkiego. A Ty co najwyżej możesz dać se siana... i się przyznać bez bicia. M.
  5. ...and kicking? Być może mógłbym się zgodzić... M.
  6. Precisamente, amigo. Z autopsji sprzedkilkudniowej: Samochód zarejestrowany "na firmę", twarz kierownika mało wyraźna na zdjęciu (na jego szczęście; fotka zrobiona w lipcu 2007, w innym mieście w Polsce). "W zależności od okoliczności" policja albo wysyła fotkę "do kadr" (duże firmy, gdzie nikt najemnego niewolnika kryć nie będzie) lub (w przypadku firm malych) "tędy owędy" próbuje ustalić parametry kierownika - n.p. dzwoniąc do firmy lub typując "głównego użytkownika" na podstawie dotychczasowego rejestru wykroczeń ("punktacji"). (Zasada jest taka, że jeśli 100%, lub prawie 100% zarejestrowanych dotychczas wykroczeń/ punktów na tym samochodzie zostało popełnionych przez jedną osobę, to najprawdopodobniej i to wykroczenie jest jego zasługą.) Jak inni już napisali, wezwany ma, i owszem, obowiązek wskazania sprawcy - ale nie oznacza to, że delikwenta nie puszczą dopóki nie wskaże. Jeśli wezwany odmawia, wówczas jest karany mandatem z art. 65 KW ( http://karne.pl/wykroczenia.html ). W moim przypadku było to dwieście złotych (da się przeżyć) i zero punktów (uffff.... :cool: ) - no bo za "niewskazanie" punktów nie ma. Ale jest jeszcze drugie "ale": otóż, tutaj wiele zależy od tego z drugiej strony biurka - jak będziemy rżnąć głupa na bezczelnego (i/ lub zdjęcie nie będzie pozostawiać wątpliwości), to (o ile dobrze zapamiętałem wywód mojego interlokutora) sprawa może trafić do sądu grodzkiego. (Mój rozmówca był akurat wyjątkowo sesnsowny i "życiowy" - sam chyba uważał, że ograniczenie do 50km/h na trzypasmówce to spore przegięcie, a 80km/h w dzień przy dobrych warunkach żadnym piraceniem nie jest.) Osoba wezwana w charakterze świadka może nie pamiętać - można tak powiedzieć to zamyka sprawę (tj. zamyka pytanie o tożsamość sprawcy na tym etapie postępowania - nie ma "obowiązku pamiętania"). Może też, jako świadek, powiedzieć, że nie musi świadczyć przeciwko sobie ani najbliższym członkom rodziny / osobom bliskim. Tak więc, to JEST WYTŁUMACZENIEM, i to całkiem logicznym. NIE JEST to jednak USPRAWIEDLIWIENIEM (czyli "nieobecny usprawiedliwony") - choć może być uznane za "okolicznością łagodzącą". Inaczej, prawo nakłada na wezanego jakiś obowiązek, i jednocześnie ustala jakieś sankcje za jego niewypełnienie - a do tego "na widelcu" należy decyzja, która opcja jest dotkliwsza, i w związku z tym jaki wariant ostatecznej wersji prawdy wybrać. No ale tyle, w którą stronę mordochwyt ma ryjek wycelowany, to chyba widać, co? :?: :cool: pzdr, M.
  7. Boś młody jeszcze - to i mało rozumiesz... A gdzie mają partolić? Tam, gdzie spartolony klient już więcej nie przyjdzie - czy tam, gdzie klient do końca gwarancji (przeglądy!) na łańcuchu uwiązany jeździ? :cool: A co do azotu: ten w butlach jest otrzymywany z frakcjonowanej destylacji powietrza (~-200°C), więc jest on praktycznie całkowicie pozbawiony wilgoci. Obecność pary wodnej w kołach jest przyczyną większego niż przypadku gazów suchych zmian ciśnienia w kole podczas nagrzewania. Typowa zawartość N2 w azocie technicznym wynosi ponad 99% (99,95 - 99,98%) Azot "z butli" jest poza tym wolny od innych zanieczyszczeń (opary węglowodorów, mgła olejowa i inne takie), które mogą być obecne w powietrzu "z warsztatu i starej sprężarki". Różnica między czystym (i suchym) powietrzem a azotem jest, jak sądzę, w codziennej cywilnej jeździe bardziej zmierzalna niż wyczywalna. pzdr, M.
  8. Krutko dziś byńdzie: Ło matko! :shock: M.
  9. Gdzie "wcześniej"? Nie znalazłem na ostatnich dwóch stronach, a wszystkich nie chce mi się przeglądać. Jakiś link, mejbi? M.
  10. Trudno mi, szczerze powiedziawszy, powiedzieć, czy autor pisze "konkretne", czy "ogólnie". Mazda tam jest wymieniona, ale wzmnianka na jej temat jest (IMO) bardziej przykładem samochodu, który "w szczególności" miał problem z wiskozą, a nie jako "każde wisko tak ma" Zresztą, co do owego artykułu z Wikipedii, to mam wrażenie, że jest on zdecydowanie zbyt poetycki i mglisty jak na -było nie było- techniczny artykuł. Niemniej, fakt, że Twoja wiskoza działa "si kalafą" nie oznacza, że ma ona taką samą sprawność jak 200 kkm wcześniej. Inaczej, mój wcześniejszy post był zwróceniem Azowi uwagi, że nie jest wyłącznie tak, że wisko "działa, albo nie działa". Znaczy, zgoda: wisko jak się rozpieprzy to nie działa - a jak jest sprawne to działa, i co do tego wątpliwoście nie ma. Ja zaś pisałem o tym, że -niezależnie od "działania jako takiego"- sprawność wiskozy (= zdolność do szybkiego "zapinania" i/lub maksymalny moment jaki może przenieść) może ulec zmniejszeniu. I jest to -wg mojej wiedzy- uzasadnione twierdzenie. Nie wiem jak to naprawdę jest z tym zużyciem i czy jest to rzeczywiście odczuwalne (o ile w ogóle występuje). Chodziło mi tylko o zwrócenie na fakt, że wiskoza (= visco fluid) może się jednak jakoś tam "zużywać". pzdr, M.
  11. A jedno nie wyklucza drugiego. Bezawaryjna, czyli nie ma "ło, a wczoraj działało..." - jak może mieć to miejsce w przypadku złożonego układu mechaniczno-elektronicznego (n.p. sprzęgło wielopłytkowe czy Haldex) który moż się popsuć "za dnia na dzień". Ale nie wyklucza to pewnego pogorszenia się jej właściwości. "W praktyce ... przez całe życie samochodu" - czyli, "z punktu widzenia typowego czasu użytkowania samochodu (przez typowego użytkownika) zmiana ta może być potraktowana jak pomijalna". Coś jak sprężyny zawieszenia dla kogoś, kto kupuje nowe auto co dwa-trzy lata i robi nimi w tym czasie 50-70 kkm. Jakieś zużycie i utrata sprężystości jest, ale -pomijając przypadki ekstremalne i katowanie samochodu- jest to "praktycznie pomijalne". Za Wikipedią ( http://en.wikipedia.org/wiki/Limited_slip_differential ) - z tego co pamiętam, to właśnie tam wyczytałem o tym: Czy gdzieś jeszcze o tym czytałem, nie pamiętam teraz. Nie wiem, jaki jest "stopień zużycia" wiskozy w miarę upływu lat (Dyrekcja pewnie mogłaby powiedzieć coś więcej... ) Natomiast "bazując na ogólnej wiedzy" uważam tezę o stopniowej utracie właściwości wiskoelastycznych płynu w LSD za wysoce uprawdopodobnioną. Więcej o płynach wiskoelastycznych: http://en.wikipedia.org/wiki/Dilatant i http://en.wikipedia.org/wiki/Viscoelastic
  12. "Płyn" w wiskozie to substancja wielkocząsteczkowa o specyficznych właściwościach. (Jest to substancja z tego samego rodzaju co Smart Putty.) Substancje wielkocząsteczkowe zazwyczaj się "starzeją" - tracą/ zmieniają swoje właściwości z upływem czasu. Szperając po necie w poszukiwaniu informacji n.t. płynu w wiskozie przeczytałem informację, że jedną z zalet wiskozy jest to, że traci ona "płynnie" swoje właściwości - nie ma tak, że dzisiaj jest, a jutro "się skończyło" znaniecka (i to w zakręcie) - nie; po prostu z roku na rok coraz słabiej sprzęga przy róźnicy prędkości obrotowej obudowy i "środka". pzdr, M.
  13. ad 1. Możliwe, ale ja raczej spokojnie jeżdżę. Tutaj mogły się nałożyć wysoka temperatura otoczenia (upalne popołudnie), większe obciążenie (przyczepa z towarem i stosunkowo wysoka prędkość jak na jazdę z przyczepą) - a być może jechałem "z wiatrem" i chłodzenie było gorsze? Może "pod wiatr" i opór powietrza większy? Nie wiem. Innych przyczyn nie znajduję. Wcześniej wycieków nie zauważyłem. Symptomy były - "mułowata" praca skrzyni. Jakoś nie zauważyłem tego "po przelaniu" - może była wtedy zima i wolniej jeździłem - a potem "przywykłem"? Nie wiem. ad 2. Nic nie było zmieniane po 100 tys - jeszcze tego nie zrobiłem. WIEM, że powinienem, że rozrząd, itepe - ale "jakoś tak" odkładałem to na później, na "po doprowadzeniu do używalności" zakupionego samochodu zastępczego - co się ciągnie jak flaki z olejem. (BTW: nie ma Pan pojęcia skąd zdobyć używany pneumatyk do Legaca 1,8 NA "Hubertus", prawy tył? ) Sprawdzane było na pracującym silniku. Nie podejrzewam, żeby TEN mechanik pomylił wlewy - to tak jakby pomylić kobietę z kozą. ad 3. Oby. ad 4. i 5. To jest pytanie do ASO... Nie wiem, kiedy był wymieniany olej - sądzę (=AFAIK, napisałem że nie jestem pewien), że przy 50 tys. Wszystkie przeglądy (poza ostatnim, 100 kkm) były robione w ASO - nie wiem co i kiedy sprawdzali. Wszelkie dolewania/ ulewania/ przelewania miały miejsce w ASO. Ostatni przegląd jaki był robiony to "ostatni przed 100 tys." (czyli, wychodziłoby że 75 tys.). Poza ASO była tylko wymiana tarcz i klocków. Hamują tak samo jak "oryginały", a kosztowały -z tego co pamiętam- "do kupy" (części + robocizna) 1/3 ceny ASO. Pozdrawiam, Maruda
  14. Witam panie Andrzeju. Odgrzebuję ten wątek, bo... Olej w AT wymieniany jest, o ile mi wiadomo (proszę poprawić, jeśli się mylę) po 50 kkm (Forester 2.0 NA). Czyli, w przypadku samochodu na gwarancji i z przebiegiem 112 kkm wychodzi, że robiło to ASO. (Drugiej wymiany jeszcze nie było - "innych" mechaników przy AT też.) Kilka tygodni temu jechałem autostradą z przyczepką na haku. Przyczepka dosyć lekka (100-120 kg masy własnej, na przyczepce jakieś 12 czy 18 maxi-palet - jednorazówki, lżejsze od EURO). Prędkość przelotowa jakieś 130 km/h, tempomat włączony. W pewnym momencie zauważyłem, że za samochodem się dymi. Zjechałem na bok, zatrzymałem się, awaryjne, zaglądam pod spód... Ło matko! Olej się leje!! Wylało się sporo - zaśmierdziało mi olejem już 20 km wcześniej, gdy otworzyłem okno żeby zapłacić myto - ale nie skojarzyłem, że to z mojego. Jak patrzałem to kapało dosyć żwawo: tył samochodu był cały obryzgany, przyczepa też. Trudno było mi określić skąd ten olej - jakiś taki ni to brązowy, ni czerwony. (Kontrolka żadna się jeszcze nie zapaliła, temp. silnika jak zawsze - wskazówka w połowie skali; kontrolka temp. AT zaświeca się tylko po przekroczeniu temperatury krytycznej - "na bieżąco" nie wskazuje.) Okazało się (następnego dnia, u mechanika), że to ze skrzyni - olej wylał się przez odpowietrznik (!). (Wcześniej sądziłem, że to z silnika - po wskazaniach bagnetu doszedłem do takiego wniosku - ale za szybko po zatrzymaniu silnika sprawdzałem poziom oleju, stąd błędny wniosek.) Ale najciekawsze było dopiero potem: na rozgrzanym silniku bagnet AT pokazywał -i to po tym, jak już dosyć sporo oleju (0,5 l? 1 l? 1,5 l?) poszło "w świat", ok. 2 cm PONAD dopuszczalny poziom (mówię, naturalnie, o tym "gorącym" poziomie). Trzeba było jeszcze odciągnąć jakieś 3/4 l żeby "zeszło poniżej kreski". Co ciekawe, praca skrzyni od razu się poprawiła - jakoś żwawiej teraz przełącza biegi (wcześniej robiła to strasznie mułowato; popełniłem nawet na forum wątek pod tym wezwaniem) - i jakby mniej kopie. W sumie, "skończyło się na strachu". (Ale za to niezłym.) Gdybym wiedział, że to ze skrzyni (początkowo sądziłem, że to z silnika) to wtedy nie ryzykowałbym dalszej jazdy tylko zadzwonił po lawetę (doszłyby koszty lawety - kilka stówek) - a tak kosztowało mnie to "tylko" bańkę oleju w cenie orlenowskiej (coś koło stówy). I jakoś tak, jak sobie stałem u mechanika, przypomniały mi się Pańskie słowa n.t. "pana Zdzisia" i "pilnego telefonu od narzeczonej". Odszukałem więc ten post i pozwalam sobie -w związku z tym wydarzeniem- poprosić pana o komentarz - ze szczególnym uwzględnieniem tego, że -jak wszelkie znaki na niebie i ziemi (i silniku) wskazują- tym razem to jednak "cyborg z ASO" miał "telefon od narzeczonej" (albo zwyczajnie "był wczorajszy"). Również, ciekaw jestem jak na trwałość (zużycie) skrzyni wpływa przejechanie ca 62 kkm z "konkretnie przelanym" olejem. Oraz, jak Pan sądzi - gdyby w AT coś się w związku z tym przelaniem uszkodziło, to co by mi powiedzieli w ASO? (I dlaczego właśnie "przykro nam, ale..."?) Dla informacji: ostatni przegląd w ASO (100 kkm) "odpuściłem sobie" - ze względu na cenę, jaką ASO sobie winszuje, lecz nie tylko. (Rzekłbym wręcz, że to drugie było nawet ważniejsze.) Czyli, gdyby coś naprawdę się stało, to wychodzi, że sam sobie "narobiłem w papiery". Co jednak w niczym nie zmienia faktu, że ew. uszkodzenie byłoby z winy ASO - jak i tego, że koniec końców ASO pokazałoby mi gest Kozakiewicza gdybym przyniósł im FV za naprawę (czy też powiedział żeby mi to naprawili na swój koszt). Tak sobie właśnie myślę. Ale może nie mam racji? Pozdrawiam, Maruda.
  15. Ale ja człowiek cichy i pokornego serca jestem... :cool: Jak zbiórka rano, to nie da rady. M.
  16. Sie kawiory lansują, nie ma co... :cool: M.
  17. Znam ten ból... Nie ma za co - a już na pewno nie za szybką reakcję. (Powiadomienia się wysypują, i stąd nie jestem na bieżąco - i dlatego też przegapiłem kórnickie śluby panieńsko-kawalerskie... :???: ) Ale, do rzeczy: AutoMotoTrans Andrzej Michał Tronowski, Przeźmierowo, ul. Poznańska 23, tel.: (061) 816 14 25. pzdr, M.
  18. Yeah, sure. 100 PLN ticket for illegal parking for everybody! One each! Jitss is paying!! M.
  19. Sobota. Po dobranocce. Brovaria. Wszystko jasne? :cool: M
  20. Ten bardzo bliski, tylko daleko bardzo mieszkający? Miewa się dobrze - zdrów na ciele i umyśle. Możesz próbować - namiary masz. :cool: A będą chętni żeby go potem na to jego wygnajewo odwieźć. :arrow: :?: pzdr, M.
  21. Łej no, tej, z brzega zawżdy wincy mijsca jezd. Ino że potym takie różne elementa i insze szuszwole łażom po Rynku, i płetwe wyciongajom do tych co z brzega siedzom. W sensie, że niby na pomoc dla bezdomnego brata chorego, albo na innom walke z kacem kcom jakieś drobne (grube tyż mogom być). Ja tam jednakowoż jestem za brzegiem. Zawsze mogiemy udawać wyijontkowo bidnych studyntów, jakby co. Jo ta nawet cołkiem galancie wyglondom jak taki bidny (choć może nie do kuńca jak studynt). Nu. No to niech z brzega byńdzie. Ło. M.
  22. Znaczy się 19? Po. Mi tak bardziej bliżej ósmej pasuje. http://www.brovaria.pl/ ; (61) 858 68 68, 858 68 78, brovaria@brovaria.pl Zrób na 6 albo 7 - łatwiej odstąpić w razie czego dwa miejsca niż potem ryczkę komuś spod dupy wyrywać... M.
  23. No niby tak. Ale powiedziałbyś to ichniejszemu oddźwiernemu - temu o rozmiarach małej szafy gdańskiej? Bo ja myślę, że wątpię... :wink: Co do godziny spotkania - to jakoś tak po Dobranocce może? :cool: A jako że to sobota będzie, to warto by jaką rezerwację zrobić, co by potem nie stać przed ogródkiem jak głodny kundel pod witryną rzeźnika - kto zadzwoni? M.
  24. No dobra... ale pamietaj, ze sam tego chciales :wink: Dobra dobra, tej! Mi tutej nie mydlyj oczami! Najpierw powiedz co do paścia dokładasz, to ino wtedy pomyślem! Panowie, nie musimy od razu tak z grubej rury . Dajmy tradycji sie odrodzic w naturalny, niewymuszony sposob :wink: . Na poczatek Brovaria wystarczy :grin: . Najwyzej po paru glebszych sie zrewiduje plany . Fi pińćdziesiont to nie je żadna gruba rura. Una, ta rura w sensie, jest jak najbardziej akuratna. Spytej się ino kobit - tych co une sie na nij owijajom - to une ci powiedzom, że fi pińćdziesiont to jes akuratnie w sam raz co by mindzy giry wziońć. O. Jak [prawie :wink: ] zawsze, dobrze prawisz drogi Karolu . "Prawie" - bo moje wypowiedzi n.t. sklonowanego drobiu psują statystykę? pzdr, M.
×
×
  • Create New...