Jump to content

H4lik

Użytkownik
  • Content Count

    1237
  • Joined

  • Last visited

About H4lik

  • Rank
    ..:: Uzależniony(a) od Subaru ::..
  • Birthday 09/28/1976

Profile Information

  • Gender
    mężczyzna
  • Skąd
    Piława
  • Auto
    ¾ Silver Esprit

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. H4lik

    Filmy

    Nieco podobny klimat, ale z naszej półki i nie pamiętam, czy kiedyś było: https://www.youtube.com/watch?v=sdTPmYE9Des
  2. Finowie kochają rajdy, ale poza tym w mieście toczy się normalne życie i trudno oczekiwać, żeby każdy był fanem ścigania. Albo inaczej - weź pod uwagę, że Finlandia jest większa od Polski, a mieszkańców ma siedem razy mniej, więc teraz teoretycznie wyobraź sobie w Jyvaskyli siedem razy więcej osób, niż było, albo odwrotnie - podziel to, co widziałeś w Mikołajkach przez siedem - wrażenie, że klimat nagle znika. W zakazy parkowania po kilka kilometrów od odcinka nie wierzę, no chyba, że ten dystans to akurat wypadał w centrum jakiegoś miasta, to wtedy tak. Co do noclegów, to powtórzę - masz prawo nocować niemalże gdzie chcesz, chyba, że to teren prywatny. Te miejsca po 20 euro to była trawa po szyję i rajdowcy z sierpami, czy jednak ktoś tam musiał wcześniej przyjechać, skosić, ogrodzić; ergo - poświęcić swój czas, sprzęt i pieniądze? A na te karnety po 130€ to dopiero byś narzekał. Właściwie to większość Twoich zarzutów związana jest z cenami, ale jak to w życiu - dla jednych drogo, dla innych nie. Dania, Finlandia, czy Norwegia ogólnie jest droga, z zastrzeżeniem, że dla nas, ale jak już porównasz zarobki, to np. na Niemcach nie robi wrażenia, ale to truizmy i wiadomo, o co chodzi. Po prostu za małą skarbonkę rozbiłeś. Jak sam napisałeś - za bardzo nadmuchałeś balonik.
  3. @broneq cieszę się, że zaliczyłeś Finlandię, ale jednak nieco zdziwiony jestem kilkoma Twoimi uwagami. Po pierwsze parkingi - z jednej strony narzekasz, że kosztują 5€, o czym wiedziałeś już wcześniej, z drugiej, że dojeżdżałeś pod same taśmy odcinka. Jeśli uważasz, że to za drogo, zostawiasz auto kilometr od OSu i tyle. Komfort kosztuje, a dla Fina te pięć euro to jak dla nas pięć złotych i życzył bym sobie, żeby u nas parkingi na rajdach kosztowały 5zł, a piszę to z perspektywy osoby, która była na Rajdzie Polski i w Mikołajkach płaciła 20 (a może to było i 40) złotych za umowny parking (czyjś prywatny grunt), który był po obfitym deszczu tak podmokły, że tylko terenówki z niego wyjechały i to był prawdziwy cyrk, co tam się działo. Właściciel miał to oczywiście gdzieś. W Finlandii miałeś w tej cenie oficjalny parking organizatora, ogrodzony i zabezpieczony. Rzecz kolejna i tu zacytuję: "Do tego ZŁODZIEJE" Okradł Cię tam ktoś? Nie rozumiem pretensji, że ktoś na swoim prywatnym terenie (a tak w tym przypadku było na 99%) ustalił cenę za nocleg w wysokości 20€. I tu analogicznie - pomyśl, że to jest dla miejscowych 20 złotych, no chyba, że oczekujesz, że będą dostosowywać ceny do każdego z osobna i wtedy Mozambik płaci 20 eurocentów. Przecież w tych lasach jest masa wolnego miejsca, całkowicie za darmo i to jest twoje prawo ustanowione przez państwo. Wystarczy pojechać kawałek dalej i poszukać i nikt mi nie wmówi, że tak nie jest. Zaskoczony jesteś, że miejscowi chcą raz w roku zarobić? Jedź dziś u nas w góry, albo nad morze, zobacz co się dzieje, i ile i za co zapłacisz. Uważam, ze pod tym względem Finlandia jest wręcz ostoją normalności. Uwagi o płatnych wejściówkach do serwisu - masz karnet, wchodzisz nawet sto razy dziennie, albo kupujesz pojedynczy bilet. O tym też wcześniej wiedziałeś, a w strefie, poza samymi serwisami, jest też sporo innych atrakcji, jak np. wystawa rajdowych legend, strefa dla dzieci, tor kartingowy i już nie pamiętam, co tam jeszcze. Serio - narzekasz, że trzeba płacić za miejsca, o których wiedziałeś przed wyjazdem, że są płatne, narzekasz, że pilnują bezpieczeństwa, że za mało rozdają, a na koniec piszesz, że nie lubisz szutrów. No nie dogodzisz! Na szczęście same odcinki Ci się podobały, a o to w tym przecież chodzi. Za dziesięć lat nie będziesz pamiętał, że nie mieli dedykowanych naklejek, a wspomnienia, że byłeś i widziałeś zostaną.
  4. H4lik

    Kubica w F1

    @Jacky X z kosmosu przyleciałeś przed chwilą, czy jak? Przecież takie akcje w F1 są, od kiedy pamiętam. Poszukaj na YT np. jak Prost się żali, że Senna ma lepszy bolid i on nie jest w stanie go wyprzedzić. Dla mnie bycie na żywo to jest głównie cała otoczka - pitwalk, symulacje zmiany opon w boksach, ryk silników, kibice, bo sam wyścig zbyt mało dla mnie różni się od treningów, czy kwalifikacji, więc poza startem i powiedzmy pięcioma pierwszymi okrążeniami, niezbyt wiele się tak naprawdę dzieje (wykluczając zmienne warunki pogodowe). Tak też było na Węgrzech - start, mały młyn z Bottasem, ekipa się rozjeżdża i po pięciu minutach jedzie Jos, dwie sekundy za nim Lewis, pięć sekund przerwy i pojawia się pierwsze Ferrari, chwilę po nim drugie, dziesięć sekund nic i dopiero dociąga reszta. No i Valtteri, który po powrocie na tor robi sobie na prostej startowej tyczki z rywali. Na Roberta aż smutno było patrzeć, jak się w tej padlinie męczy... Miejsce miałem dobre - niemal naprzeciwko boksów Williamsa, ale i tak połowę wyścigu przełaziłem, oglądając go z różnych miejsc, uznawszy to za ciekawszą opcję, niż siedzenie w jednym. Jakieś 15 okrążeń przed końcem zdecydowaliśmy się ruszyć w drogę powrotną, żeby uniknąć gigantycznych korków. @Korton my też z Budapesztu dojeżdżaliśmy codziennie, ale raz, że mieliśmy hotel od strony toru, żeby uniknąć niepotrzebnego kręcenia się przez całe miasto, dwa - z zatorami liczyliśmy się od samego początku. Mieliśmy cztery miejsca wolne w samochodzie, więc gdybym wiedział, wzięlibyśmy Ciebie z toru do Budapesztu bez problemu i nie musiałbyś się tłuc pociągiem, szczególnie, że dworzec był może z pięć minut od naszej bazy. W ogóle szkoda, że pomimo tylu osób z forum, nie zorganizowaliśmy się wcale, umawiając np. na wspólne spotkanie... Podsumowując, wyjazd uważam za bardzo udany, z tym, że nie nastawiałem się na jakieś kosmiczne cuda, czy wspaniały wynik Roberta. Akceptowałem sytuację, jaka jest, godząc się z niedogodnościami (korki, tłumy, codzienne dojazdy na tor). Przy okazji trochę się po Budapeszcie mogłem pokręcić, pokosztować kuchni węgierskiej i zwyczajnie oderwać od codzienności. Byłem ze szwagrem na Monzy kilka lat temu i było bardzo podobnie pod względem widowiska - sam wyścig też nas szybko znudził, więc oglądaliśmy po kilka minut z różnych miejsc, z tym, że we Włoszech bolidy wyły, jak wściekłe i można chodzić "wewnątrz" toru dookoła. Mam wrażenie, że tam byliśmy "bliżej" tego wszystkiego - auta w niektórych miejscach śmigały zaledwie kilka metrów od nas. No i zakwaterowani byliśmy w Biassono - na tor spacerkiem 20 minut, więc odpadało nam stanie w korkach. Pozdrawiam @przymar - raz parkowaliśmy po drugiej stronie nasypu, 25 metrów od Twojego samochodu, a w niedzielę wyprzedzałeś nas, jadąc na wyścig. Za późno Cię zobaczyłem i szkoda,że nie udało nam się spotkać. Pozdrawiam również właściciela Legacy, trafionego w piątek na spotkaniu kibiców: W ogóle tym spotkaniem jestem zawiedziony - Cezary Gutowski, nie dość, że się spóźnił pół godziny, to jeszcze ludzie się rzucili do robienia z nim zdjęć, autografów i to chyba właściwie tyle, bo dłużej już nie czekaliśmy, a myślałem, że coś opowie, jakieś wiadomości od Roberta, ciekawostki zza kulis, a wyszło tak, że przyjechał tam chyba w roli gwiazdy. Jakoś mi ten człowiek nie podchodzi. Liczyłem, że może będzie Mikołaj Sokół, albo Eryk Mełgwa - ich bym posłuchał z przyjemnością. Właściwie to jedyną "atrakcją", poza śpiewami kibiców, były tam oświadczyny (dla mnie dziwny wybór miejsca i akcji, ale nie moja broszka) - panna powiedziała "tak", więc skończyło się po myśli. Spotkałem ich w niedzielę bodaj i z tego, co usłyszałem, Orlen chce im sfinansować zaręczyny/wesele (nie pamiętam) na jakiejś ich flagowej stacji. Fajna akcja reklamowa. No i nasz demon: Ale miałem radochę - ludzie nas pozdrawiali, trąbili, machali, robili zdjęcia. No faza ostra! Dodam, że zrobiliśmy jakieś 1400 kilometrów i Multipla przywiozła nas wygodnie całych i zdrowych. Moje marzenie o zobaczeniu na żywo Polaka w Formule 1 się spełniło i prawdopodobnie już nigdy nie wybiorę się ponownie, natomiast sam Budapeszt jeszcze chętnie odwiedzę. Ogólnie to... ...RAJDY LEPSZE!
  5. H4lik

    Kubica w F1

    Toczą się tymi trumienkami, zamiast ścigać, więc i ryzyko zredukowane.
  6. @przymar my też bilety będziemy odbierać w czwartek na torze. Spać będziemy w Budapeszcie, kilometr od stadionu Ferenca Puskasa. Zostawię namiary na PW - może będzie okazja się spotkać.
  7. Jedziesz sam, czy z ekipą, bo widzę, że mamy podobny plan?
  8. Tutaj się podkleję. Będę ze szwagrem jechał i mamy dwa wolne miejsca, ewentualnie dołączymy do kogoś, partycypując w kosztach. Wyjeżdżamy z okolic Wrocławia, ale tutaj jesteśmy elastyczni - w racjonalnej odległości możemy podjechać po kogoś, lub do kogoś. Starujemy 01.08, wracamy 04.08. Chcemy to zrobić w miarę budżetowo, żeby nie wszczynać rodzinnych awantur :P, więc najtaniej będzie UWAGA! Multiplą, która w tym tygodniu jedzie do serwisu i później na badanie techniczne, żeby zminimalizować niespodzianki, ewentualnie E-klasą, a w ostateczności moim Outbackiem, ale to najdroższa opcja.
  9. H4lik

    Kubica w F1

    Paaanyy, nie wiem, gdzie z tym, ale wybiera się ktoś z Forum na GP Węgier? Będę ze szwagrem jechał i mamy dwa wolne miejsca, ewentualnie dołączymy do kogoś, partycypując w kosztach. Wyjeżdżamy z okolic Wrocławia, ale tutaj jesteśmy elastyczni - w racjonalnej odległości możemy podjechać po kogoś, lub do kogoś. Starujemy 01.08, wracamy 04.08. Chcemy to zrobić w miarę budżetowo, żeby nie wszczynać rodzinnych awantur :P, więc najtaniej będzie UWAGA! Multiplą, która w tym tygodniu jedzie do serwisu i później na badanie techniczne, żeby zminimalizować niespodzianki, ewentualnie E-klasą, a w ostateczności moim Outbackiem, ale to najdroższa opcja.
  10. Dobrze, że tu trafiłeś, gdyż myślę, że aż tak wiele się nie zmieniło. Spróbuję odpowiedzieć, opierając się na wiedzy z 2015 roku: 1. Parkingi kosztowały pięć euro. 2. Pewnie, że się da, choć ja bym sobie darował, jeśli jedziecie pooglądać rajd, a przy okazji odpocząć. Przerabiałem, więc podzielę się, jak to wyglądało w praktyce - oglądanie pierwszych dziesięciu, bieg do samochodu, stanie w korkach, nerwówka, czy zdążymy, zerkanie na zegarek, ile minut nam zostało, itp. Nie polecam. Szybko się wyleczyliśmy, więc później taktyka była inna - pierwszy przejazd, odpoczynek, grill, czas wolny, nowe znajomości, drugi przejazd, Jyvaskyla park serwisowy, wyjazd na wybrany następny os, po drodze jezioro, przejazd/zapoznanie się z nim i wybranie miejsca, nocowanie, pobudka, śniadanie, pierwszy przejazd, itd... 3. Jeśli w dzień poprzedzający, np. wieczorem udacie się na trasę os i znajdziecie miejsce (wyznaczone, albo gdzieś na dziko przy samym odcinku), to nikt nie sprawdza biletów, więc zostaje opłata za ewentualny wstęp do parku serwisowego. 4. Litwa/Łotwa/Estonia - tak. W Finlandii lpg nie widziałem (to znaczy jest, ale tylko dla jakiejś grupy - rolników chyba i nie jest w normalnej dystrybucji) , więc warto w Tallinie dotankować się do pełna (zarówno gaz, jak i benzynę). 5. Nie pamiętam. 6. Bardzo dobry i wiele osób tak właśnie robi. 7. Jadąc Via Baltica i po Finlandii nigdy nie płaciłem za przejazdy. 8. Jestem pewien, że na każdym odcinku znajdziesz świetne miejsca do oglądania, łącznie z kultowymi przecież fińskimi hopami, ale miej na uwadze, że te "najlepsze" są okupowane już od wczesnych godzin, więc warto wziąć ze sobą składane krzesełka i jeśli jedziesz w grupie, to rozłożyć je i na zmianę pełnić dyżury. Szerokie łąki to może być odcinek Oittila. Sporo latania myślę, że będzie na Ruuhimäki. W każdym razie te najbardziej spektakularne hopki są zazwyczaj oznaczone chorągiewkami z metrami. Byłem i na Ouninpohji i na Kakaristo i mogę już nie pamiętać, ale część Kakaristo wchodzi chyba w odcinek Ouninpohji. Jeśli macie w planach park serwisowy, warto wybrać takie odcinki, które nie kończą się zbyt późno, żeby na spokojnie móc zdążyć dojechać do Jyvaskyli, zobaczyć serwis w akcji. Acha, w bazie rajdu (chyba dalej Paviljonki?) zawsze były darmowe mapy. Można też w drodze na którejś z licznych stacji Neste kupić magazyn rajdowy (chyba 10 euro kosztował wtedy) i tam są pięknie rozpisane odcinki. Weź pod rozwagę, że zawsze miałem karnet na cały rajd, więc na kilka rzeczy mogłem nie zwrócić po prostu uwagi. Coś jeszcze - z samego rana w parku serwisowym (kiedy jeszcze część ochrony nie przyszła, a część się odmula po nocy) można spróbować się wbić do miejsc normalnie poodgradzanych. W ten sposób udało mi się wejść do serwisu Roberta Kubicy (oczywiście stanąłem na uboczu, żeby nie przeszkadzać, a i tak miałem super szczęście, że Robert podszedł na chwilę ).
  11. Wrzucę link do wątku sprzed kilku lat, ale myślę, że znajdziesz nieco przydatnych informacji: Rajd Finlandii 2013
  12. H4lik

    Kubica w F1

    Eryk Mełgwa to inny poziom dziennikarstwa, moim zdaniem. Tak samo Mikołaj Sokół. Także wahałem się, czy kupić "Niezniszczalnego" przez wzgląd na osobę Cezarego, ale to jednak książka o Robercie, więc zamówiłem jeszcze przed premierą i ubolewam nieco, że nie jest autorstwa np. wspomnianego już Mikołaja. Z drugiej strony to, co napisał @beemowiec - dzięki niemu mamy tutaj sporo informacji na bieżąco.
  13. H4lik

    Kubica w F1

    Prawie dwa lata się nie logowałem, ale z Forum na bieżąco ciągle jestem i wracam z małą podpowiedzią - jeśli ktoś wykupił F! TV i mu nie działa, to proponuję testową wersję NordVPN (albo pewnie jakikolwiek dobry VPN) i połączenie się przez Stany, albo jakiś inny, znaczący kraj. U mnie normalnie nie działało, ale przez VPN ruszyła relacja od strzała. :D Pamiętać proszę o anulowaniu subskrypcji NordVPN, jeśli ktoś nie zamierza korzystać. === Wynik marny, ale to myślę zgodnie z oczekiwaniami. Ja i tak się cieszę, że mogę znowu zobaczyć Roberta w kokpicie bolidu F1. Tyle lat o to walczył!
  14. We Wrocławiu niedawno otworzono wypożyczalnię samochodów elektrycznych, w promocyjnej cenie 50 groszy/minutę jazdy, więc wziąłem z ciekawości na niecałe dwie godziny Nissana Leafa - ot tak, żeby posmakować tej nowoczesnej motoryzacji i poczuć na własnej skórze. Jakieś 25 lat temu jeździłem już w Chorzowie Melexem, ale sami rozumiecie... Odczucia: środek to dla mnie jakościowa padaczka, w porównaniu do mojego kilkunastoletniego Outbacka, w tym rozumieniu, że mnóstwo plastiku i to twardego, ale tak zapewne większość nowych tanich aut wygląda. W zeszłym roku przyjaciółka miała z wypożyczalni nówkę Aygo i tam było jeszcze dramatyczniej - nawet drzwi miały twarde, plastikowe boczki. No ale przejdę do istotnych rzeczy, bo to, co najciekawsze w tym Nissanie to jego silnik przecież. Tutaj odczucia bardzo pozytywne, a pierwsze, co uderza, to cisza po "odpaleniu". Skrzynia automatyczna, chyba bezstopniowa; aż tak nie wnikałem, a nie pamiętam, żeby biegi zmieniała. Dobra, przełączam na D i ruszam - o kurde, dziwne uczucie - samochód reaguje na gaz momentalnie, lekko wgniatając w plecy, a słychać jedynie dźwięk toczących się opon. Wjeżdżam na obwodnicę Wrocławia, pedał w podłogę i rozpędzam się szybciutko do 160 kilometrów na godzinę, po czym licznik ani drgnie - elektroniczna blokada. Zjeżdżam koło stadionu, kierując się w stronę Leśnicy. Tam spod świateł szybki start i to naprawdę daję frajdę - ten moment dostępny od ręki, bez kręcenia i ryków silnika. Do tego dochodzą specyficzne, nazwę je "elektryczno-mechaniczne" dźwięki, które nasuwały mi skojarzenia z wyścigu podów z Gwiezdnych Wojen, szczególnie podczas hamowania, gdy uaktywnia się system odzyskiwania energii (KERS, czy cuś). No właśnie - to też jest fajny bajer - miałem jeszcze 99 kilometrów zasięgu, spokojnie dojechałem do świateł, lekko hamując, a tu pyk i już 102 wyskoczyło. Przemierzając miejskie ulice spokojnym trybem, jest to naprawdę ekonomiczne, a do tego przy ekojeździe pomału na ekranie pokazuje nam się choinka (przynajmniej ja to tak zrozumiałem) - ot taki bajer dodatkowy. Podsumowując krótko - gdybym codziennie miał gnić w korkach Wrocławia, Warszawy, Poznania, czy Krakowa i do tego było by mnie stać, byłbym skłonny taki samochód kupić - koszt ładowania w porównaniu do spalania paliwa jest żaden, niska awaryjność silnika elektrycznego jest bezdyskusyjna, serwis szczątkowy, a spod świateł, jeśli ktoś ma fantazję, w 90% przypadków byłby i tak pierwszy. A coś jeszcze - myślę, że moc tego wypożyczonego auta jest celowo ograniczona, na rzecz dłuższej eksploatacji i w pełnym trybie kopa ma jeszcze większego. Polecam każdemu wypożyczyć choćby na kwadrans - koszt właściwie żaden, a przeżycie warte tych kilku złotych. Dla mnie to jest przyszłość motoryzacji. To lub woda/wodór.
  15. Bajeczka. Tutaj masz jego kolejny popis - http://walbrzych.naszemiasto.pl/artykul/jechal-przez-walbrzych-z-predkoscia-212-km-h,1614739,art,t,id,tm.html, a kilka dni później rozbił auto.
×
×
  • Create New...