Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 10/11/08 in all areas

  1. To ja zadam pierwsze pytanie Kiedy FHI wystawi zespoł fabryczny w WRC
    39 points
  2. Małe podsumowanie wczorajszego dnia z mojej strony. Na tor przyjechaliśmy około godziny 10:00, czyli jakieś 4h przed startem F1. Należą się spore brawa dla organizatorów, bo mimo tysięcy ludzi, nie staliśmy w kolejce dłużej jak 10-15 min. Toalet też było pod dostatkiem i nikt nie musiał stać w kilometrowych kolejkach. Wszystko zorganizowane naprawdę sprawnie. Jak już przeszliśmy przez bramki to mieliśmy sporo czasu na zwiedzanie "straganów", a było co oglądać. Przede wszystkim kilka historycznych bolidów Miejscówkę mieliśmy naprawdę dobrą. Widzieliśmy większość toru, w tym prostą startową, pierwszą sekcję zakrętów i co chyba najciekawsze dla kibica z Polski, garaż Roberta. Coś tam próbowali zaklinać bolid Roberta i chłopaków podczas treningu zmiany kół, ale jak wiemy na niewiele się to zdało W garażu obok Roberta parkowały samochód bezpieczeństwa i medyczny. Jak dla mnie najlepiej brzmiące maszyny tego dnia Sam wyścig F1 był poprzedzony Porsche CUP. W sumie nic specjalnego do oglądania. Taki trochę zabijacz czasu. Poza jednym "dzwonem" nic się nie działo Po Porsche najpierw była prezentacja kierowców a potem na torze pojawił się historyczny bolid Lotusa z wcześniejszej foki. Potem Damon Hill zrobił nim rundkę dookoła toru. Następnie zaczęły się wolne przejazdy I w końcu cała ceremonia startu I start Sam wyścig to już wiadomo jak było. Forma Williamsa jest fatalna Nieszczęsny pitstop Ale były też momenty że Robert był przed Ferrari i Red Bull'em ... choć trzy zakręty później już był z tyłu Co było do przewidzenia szampana pił znowu kierowca Mercedesa. Dominowały w Szanghaju bez dwóch zdań. Ferrari nie miało do nich podejścia. Kilka fotek innych samochodów Był to mój czwarty wyścig F1 na żywo i pierwszy z dobrym miejscem. Poprzednio miałem miejscówki gdzieś przy jednym zakręcie i brak widoczności na cały tor. Tym razem można było obserwować całą akcję. Do tego seria zakrętów po prostej startowej była miejscem kilku efektownych wyprzedzeń. Do tego widok na pitstop był wisienką na torcie. Co do samego wyścigu to: 1. Mercedes zdominował wczorajszy dzień. Ferrari nie miały podejścia. 2. Williams gra w słabszej lidze. Nie jedzie w zakrętach i na prostej. McLaren'y po dzwonie i przymusowym pitstopie, odrobiły straty i wyprzydziły Williamsa. 3. Robert niestety jest wolniejszy od Rusella i to sporo 4. Niestety widać też kto gra w tym duecie drugie skrzypce. Bolid Roberta jest zdecydowanie bardziej eksploatowany. Trening zmiany kół trenowali też na jego samochodzie. 5. Loga Orlenu nie widać na tym malowaniu. Jest bardzo słabo wyeksponowane.
    29 points
  3. Dzień dobry, podtrzymując forumową tradycję pragnę założyć nowy wątek o dosyć charakterystycznym tytule Dobrze pamiętam jak sam śledziłem (i wciąż śledzę) poczynania rajdowe Gacka555 w podobnym temacie. Dzisiaj, zachęcony przez innych użytkowników forum, zakładam nowy wątek.... o sobie. Wiąże się to z publikacją oficjalnej strony FB, którą wczoraj założyłem. Za chwilę wkleję treść oryginalnego zaproszenia do obserwowania tej strony. Zanim to uczynię, poinformuję że będę częściej zaglądał na forum niż przez ostatnie lata i będę aktualizował ten wątek o ważne dla mnie wpisy. Będą to bieżące informacje odnośnie moich rajdowych poczynań, możecie spodziewać się filmów z Subaru w roli głównej, onboardów itd. Aby jednak zachować odrębność tego wątku od strony na FB, nie będę tu zamieszczał wpisów dotyczących tego co już było. To znajdziecie na FB Zapraszam! --------------------------------- Treść oryginalnego zaproszenia: Witajcie! Chciałbym Was zaprosić do polubienia mojej nowej strony na FB. Nowi forumowicze pewnie mnie nie do końca kojarzą, ale starsi na pewno potwierdzą, że będzie tam baaardzo dużo o Subaru :). Jestem związany z marką już od 13 lat i przejechałem tymi samochodami wiele kilometrów, w najróżniejszy sposób. Pozdrawiam -- https://www.facebook.com/mpryczekrally
    28 points
  4. Szanowi Państwo, w związku z aktualnymi problemami spowodowanymi rozprzestrzenianiem się Coronoavirusa postanowiłem o przejściowej zmianie naszego logotypu i przesłania firmy. Wiem, że przekraczam swoje formalne kompetencje, ale Państwa życie i zdrowie jest dla mnie bardziej istotne od formalnych ograniczeń. I tego właśnie zdrowia w pierwszym rzędzie Państwu życzę.
    28 points
  5. Chlopie.....jak wiesz to mu napisz. Ma chlopak problem a Ty się bawisz w zlosliwostki....forum,koledzy,wyjatkowa marka,wspolnota-tez coś.
    28 points
  6. Kilka fotografii z zeszłorocznego wyjazdu w Karpaty Ukraińskie. https://baronphotography.eu/
    27 points
  7. Z Plejad opowieści Możesz marzyć o Imprezie, BRZ też żądze wzbiera, Ale jakeś jest wszechstronny, Kupisz Forestera! Ref.: Hej, Ha! Subaru dalej, Niech nasze zmysły pieści, Gdy lecimy bezdrożami, Z Plejad opowieści. Ma Forester wcieleń wiele, Które dybią na człowieka, Gdy „oblukasz” sobie wszystkie, Wybierzesz XTeka! XV w mieście jest cudowny, Szczupły rozmiar cenię z wiekiem, Kupiłbym go jutro, zaraz, Gdyby był XTekiem. Choć wygodą Outback kusi, Czego jestem miłośnikiem, Nie wożę nim czterech liter, Bo nie jest Leśnikiem. Levorg wdziękiem oko wabi, Niczym ogier cwał przyrzeka, Trochę jednak mu brakuje, Koni do XTeka. ESTIaj jest najwspanialszy, Większość dróg na niego czeka, Lecz brakuje mu przycisku: Transformuj w XTeka! Ma i XTek jedną wadę, Co świadomość mi rozdwaja, Na Plejadach brak przycisku: Przekształć w eSTIaja! Przejdźmy zatem już do pointy, Bo się udać czas do baru, Chcę mieć auto wszech jeżdżące, Co się zwie Subaru!
    27 points
  8. Po dłuższym czasie zebrałem się w sobie, żeby opisać nasze tegoroczne doświadczenia z Plejad. Po skończeniu lekko załamałem się długością tego co wyszło, ale i tak pominąłem historię, skądinąd ciekawą o rodowodzie "Plejadowozu" Kto dotrwa do końca stawiam piwo na Plejadach 2016 Czas opisać nasze doświadczenia z tegorocznego Zlotu Plejad, który przejechaliśmy 32 letnim Subaru Leone podniesionym przez mojego (tym razem;) ) kierowcę. Skupiłem się tylko na wątkach samochodowych, bo było ich tak wiele, że cały Zlot przypominał kalejdoskop. Historia projektu „Plejadowóz” zaczyna się w roku 2014, przed Zlotem Plejad w Wiśle na który auto nie dojechało i obejmuje więcej dramatycznych wątków, niż dzieje rodziny Foresterów (nie Subaru ) W tym roku nie było odwołania – jedziemy ! Silnik po ubiegłorocznych problemach z temperaturą trafił do ponoć jednego z najlepszych zakładów obróbki w kraju. Po odebraniu i włożeniu do auta mieliśmy zapomnieć o jakichkolwiek problemach…. Nie zapomnieliśmy, a motor śmiał nam się w twarz dalej puszczając ciśnienie w układ chłodzenia. Marcin wraz z Głównym Menadżerem zespołu w osobie swojego taty znów wytargał silnik z komory i i zawiózł do Znanego Zakładu. I znów. I znów. Nowe uszczelki definiowały pojęcie „jednorazowości” dużo skuteczniej niż maszynki do golenia. Tydzień przed Plejadami odpuściliśmy nierówną walkę. Potrzebny nam inny motor – trzeba poskładać na szybko z tego co jest pod ręką. Blok, wał, korby, tłoki, pierścienie (lekko używane, ale na nowe nie ma czasu) i kilka godzin później odpalenie. Nie ma oczekiwanego ognia, za to jest dym z wydechu… Ta wybranka serca nie toleruje nawet lekko używanych pierścionków – trzeba szukać innego rozwiązania. 2 dni do Plejad. - Marcin nie mamy auta ! -Auto mamy… Brakuje tylko silnika. -….. -Dobra Iwan, daj spokój ! Wyciągam silnik z bordowego XT. Tam jest co prawda inny kolektor i wiązka, ale dół podejdzie. Jest TD05 po regeneracji i pójdzie jak złe ! -Zdążysz? -Tiaaa… Wyśpię się w Arłamowie. Środa – dzień wyjazdu Z Marcinem spotkałem się na myjni, na warszawskim Mokotowie. Auto przyjechało już częściowo oklejone w hawajsko-aloha-surferskie-hibiskusy. Istny łamacz karków – ogląda się każdy i w każdym wieku. Tylko przelotu brak. Zdecydowanie za cicho. -Sieeeeema ! Jest moc ! -Moc nieszczególnie. Turbo nie ładuje więcej niż 0,5 bara – ma mniej mocy niż seria (136KM). Za to przed chwilą na światłach podrywała mnie pani po 30tce, mama dwójki dzieci. Ponoć cholernie dobrze się prezentuje Na turbinę nic na szybko nie poradzimy, więc przynajmniej myjemy Plejadowoza i zaczynamy naklejać nasze pierwsze w życiu oklejenia. Kolejne hibiskusy lądują na aucie z mniejszą bądź większą ilością bąbli, w zależności od skuteczności żartów w danej chwili. Zakupy, prysznice i pakowanie przeciągają się niemiłosiernie, ale w końcu udaje się – ruszamy ! Humory mamy świetne i nic tego nie zmieni. Klimat starego, podniesionego subaru, niepowtarzalny zapach auta z historią, brak klimatyzacji i tempo podróży jak na wakacyjnych wyjazdach z dzieciństwa. Plan przewiduje zaliczenie po drodze badania technicznego, którego wóz nie posiada (w zasadzie jest pierwszy raz na drodze po poskładaniu) i dojazd do Arłamowa akurat na wieczorną imprezę wcześniaków. Na przegląd zatrzymujemy się w SKP przed Rykami, przy trasie na Lublin. Pan wychodzi ze stacji, ogląda auto z ciekawością, po czym….nawet nie wpuszcza nas na halę, ze względu na lekko przyciemnione szyby. Kolejne kilometry uciekają spod klockowatych opon. Krajówka na Lublin zmieniła się w drogę wojewódzką na Biłgoraj. Środek niczego… -Iwan, rozglądaj się za stacją paliw. -Gdzie? Tu? -Aha…. Kolejne słupki dystansowe znikają nam za plecami, a ani mapa, ani nawigacja nie zwiastują niczego co dawałoby nadzieję na tankowanie. Ostatecznie na stację Orlenu wjeżdżamy bujając wozem, aby nie zgasł. Śmiejemy się ruszając dalej – mamy pełny bak ! Możemy wszystko ! Jeszcze tylko ten przegląd… Rozpatrujemy opcje – możemy odbić do Zamościa gdzie są SKP czynne do 21, lub walić dalej na południe i liczyć na łut szczęścia. -Iwan znajdź mi SKP na wsi. Taką koło domu, gdzie nikt nie przejmuje się godzinami pracy, czy przyciemnieniem szyb. -Masz jeszcze jakieś życzenia? Może dodatkowe 200KM w motor? Albo obszyć Ci deskę skórą na szybko? Cholerni Warszawiacy… myślą, że wszystko poza W to wieś… Łapie za CB radio i zaczynam dopytywać „mobilków” o czynną po 17 SKP w okolicy. Jest namiar ! Trzeba dołożyć kilka km, ale nie będziemy biegać za BT w Arłamowie. Kilka km przed stacją tablica z numerem telefonu – dzwonię: -Dzień dobry. Chciałbym dowiedzieć się, czy jeszcze Państwo pracujecie. -Jak trzeba to pracuję… Jest dobrze ! Takiego kogoś nam potrzeba. Jedziemy wg wskazówek na koniec świata, gdzie znajdujemy… wyśnioną SKP Marcina. Prywatny dom, spora posesja i kawałek hali na podwórku. Sympatyczny właściciel pyta nas o subaru, Zlot, węże od gazu (w jego opinii, w naszej jednak od wodnego intercooolera) i poleca pyszne pstrągi po drodze do Arłamowa. Wyjeżdżamy w dalszą drogę z pozytywnym wynikiem badania i jeszcze pozytywniejszymi humorami. Droga Frompol – Biłgoraj. Las Auto czka 2 razy i zaczyna zwalniać -Marcin, co jest? -To nie ja ! Coś klękło. Zjeżdżamy na zatoczkę autobusową i zaczynamy diagnostykę. Brakuje paliwa, albo iskry… Na pierwszy ogień idą świece, cewka, pompa. Elektrycznie wygląda na ok, więc zaczynamy sprawdzać pompę. W końcu znajdujemy przyczynę awarii – spalony bezpiecznik. Jeden z 4, kawałek linki miedzianej w izolacji. Szukamy czegoś na zamianę, ale wszystkie nasze części i narzędzia mają dojechać w drugim Leone, jutro. W końcu znajdujemy wciśnięty w kieszeń drzwi wkrętak z próbówką na cieniutkim przewodzie. Po chwili dysponujemy już lichym zastępstwem bezpiecznika. Palce skrzyżowane i odpalamy - Leone żyje ! Przez jakieś 20 sekund… Potem zadymia lekko spod maski i znów odmawia posłuszeństwa. Przewód okazał się za cienki. Stoimy przez cholerny kawałek miedzi, ale w zasięgu wzroku nie ma nic, co mogłoby nam pomóc. Najbliższa cywilizacja – według znaku niecały kilometr dalej jest zajazd z pstrągami. To te pstrągi z SKP! Niestety jest po 19 i szansa, że ktoś nam pomoże jest raczej niewielka. Uzbrojony w multitoola zaczynam oglądać podświetlane znaki aktywne na drodze. Powinny być zasilane tym, czego potrzebujemy. Jak na złość przewody pochowane co do centymetra. Marcin zrywa się z krawężnika i jak poparzony biegnie na tył auta. Po kilku sekundach ryczy zwycięsko niczym byk na rykowisku i wyciąga z jakiegoś, umieszczonego chyba w kielichu schowka, przewody zapłonowe. Przysiągłbym, że sprawdziliśmy wszystkie te cholerne skrytki ! Bezpiecznik jest gotowy minutę później. Auto…nie działa. W końcu dłonie wrażliwe niczym u Kwinto wymacują niepracujący przekaźnik pompy paliwowej. Musiał polec razem z bezpiecznikiem. Próbujemy obejścia i podpięcia pompy „na krótko”, ale bez efektu. W końcu, lekko podłamani dzwonimy po lawetę. Ma być w ciągu godziny – dojeżdża po 4. Do Arłamowa docieramy w środku nocy, budząc część osób przy zrzucaniu auta. Czwartek Do Arłamowa dojechało nasze auto serwisowe ! Mamy narzędzia ! Mamy części ! Raj ! Wymieniamy przekaźniki pompy paliwowej (padły oba) i Plejadowóz znów jeździ. Turbo dalej nie chce pompować, a węże od chłodnicy są cholernie twarde, ale to już szczegóły. Piątek Pierwsza próba sportowa – pierwsze testy w terenie – pierwsze szybkie jeżdżenie Leone. Przybijamy „żółwia” na szczęście i lecimy. Początek niczego sobie – wykręcamy najlepszy czas z 6 sekundami do następnego. Na drugiej próbie oglądamy przejazdy innych załóg i mamy sporo czasu na planowanie. Prosta trasa, dwa okrążenia do zrobienia. Po pierwszym jestem pewien dobrego czasu, pół sekundy później rzeczywistość sprowadza mnie na ziemię. -Nie zwalniaj! Ogień! -Iwan, coś pierdzielnęło ! On nie jedzie ! O dobrym czasie już możemy zapomnieć, ale może chociaż unikniemy taryfy. Silnik dławi się raz za razem i gaśnie 15m przed metą. Wyskakuję z auta. -Pchamy! -Gdzie? Pod górę? -Damy radę ! Chwilę później już wiemy, że jednak nie damy. Spychamy auto z trasy i podnosimy maskę. Diagnoza zajmuje 20 sekund, naprawa minutę. Rura od dolotu spadła z kolektora – cholerny cybant ! Cała awaria usunięta i auto jest sprawne zanim druga załoga za nami ukończyła swój przejazd. Pytamy o możliwość powtórzenia próby, ale nic z tego. Zwycięstwa vs taryfy – 1:1 Próba sportowa nr 3 – Prosty podjazd po stoku góry - tutaj z naszymi mniej niż 200Nm nie wygramy. Pytamy chłopaków przed nami o cyfry w ich Foresterze, ale słysząc 450 odpuszczamy dowiadywanie się u innych załóg. Na starcie solidnie przypalamy sprzęgło; skleja dopiero po kilku sekundach. W ¾ odcinka zaczyna się gruby wyryp, a my musimy wrócić do domu na kołach. Odpuszczamy. Na mecie mamy 8 czas. Sprawdzamy płyny i ruszamy na 56km dojazdówkę. Na leśnych kamienistych drogach tył odpływa trochę zbyt nadsterownie. Prawdopodobnie któryś z tylnych zacisków nie odbija przegrzany – przejdzie. Kilkanaście kilometrów później Leone wpada w wibracje – mamy awarię i to zdecydowanie poważną w układzie napędowym. Zatrzymujemy się i zaczynamy kombinować. Z zewnątrz nie widać nic niepokojącego, ale przy próbie ruszenia silnik wygląda jakby miał wyskoczyć z poduszek. Coś go ewidentnie blokuje. Skrzynia? Dyfer? Spinamy centralny dyferencjał i próbujemy raz jeszcze. Jedynki nie mamy, ale z dwójki auto rusza. Przejeżdżamy tak kilka kilometrów, ale po wyjeździe na asfalt jest tylko gorzej. Stajemy. Frustracja – to jedyne słowo opisujące sytuację. Jutro pojedziemy, choćbyśmy mieli przekładać skrzynię, albo dyfer z drugiego Leone, ale dziś raczej nie mamy o czym myśleć. Stoimy naprzeciwko Plejadowozu i patrzymy w ciszy w jego smutne reflektory. Wygląda… dziwnie. W ułamku sekundy wiemy, co nie pasuje na tym obrazku. Przednie koła skręcone są lekko na zewnątrz. OBA na zewnątrz ! Rzucamy się do lewego przodu i ściągamy z felgi dekielek. Spod niego wypada nam na rękę nakrętka trzymająca piastę… Yyy.. ok. -Iwan, potrzebujemy nasadowy 36 i to szybko! Rozglądam się dookoła. Z jednej strony las, z drugiej kawałek pola z 3 namiotami na nim. Mieszkańcy namiotów już stoją w pobliżu i służą dobrą radą właściciela audi A4. Kluczy jakichkolwiek oczywiście nie posiadają. Biegnę 100m do domu właściciela pola. Drzwi otwiera mi jego żona: -Mąż jest za domem. Może coś pomoże, bo jakieś tam klucze ma. Jakieś. Jakie są szanse, że będzie miał nasadkę 36? Hmm.. Właściciel pola wysłuchuje mnie i prowadzi do garażu. Tym razem ja nie doceniłem mieszkańców Bieszczad. Kiedy podnosi drzwi garażowe moim oczom ukazuje się warsztat wyposażony we wszystko co do szczęścia potrzebne z tokarką, migomatem i wiertarką stołową włącznie. Dostaję do ręki walizkę z nasadkami do rozmiaru 50 i biegnę do auta. Mój dobroczyńca pojawia się tam dłuższą chwilę później (on nie biegł ), z drugim kompletem kluczy w mniejszych rozmiarach, w ręku. Próbujemy złożyć całość do kupy, ale frez na półosi mocno oberwał i nawet nabijanie piasty młotkiem nie pomaga. Kolejne minuty uciekają, a my szlifujemy półoś ze stali maszynowej jakimś kawałkiem przypadkowego pilnika. W końcu przywracamy stan niemal fabryczny i udaje się elegancko poskładać piastę z łożyskiem. Dziękujemy w pośpiechu właścicielowi pola, oraz obozującym na nim, za pomoc i ruszamy gonić stracony czas. Wjazd na następną próbę usytuowany jest po kilkusetmetrowym spadaniu asfaltem. Marcin wciska zawczasu hamulec, ale auto nawet tego nie zauważa. Mój kierowca używając chyba 5 rąk (a był to początek tego, co miało go w czasie zlotu czekać, ale nie uprzedzajmy faktów) hamuje biegami i ręcznym (w Leone na przednią oś) zatrzymując nas jakieś 200m na zjazdem. Zawracamy i tym razem udaje się wjechać w bramę. Rzucamy się pod auto akurat, żeby zobaczyć jak resztki płynu hamulcowego ściekają z urwanego przewodu hamulcowego. Prawy tył – jednak nie odbił, a zacisk trzymał tak długo, aż oberwał całe jarzmo. Później, swobodnie kręcąc się z kołem, spowodował zerwanie przewodu. Hamulce nie działają kompletnie, a kolejne auta z terenowej mijają nas ruszając już na następny odcinek. W tym miejscu również chyba przewidziany był obiad, ale nie sprawdzaliśmy tego zbyt wnikliwie. W serwisowym Leone mamy olej, płyn chłodniczy, do wspomagania, nawet spryskiwaczy, ale nie litr hamulcowego. Rzucam się szukać chłopaków z serwisu, kiedy Marcin wraz z tatą zaklepują kombinerkami sztywny przewód, żeby powstrzymać wyciek. Jest ponad 30 stopni i cały czas pod górę. Płuca dosłownie płoną już po 200 metrach. A podobno to kierowca jest fizycznym, a pilot umysłowym W końcu odnajduję chłopaków z serwisu na samym końcu tego cholernego obiektu. Rzucają się do pomocy i chwilę później mam w ręku 2l płynu z ich prywatnych zapasów ! DZIĘKI ! JESTEŚCIE WIELCY ! Teraz znów sprint, tym razem do wozu. Zalewamy układ płynem i trochę odpowietrzamy, ale zagnieciony przewód i tak puszcza, więc hamulców po prostu nie będzie i tyle. Walimy na próbę, bo i tak jesteśmy spóźnieni. Przed startem kolejka kilkudziesięciu aut. Turystyczno – terenowa jedzie tę samą trasę. Biegnę, znów pod górę. Tym razem jest jeszcze bardziej stromo. 50 metrów i wracam do samochodu. -Pieprzę to ! Wal na górę lewą stroną ! Dojeżdżamy w pobliże startu prowadzeni na wszelki wypadek rozwścieczonym wzrokiem kierowców z tur-ter. Łapiąc jeszcze oddech po biegach tłumaczę obsłudze PKC, że jesteśmy z zakończonej już terenowej. Godzą się nas wpuścić i zmierzyć czas. -Dobra Iwan lecimy, najwyżej będziemy hamować na Flinstona -Nie przepałuj. Na tych spadkach bez hebla i tak nie zawalczymy. Marcin znów wyciąga swoje 5 rąk – kręci kierownicą (a w 30 letnim Leone krótki magiel raczej nie występował ), zmienia biegi, ba hamuje nimi, a dodatkowo ciągnie ręczny (przypominam – przednia oś) na hamowaniach i odpuszcza po nich. Resztki hamulców pojawiają się po 4-5 naciśnięciu pedała. Nogi chodzą non stop. Walter Rohrl w Portugali z 1985 ? Dawać go ! Mój kierowca był wtedy szybszy. Próbę kończymy z 5. czasem. -Lecimy na dół i na następną próbę, czy według książki? -Według ksiązki. Decyzji o swojej uczciwości pożałowaliśmy kilka minut później. Brak możliwości wycofania, ogrodzenie z prawej i z lewej strony i 3 metry do naszej dyspozycji po środku. 3 metrowy pas opadającej wściekle w dół, wysuszonej na kamień gliny. Cholernie skoleinowanej gliny. Jeśli wpadniemy z którąś z tych kolein jadąc wolno zawiśniemy na amen. Jeśli wpadniemy jadąc szybko będziemy liczyć rolki po przestrzeleniu ogrodzenia. Możemy tylko trzymać odbijającą się od odcinki jedynkę i modlić zjeżdżając kolejne metry. Dla mnie osobiście był to najmocniejszy punk Plejad który sprawił, że moje szorty zafalowały. W drodze na kolejny odcinek wsparliśmy się również 8 litrami benzyny ściągniętymi z auta serwisowego, przed filtrem paliwa. Wydaje się, że zaciśnięty zacisk z tyłu popsuł nam nieco ekonomię. Dojazdówka przebiega spokojnie, nie licząc klaksonu, który na wybojach po prostu odpada od kierownicy. I dobrze – po co komu ten kawałek plastiku ? Redukcja masy ! Na PKC przed próbą nr 5 jesteśmy przed czasem, według obsługi punktu. Moim zdaniem mamy grube spóźnienie, ale nie będę dyskutował z taką opinią. Próba prawie do końca idzie przyzwoicie, jeśli można tak nazwać jazdę bez hamulców. Na ostatnim zjeździe przestrzeliwujemy zakręt w taśmę. Tracimy kilka sekund na cofanie i dzida przez ostatni nawrót do mety. Na nawrocie auto wyskakuje w powietrze, za to prawe tylne koło wynajduje jakąś dziurę… Zatrzymujemy się na mecie z 8. czasem i uczuciem, że coś z Plejadowozem jest cholernie nie w porządku. Kubicowskie szczęście – nikt inny z jadących tam nie oberwał. Oglądamy tylny zawias i dotychczas żółtą sprężynę, którą przed chwilą koło obrało z farby do metalu. Amortyzator wygląda dramatycznie – krzywa sztyca i skrzywione mocowanie. Morale spada nam momentalnie. Tego elementu nie przełożymy nawet z serwisowego Leone, które siedzi na lekkiej glebie. Przed oczami staje nam Colin prostujący wahacz tłukąc w niego kamieniami. Pieprzyć to ! Musi się udać ! Ściągamy amor ze sprężyną z auta i biegniemy na górę trasy, gdzie znajduje się stalowa konstrukcja. Szukamy otworu w kątownikach, w którym moglibyśmy zablokować amortyzator do prostowania. Większy problem pojawia się z mocowaniem, ale opuszczając samochód na lewarku dostajemy całkiem niezłą prasę. Po 20 minutach ruszamy w dalszą drogę. Plejadowóz jedzie, ale każdy wybój powoduje, że serce podchodzi nam do gardła. Mamy świadomość, jak licha jest trwałość naszego rozwiązania. Przed skrętem na bród przez San, w Myczkowcach amortyzator nie wytrzymuje. Tym razem nie ma zwątpienia – musimy dojechać. Prostujemy amortyzator o słup energetyczny, ale brak nam wiary, że dojedziemy w ten sposób do końca dnia. -Trzeba szukać spawarki – stwierdza na głos coś oczywistego Marcin. Rozglądamy się dookoła – same wiejskie domki z ogródkiem, zamieszkane przez starszych ludzi. Bez szans. Najmniejszych. -Idę Marcin dalej kombinuje z mocowaniem, a ja typuję gdzie zacząć poszukiwania. Na pierwszy ogień biorę dziadka koszącego trawę, ale dostępu na posesję broni dorodny i agresywny pekińczyk. Może chociaż gość coś podpowie ? Musi być tu jakiś mechanik. W końcu pan zauważa moją skromną osobę machającą przed bramą i wysłuchuje mnie cierpliwie. -Spawarka….hm…. -No tak. Może pan kojarzy kogoś… -No tak, no tak….spawarka…. No dobrze. To dawaj pan to. -Pan ma spawarkę? -Toć mówię przecież dawaj pan ! Biegnę po Marcina i razem z jego tatą wracamy do naszego, jak się okaże dobroczyńcy. Pan nie tylko ma spawarkę (a w zasadzie 2), ale zawodowo zajmował się spawaniem. Z kawałka stalowego ceownika przygotowujemy konstrukcję zbliżoną do tej z dakarowego Touarega. Minuty uciekają jedna po drugiej, ale wiemy, że tutaj są tylko dwie opcje – zrobimy to dobrze, albo znów za chwilę staniemy. W końcu gotowe ! Rzucamy się do auta i składamy graty w jakimś niesamowitym tempie. Jeszcze tylko solidny uścisk dłoni pana od spawarki, jakieś rozliczenie i gonimy dalej! 400 metrów dalej przejeżdżamy przez San. Zawias pracuje bez zastrzeżeń. We wstecznym lusterku widzimy jak nasze serwisowe Leone przejeżdża ¾ brodu, po czym dławi się i staje w miejscu. -***** *** ! Przecież tam jest stożek i customowy dolot ! Nabrał wody ! -Pchamy ! W całym tym bałaganie skupiliśmy się tylko na Plejadowozie, nie myśląc o ograniczeniach drugiego samochodu. Marcin cofa w rzekę, a ja podpinam pas do holowania. Ciągniemy za sobą nieprzytomnego bliźniaka, aż wyjeżdżamy w suchsze miejsce i tam robimy szybki serwis. W cylindrach jest woda, ale wiele więcej raczej się nie stało. Wykręcamy świece i kręcimy rozrusznikiem, żeby wylać wodę z silnika. Jeszcze tylko przetarcie przewodów zapłonowych i kopułki rozdzielacza i składamy. W 10 minut samochód jest gotowy do jazdy. Dojeżdżamy na następny punkt w książce drogowej. Prób sportowych już dziś nie ma, ale musimy ukończyć zadania, zanim obsługa odjedzie z punktów. Na peron stacji kolejowej wbiegam zastając tam ekipę medialną popijającą piwo z lokalnego browaru. Nie mają pojęcia jak bardzo im zazdroszczę. -Jesteśmy spóźnieni. Puścicie nas jeszcze? – pytam obsługę punktu -Jasne. Musimy tylko obrócić drezynę. Jako wzmocnienie załogi dostaję przypadkową rodzinę. Mama z trójką dzieci siada z tyłu, a tata, w sumie niewiele starszy ode mnie na sąsiednim siedzisku „napędowym”. Chyba spodziewali się rekreacyjnej wycieczki – błąd. Szybko uświadamiam mojego przypadkowego towarzysza, że ma włączyć turbo i pedałować, jakby od tego zależało jego życie. Muszę przyznać, że naprawdę się starał. Po drodze okazuje się, że pan też jest „samochodowy” i posiada m.in. volvo amazon – od razu było wiadomo – swój chłop ! Dojeżdżamy do browaru, gdzie już czeka Marcin. -Co z autem? -Wszystko ok. Jedzie. Żegnam się z moimi nowymi znajomymi i biegniemy do browaru. To już koniec pędzenia na dziś. Browar okazuje się prawdziwą żyłą płynnego złota. Mimo wszystko, jesteśmy gdzie jesteśmy i dojechaliśmy tu na kołach. Do bazy zlotu wracamy jako ostatni. Szczęśliwi. Sobota Kolejny dzień zaczynamy od sprawdzenia auta i uzupełniamy płyn hamulcowy. Węże od chłodnicy twarde. Pierwsza dojazdówka nie wygląda na zbyt trudną, ale nauczyliśmy się już, że należy zachować czujność. I słusznie. Przejeżdżamy z hotelu 700m na lądowisko, gdzie Plejadowóz przestaje pracować. Tym razem reakcja jest spokojna i sprawna, nie mniej niż w pit stopie F1. Po 2 minutach mamy zidentyfikowaną awarię przekaźnika pompy paliwowej, po 3 jesteśmy gotowi do jazdy. Przy okazji mocujemy ułamane pióro wycieraczki na trytytki. Dojedzie już tak do domu, sprawdzając się doskonale. Trasa próby nr 6 świetna. Techniczna i wymagająca myślenia, ale pozwala też zaszaleć, co pokazali np. chłopaki z 214 (pozdro!). Problem tylko w tym, że wymaga też hamulców, których nie mamy. Przez moment jestem pewien, że przepałowaliśmy, ale Marcin jakimś cudem trafia z hamowaniem w punkt. Hamowaniem silnikiem, ręcznym i jakimś dramatycznym pompowaniem pedału. Na metę wjeżdżamy z czwartym czasem. Na dojazdówce doganiamy traktor ciągnący przyczepę z drewnem. Zadziwiająco głośny. -To on czy my? -Nie no…on Traktor wyprzedzony, ale dźwięk pozostał. To jednak my. Od wibracji poluzowała się obejma łącząca wydech z końcową puszką. Wreszcie mamy przelot i subaru brzmi jak brzmieć powinno. Marcin najpierw trochę wybrzydza, ale potem stopniowo przekonuje się do nowego układu Po drodze przystajemy jeszcze na chwilę, ze względu na dźwięki zawieszenia na prawym, przednim kole. Kocyk, szybka inspekcja i po 5 minutach dociągamy poluzowaną od wstrząsów nakrętkę na drążku reakcyjnym. W międzyczasie mija nas załoga 224 i jak zwykle proponuje pomoc. Już się zwijamy więc dziękujemy naszym, na marginesie największym konkurentom, stanowiącym punkt odniesienia. Jazda z nimi, załoga po załodze i walka na odcinkach była prawdziwą przyjemnością. Ponad 45km dojazdówki, to niemało. Tym razem Marcin zachował czujność godną ważki. W pewnym momencie po prostu zjechał na pobocze. -Hebel tył nam trzyma znowu. Mamy tylko jeden, więc przynajmniej nie musimy się zastanawiać który to Podniesiemy auto i spróbujemy go rozruszać kręcąc kołem i tłukąc w zacisk. Auto w górę i chwytam za felgę. Przez sekundę głowa analizuje to co widzą oczy, kiedy zacisk kręci się wraz z kołem. -Znowu jarzmo ! – Krzyczę do Marcina. Zacisk kręci się wraz z tarczą. Dziś jesteśmy lepiej przygotowani sprzętowo, więc szybko zrzucamy koło i piastę. Mijają nas chłopaki z serwisu proponując pomoc, ale wiemy już co i jak – potrzeba nam tylko kilka minut pracy. -Ciekawe co teraz sobie myślą – śmiejemy się. – Pewnie już idzie info, że Leone znowu stoi! -Przynajmniej nie zawracamy im gitary bez potrzeby Tym razem sytuacja nie jest zła. Przewód miękki ledwie się pokaleczył i nie puszcza płynu. Znajdujemy 2 płaskie kamienie, które wciskamy między klocki i całość solidnie oklejamy taśmą izolacyjną. Na koniec zacisk ląduje podczepiony na trytytki pod amortyzatorem. W 20 minut od zatrzymania ruszamy w dalszą drogę. Udało nam się tym razem nie stracić przewodu, ale zostajemy już tylko z dwoma przednimi i solidnie zapowietrzonymi zaciskami. Pot płynie po plecach, ale uśmiechy nie schodzą nam z twarzy. Stoimy na PS7 i oglądamy przejeżdżające załogi. Próba nie porwała nas za bardzo – mało techniczna, a jedyne miejsce, gdzie można mało zyskać i wiele stracić to hamowanie na śliskiej trawie. Tiaaaa….Hamowanie. Próbę kończymy z 8. czasem. Przednie klocki powoli stają się wspomnieniem. PS8 – mimo potrzeby regularnych zatrzymań próba dużo ciekawsza. No i tutaj pilot ma przynajmniej co robić Marcin po raz kolejny mnoży ilość swoich rąk kierując, hamując i zmieniając biegi jednocześnie. Standardowa procedura powtarza się raz za razem: ustawić auto, zaciągnąć ręczny, hamować biegami, odpuścić ręczny, równocześnie cały czas pompując pedał hamulca. Wjeżdżamy na metę z uśmiechami od ucha do ucha. To było coś ! Bez hamulców ! Próbę zaliczamy z drugim czasem. Oglądamy jeszcze przejazd Maćka z żoną i lecimy dalej. Na próbę numer 9 dojeżdżamy wściekli po katującej auto dojazdówce przez betonowe płyty. Znów straciliśmy gdzieś trochę czasu i trafiamy na PKC za peletonem. Na trasie są 2 miejsca gdzie można zyskać jazdą blisko drzew , tylko trzeba do tego czuć auto. To nasza szansa ! Marcin manualnie wzbija się na poziom poza jakimikolwiek wyobrażeniami ! Kręta, trudna trasa to to, czego nam potrzeba ! Wykręcamy drugi czas i….przestrzeliwujemy metę o metr. Zabrakło hebla. Żal i złość aż kipią nam w środku. Mimo, że Maciek z 224 był tu szybszy, uważam tę próbę za naszą najlepszą. Pozostaje ruszać dalej. To je rally. Na próbę „Wyciąg” wjeżdżamy nadal nie nadrobiwszy straty do kolumny. Pan z PKC jest wyraźnie wściekły, że ktoś pojawia się tak późno. Próbujemy wytłumaczyć mu nasze przypadłości, ale bezskutecznie – zniszczyliśmy mu dzień i już. W połączeniu z naszymi jeszcze niemrawymi humorami po ostatniej mecie, chcemy po prostu przejechać to i lecieć na kolejny odcinek. Dodatkowo taka krótka próba na rozpędzenie pod górę promuje technikę ale auta, a nie jazdy. Kończymy z ósmym czasem. Staramy się nie myśleć o regularnie wyrzucanym spod korka płynie chłodniczym, po ostrzejszym przyciśnięciu. PS10 – też wyciąg, ale zupełnie inny. Dłuuuugi, trudniejszy biegowo (jeszcze jedynka, czy już dwójka?) i z zagotowanym foresterem stojącym w 1/3 trasy. Nie wróży to za dobrze. I dlatego trasa podoba nam się z automatu. Decyzja – wszystko na jedynce i odcinka cały czas. Byle tylko dał radę… Głaszczemy Leone po masce i obaj w myślach błagamy je o kolejny wysiłek. 3…2…1…Start ! Marcin drze na jedynce zgodnie z planem. Trasa to 2 ślady opon na stoku. Nagle ślady rozjeżdżają się w 2 strony. Lewy, czy prawy? Prawy ! Marcin jedzie lewym. -Źle ! Prawym ! -Nie, dobrze jest ! -Co Ty…. Po prawej przemyka nam hopa na około 70cm wysoka,. Gdybyśmy jechali prawym śladem pewnie tutaj zostawilibyśmy definitywnie zawias. Leone wrzeszczy z całych sił pozbawionym tłumika wydechem. Soczyste „rooooarrr” niesie się po całym stoku. Boże, jak obłędnie to musi z boku wyglądać… Chwilowe wypłaszczenie i zmiana planów. -Dwója ! Marcin zapina drugi bieg i przez ułamek sekundy wisimy w niepewności – da radę, czy turbo siądzie i właśnie straciliśmy szanse na dobry wynik? Plejadowóz rwie do przodu bez zająknięcia. To je rally ! Zatrzymujemy się na mecie w kłębach pary spod maski. Chłopak mierzący czas dopada do nas jąkając się z podniecenia. Jego uśmiech jest chyba tak wielki jak nasze. -Macie pierwszy czas ! 4 sekundy na minutowej próbie do drugiej załogi ! -Chłopie wóz nam się gotuje! -Już, już! – odbieramy kartę i ruszamy na dół. Musimy jechać, aby wystudzić auto, ale równocześnie nie możemy jechać w dół nie mając hamulców. Koniec końców trawersujemy przez jakiś czas po stoku aby spowolnić zjazd. Udaje się nam dotrzeć do podnóża w całości. PS11 – ostatnia próba na zlocie, czyli PS6 w drugą stronę. Wiemy co i jak, znamy też ograniczenia sprzętowe Przed przejazdem prosimy chłopaków z serwisu o przestawieniu outbacka stojącego na wprost jednego ze zjazdów. Chyba traktują to jako żart, ale nam bez hamulców naprawdę grozi, że możemy wbić się w jego boczne drzwi. Ostatnia próba – kibicuje Dyrekcja i część załóg z czuba terenowej, z którymi z racji pozycji na końcu stawki nie mogliśmy widywać się na odcinkach. Jedziemy bez finezji, trochę siłowo. Szósty czas. Jeszcze 800m dojazdówki do hotelu i kończymy Zlot Plejad w 32 letnim kombiaku przebudowanym na podjeździe pod domem. Ostatecznie klasyfikujemy się na 6. miejscu. Pozostaje trochę niedosytu i „co by było gdyby”, ale przecież nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa!
    27 points
  9. Przewietrzyłem świnkę, pies się wybiegał i z kobitą posprzątaliśmy trochę las.
    26 points
  10. Cześć, najstarsze zdjęcie z domowych zbiorów: Impreza GT GF8 MY96 - auto Taty. I w ten sposób choroba się zaczęła... Rok ok 1998
    25 points
  11. Nic dodać, nic ująć. Bardzo dziękuję wszystkim za ciepłe słowa Kurcze tyle lat już jestem na tym forum, że czuje się w obowiązku napisać coś więcej, więc wklejam, krótkie podsumowanie, które sobie luźno skrobnąłem na FB. " 29. Rajd Rzeszowski - Zdecydowanie jest to rajd, który zapamiętam tak długo jak tylko mi starczy gigabajtów Z jednej strony udało nam się uzyskać najlepszy wynik w całej rajdowej przygodzie, jednak z drugiej strony, praktycznie przez cały rajd towarzyszyły nam momenty, które powodowały, że wynik ten wisiał na włosku. Najciekawsze w rajdach jest moim zdaniem to, że nie chodzi w nich tylko o jazdę samochodem. Rajd to w gruncie rzeczy bardzo skomplikowana dyscyplina, w której drobny szczegół może przekreślić cały Twój dotychczasowy wysiłek Zanim jeszcze zaczęliśmy się ścigać, już na zapoznaniu udało mi się bardzo skutecznie przerysować samochód innej załogi. Trochę jak to się mówi "odjebałem" no cóż efekt był taki, że przynajmniej kilka innych załóg musiało z tyłu oglądać żenującą sytuację..... Z drugą załogą szybko wymieniliśmy zdania na temat zaistniałej sytuacji i ruszyliśmy, mam nadzieję, w pokoju w dalszą drogę. Uważam, że ostatecznie i tak pogodziła nas sytuacja w tabelce Podczas samego rajdu prawie udało mi się skutecznie zgubić kask. Względnie uważam, że lepiej jest go wkładać do wnętrza samochodu niż zostawiać na tylnej klapie Co do samej jazdy, sam jestem trochę w szoku, bo pojechaliśmy szybciej niż wydawało mi się to możliwe przed rajdem. Czynników na to wpływających może być przynajmniej kilka: w samochodzie zostało wprowadzonych kilka zmian, nie wiem czy są w Polsce trasy, które znam lepiej oraz mimo braku testów i 10 miesięcznej przerwy staram się używać symulatora lub gokartów tak często jak mam możliwość. Pewnie wszystkie te rzeczy wpłynęły na ostateczny wynik. Cały czas uważam, że jest jeszcze sporo do nauczenia się, wciąż wiele niuansów jak prowadzić babcię. Dlatego nie mogę powiedzieć, czy taki wynik uda się powtórzyć w kolejnych rajdach. Najważniejszy czynnik to jednak mimo wszystko pewność za kierownicą. Brak pewności może wynikać z wielu rzeczy, może akurat coś szwankować w samochodzie, dany odcinek szczególnie nie przypadł nam do gustu itd. Tutaj w Rzeszowie wszystko zagrało idealnie, zarówno samochód prowadził się fantastycznie jak i opis się sprawdzał. No i oczywiście trzeba wspomnieć jeszcze o jednym czynniku, który w rajdach odgrywa jedną z głównych ról, czyli szczęście Tego mieliśmy aż za wiele. Zaczynając od ginących przedmiotów (inna załoga zgubiła kartę drogową.... nie wiem czy jest gorsza rzecz do zgubienia ) kończąc na wycieku płynu wspomagania, który spowodował znaczne zadymienie w kabinie oraz płomień w komorze silnika, na samej mecie ostatniego OS. W tym momencie przyszedł moment refleksji, że gdyby wspomaganie skończyło się odrobinę wcześniej to pewnie już byłoby oczko niżej w generalce. W całym zamieszaniu na koniec zapomnieliśmy z mety karty drogowej właśnie, na szczęście szybko się wróciliśmy I teraz w chwili, gdy już w zasadzie nic nie może pójść nie tak, podczas wyjazdu z regroupingu w stronę mety honorowej, musiałem użyć tyle siły, żeby w ogóle ruszyć kołami, w samochodzie, który jest zaparkowany i bez wspomagania, że udało mi się odkręcić śrubę trzymającą obręcz kierownicy i ta zaczęła mi się swobodnie obracać w rękach. Tak swoją drogą zastanawiam się z jakim momentem ta śruba jest dokręcona i ile mam pary w łapach M.J. Bercik zdaje się, że Ty zawsze sprawdzasz tę śrubę, więc pewnie będziesz wiedział Na szczęście!!!!! wspomniana śruba miała z grubsza taki sam rozmiar jak nakrętki do kół, ponieważ jedyne narzędzie, którym mogłem to przykręcić i znajdowało się w samochodzie był pistolet do kół wyposażony w taką właśnie nasadkę. Innym kluczem, np. płaskim nie było szans tam dojść w żaden sposób chyba Co do samego onboardu.... ani wcale nie jest to najszybszy przejazd ani może najlepszy, ale zazwyczaj jest tak, że publikuję to co akurat udało się najlepiej nagrać i nadaje się do oglądania Nie mniej udało się uchwycić chyba najgrubszą przygodę na rajdzie. Z całą pewnością będziecie wiedzieć, o który moment chodzi. Może nie był to moment przy największej prędkości, ale tam na wprost zdawało mi się, że był przynajmniej rów. Potem naoczni świadkowie zeznawali, że był tam jednak 50 metrowy rów, a jeszcze inni mówili, że potwór z Loch Ness, i to nie są żarty! :O " -- >
    25 points
  12. Chciałbym BAAAARDZO PODZIEKOWAC P.Markowi oraz ekipie MTS za pomoc. Od kilku dni jesteśmy we Wrocłaiu i stąd mamy baze wypadowa na Kotlinę Kłodzką ,aby smigać i robić wymazy w DPS-ach.dzień wczesniej strzelił nam w karetce wąż od chłodzenia, demontaż ,power tape i do przodu. Kierunek Bielawa ,niestety zrobiło sie mokro w kabinie po drodze i będąc w Dzierżoniowie pomyślałem o MTS .Zadzwoniłem ,zapytałem ,czy można wpaść ,może coś mają,dosztukują? Przyjęci od reki ,wąż sie dosztukował ,płyn zalazł ,a pytanie :"ile za to" było skwitowane : nic sie nie należy ,powodzenia Bardzo miło było pojawić sie w słynnym MTS , udało sie ogarnąć naszą włoską mysl techniczną (ma ksywę " jobana blyat " ) i do przodu Miło było poznać P.Marka ,żone ( i gadki o Subaru bez końca)oraz skorzystać z pomocy ekipy DZIĘKUJĘ !! Baze wypadowa mamy we Wrocku ,weekend w domu (Bolesławiec) i od poniedziałku znów uderzamy na drogi Wrocławia i okolic bliższych lub dalszych
    25 points
  13. Zaczęło się od tego zdjęcia i podpis Dyrekcja: Wiek nie jest problemem, jeśli chcesz prowadzić... Nowe sti. Przy okazji - to trzecie Subaru tej Pani (1, 2 wrx sti). I... Ona naprawdę potrafi jeździć Potem post Piotra Gradonia: Pamiętacie post, autorstwa Witold Rogalski który niedawno udostępniłem? Starsza Pani stojąca przy swoim Subaru na stacji benzynowej.... Dziś miałem przyjemność poznać Panią Michalinę i chwilę z Nią porozmawiać. Spotkaliśmy się w serwisie Subaru Emil Frey Kraków gdzie Pani Michalina zostawiła swoje autko do przeglądu. Zdradzę Wam też rąbek tajemnicy: Łukasz Byśkiniewicz ,którego skontaktowałem z sympatyczną Panią już wkrótce nagra program dla TVN Turbo. Uważam, że to super sprawa, szczegóły wkrótce i faktycznie dla Pani Michaliny wiek nie jest problemem ani moc, ani napęd Chętnie widział bym ją jako gościa honorowego na scenie na plejadach 2016
    25 points
  14. Z grubsza poskładałem serducho GT-ka (podkreślam "z grubsza" bo zostało jeszcze parę rzeczy do zrobienia - m. in. kolektor tylko chwycony lekko na śrubach bo muszę jeszcze pociągnąć pod nim wiązkę do wtrysków czy np. zamocować bagnet olejowy i wymiennik ciepła oleju). Pozdrawiam Wszystkich.
    24 points
  15. No i udało się... po niecałym roku Świnia jeździ o własnych siłach video-1596126712.mp4
    23 points
  16. Cały miot bokserków pozdrawiam, Moto Orkiestra Kraków
    23 points
  17. UWAGA!!!!!!!! PAMIĘTAJ, ŻE MASZ DO CZYNIENIA Z ELEKTRYKĄ, GDZIE NIEWŁAŚCIWE POŁĄCZENIE LUB PRZECIĘCIE PRZEWODÓW MOŻE NAROBIĆ WIĘKSZEGO PROBLEMU!!! JEŚLI NIE CZUJESZ SIĘ NA SIŁACH TO NIE RÓB TEGO ALBO ODDAJ DO SPECJALISTY!!! DIY dotyczy Forków przedliftowych 02-05. Kabelkologia może, ale nie musi być taka sama w polifcie, ale tego nie wiem Czołem Forumowicze W skrócie o module. Działa jak kierunkowskazy w nowszych autach, gdy lekko naciśniemy manetkę to wtedy mignie nam 3x Do siebie dołożyłem z przyzwyczajenia, że w ciężarówkach takie wynalazki są i zawsze to też jakiś powiew świeżości w (jakby nie było) prawie pełnoletnim aucie Co nam będzie potrzebne: Moduł - podaję to, które kupiłem, ale myślę, że każdy inny też będzie dobry (jeśli do podłączenia są tylko 4 kabelki) https://allegro.pl/oferta/modul-komfortu-kierunkowskazow-uniwersalny-6813111361 Ściągacz izolacji - ja akurat mam taki i robi robotę taśma izolacyjna wkrętak krzyżykowy adapter bezpiecznika - o takie o jeden dłuższy przewód - najlepiej czerwony, może być metr, przekrój 0,5 do 1mm multimetr trochę wolnego czasu Zaczynamy od wykręcenia trzech wkrętów, które znajdują się w zaznaczonych niżej miejscach Używając troszeczkę siły ściągamy dolną osłonę kolumny kierownicy oraz panel dolny. Po ściągnięciu będzie to wyglądało mniej więcej tak Zanim wypniemy kostkę, to w tym miejscu warto by było dla pewności skorzystać z multimetra, aby się na bank upewnić, że w waszym aucie dany kabel odpowiada danej funkcji. Z tego gąszczu będą nas interesować tylko trzy kabelki: Czarno Zielony - lewy kierunkowskaz Jasnozielony Czarny - prawy kierunkowskaz Czarny - masa Po podpięciu z multimetrem będzie to wyglądało mniej więcej tak. IMG_20210912_181057.mp4 Teraz, żeby wypiąć kostkę wystarczy wcisnąć tego dzyndzla i lekkimi ruchami ciągnąć za przewody. Odwijamy taśmę izolacyjną z przewodów Teraz trzeba zapoznać się z instrukcją obsługi modułu. W moim mam 4 kabelki do podłączenia: Brązowy - prawy kierunkowskaz - idzie do Jasnozielony Czarny Szary - lewy kierunkowskaz - idzie do Czarno Zielony Czarny - masa - idzie do Czarny Czerwony - +12V po zapłonie (ACC) - to ciągniemy do bezpieczników. Korzystając ze ściągacza trzeba bardzo delikatnie usunąć izolację z przewodów. Następnie łączymy przewody odpowiednio i zabezpieczamy taśmą izolacyjną. NA ZDJĘCIU PONIŻEJ NIE SUGEROWAĆ SIĘ PODŁĄCZENIEM CZERWONEGO PRZEWODU!!!!! ON PÓJDZIE OSOBNO DO BEZPIECZNIKÓW!!!! (Szukałem plusa po ACC przy manetce, ale nie znalazłem ) Jak widzicie dorobiłem sobie kostkę 4pin, ponieważ u siebie moduł mam przyklejony na taśmie dwustronnej do osłony kolumny Teraz przeciągamy czerwony przewód Teraz łączymy czerwony przewód z adapterem bezpiecznika i zabezpieczamy połączenie. U siebie wpiąłem się adapterem w bezpiecznik 10A do licznika kilometrów, który załącza się dopiero po przekręceniu kluczyka w pozycję ACC. Po tym jak wszystko mamy podłączone to należy zaprogramować moduł. Do każdego modułu powinna być instrukcja. Na koniec szybki test IMG_20210913_211456.mp4 Działa?? Jeśli tak, to skręcamy wszystko z powrotem i cieszymy się dodatkową funkcją w aucie Jeśli mimo tego coś nie działa to...
    22 points
  18. W sobotę zacząłem dzisiaj skończyłem. Malowanie i oklejanie zacisków, zmiana kółka na letnie, mycie i oznakowanie żonowozu. Więc jak ktoś zauważy na drodze to machać, mrugać i pozdrawiać bo w mojej okolicy kiepsko ze świadomymi użytkownikami Subaru
    22 points
  19. tylko mi tu bez hejtu Samochód jest świeżutki, jeszcze na dotarciu, powtórzę testy po przejechaniu ok 300 km.
    22 points
  20. jakby zapytac rzadzacych, to by pewnie powiedzieli, ze jak ma jezdzic to niech jezdzi w Polsce, a nie zagranica i najlepiej POLSKIM samochodem. W koncu nasze najlepsze, a obce jest be Aha, ale zeby jezdzic, musialby zostac poslem Bezprawia i Niesprawiedliwosci! Tak, tak, wszystkiemu winne PIS i Kaczyński, nawet temu, że Robert nie zgłosił się do rajdu Szwecji.Widzę, że niektórym TVN już do reszty wyprało mózgi. "Szanowny Panie Robercie! Z wielkim smutkiem i zaniepokojeniem przyjąłem informację o Pańskim wypadku. Jak wszyscy w Polsce trzymam kciuki za Pański szybki powrót do zdrowia. Pana siła charakteru, zaangażowanie i sukcesy sportowe sławią Polskę na wszystkich kontynentach świata. Pańska kariera sportowa jest dowodem na to, jak skutecznie można by promować polską markę za granicą. Życzę, by Pańskie sukcesy nadal były wizytówką Polski na świecie. Mam wielką nadzieję, że szybko wróci Pan do zdrowia i na tor wyścigowy, a zwycięstwa zawodnika z biało-czerwoną flagą na kasku będą powodem do dumy z Pana i z Polski." J.Kaczyński http://www.se.pl/wiadomosci/polska/jaroslaw-kaczynski-napisa-list-do-roberta-kubicy_170888.html http://wiadomosci.onet.pl/kraj/list-prezesa-pis-do-rannego-kubicy/xt50j Niestety niektórzy dają się łatwo manipulować. Swoją drogą nie przypominam sobie, żeby Na podobny gest zdobył się Tusk. Spokojnie proszę z tą polityką ale powiem szczerze, że jestem mile zaskoczony. Może to jest ten cud, którego potrzebujemy Może wódz wezwie prezesa, trzepnie pięścią i powie: "Na moje polecenie masz zająć się tą sprawa tak, żeby było miło! Masz zrobić dobry grunt pod mistrzostwo świata. Macie firmę petro, macie petrodolary i dlatego spotkasz się z kim trzeba i zorganizujesz Kubicy taki zespół jakiego ten świat w życiu nie widział! Weźmiesz najlepszy zespół, najlepszych mechaników, najlepszego inżyniera rajdowego, najlepsze opony i kasy, tyle ile jesteś w stanie unieść. Rozumiesz? Jak któryś odkręci kran w Sheratonie ma z niego lecieć Lotos Dynamic Racing 110 oktanów!! Rozumiesz? Jak będą chcieli będziesz ich osobiście woził po wszystkich rundach mistrzostw świata a jak nie Ty to Twój szofer!! Wszystkiego ma być w opór!! A jak będą chcieli iść do muzeum lotnictwa to zabierzesz ich do muzeum lotnictwa!! Czyli w skrócie: "Polak, RK ma być Mistrzem Świata!"
    22 points
  21. Poskładałem puzzle od STi, wsadziłem i odpaliłem. Małe docieranko jak czas będzie i strojenie potem oby tak do pół bańki wytrzymał 
    21 points
  22. 21 points
  23. Cześć! W związku z powracającymi pytaniami dotyczącymi legend i mitów na temat 2,5T oraz STI, postanowiłem podzielić się kilkoma spostrzeżeniami po 30 000 km pokonanych w trybie… „daily” Scenariusz był prosty: mam ochotę jeździć na co dzień „estiajem” do pracy. Wiedząc, że twardy, głośny, paliwożerny itd. świadomie podjąłem decyzję o realizacji swojego odwiecznego „marzenia”. W związku z tym, że WRX STI będzie używany w 100% przypadków do zastosowań cywilnych, mój egzemplarz pozostaje całkowicie seryjny. Od pierwszego kilobajta programu w kasecie sterującej, po koniuszek końcowego tłumika: pełna seria. Po długich poszukiwaniach i przesiadce z Forka diesla 2008 (który swoją drogą jeździ do dziś na oryginalnym silniku…) znalazłem egzemplarz z 2012 roku. Niestety czarny, ale za to sedan (bo tylko taki wchodził w rachubę). Pojazd o znanej i sprawdzonej historii trafił w moje łapy z przebiegiem niecałych 40 000 km, a za kilka dni drogomierz wskaże wynik z siódemką z przodu. 30 000 km po Warszawie, na wakacje, na weekendy, czasami po zakupy. Niezawodność, lub jak kto woli: upierdliwość użytkowania. Niezawodność bliska 100%. Moje wizyty w ASO (i 2 razy u @Carfit) były podyktowane jedynie dopieszczaniem maszyny oraz potrzebą spotkania subarowego psychoanalityka z Nowego Sącza. Wszystkie elementy (drobnostki), które zostały wymienione, przyczyniły się w zasadzie do poprawy mojego samopoczucia, natomiast nie wynikały z uzasadnionej potrzeby Na przestrzeni 30 000 km tylko 1 raz odwiedziłem ASO Koper z powodu nieprzewidzianej usterki. Zawiodła gumowa osłona wewnętrznego przegubu półosi (ta po stronie turbo). Usterka ujawniła się smrodkiem smażonego smaru po dłuższej trasie. Samochód bez żadnych problemów i o własnych siłach (z zamkniętym obiegiem wentylacji) dotarł do serwisu, usterkę usunięto szybko i w bardzo przyzwoitych pieniądzach. Przeglądy robione w ASO książkowo, co 15 000 km, samochód zalany Motulem od góry do dołu. Zużycie oleju: w zależności od stylu jazdy i tras: około 1 l/10 000 km. Koszty serwisu: szczerze? Wydaje mi się, że BARDZO znośne. Mam wrażenie, że dla porównania w osobowej Renówce jest znacznie drożej (żonowóz to Renault, stąd moje refleksje). Samochód jest utrzymany w perfekcyjnej kondycji technicznej. Aby dalej upewnić się co do tego faktu, postanowiłem wstawić maszynę na rolki (wykres poniżej). Hamownia wypluła książkowe wartości poparte pięknymi przebiegami krzywych mocy i momentu. Komfort w domu i zagrodzie. Cóż, to jest samochód sportowy, więc decydując się na codzienną eksploatację, z natury rzeczy akceptujemy CECHY (nie wady) takiego pojazdu. Zawieszenie: przyzwyczaiłem się. Nigdy nie przeszkadzało mi twarde zawieszenie. Zwykle każdy „cywilny” samochód osobowy do którego wsiadam, ma w moim odczuciu zbyt miękkie zawieszenie. Zapewne zostałem spaczony charakterystyką Subaraka i stąd takie wrażenie. Pokonywanie zakrętów? Jak na moje potrzeby doskonale. Ogromny zapas w pełni przewidywalnego marginesu bezpieczeństwa. Hałas: jest głośno, warcząco i trzeszcząco. Tak miało być, widziały gały co brały. Trzeba było kupić sobie XV 1,6 albo Levorga w automacie, byłoby inaczej… Najbardziej denerwujące są odgłosy tablicy rozdzielczej i jej wnętrza: efekt nasila się ze spadkiem temperatury i jest raczej drażniący. Osiągi: zdając sobie sprawę, że legendarne 300 KM dziś już nie poraża (namnożyło się wściekłych A-klas i innych Focusów na każdym rogu…), ale powiedzmy sobie szczerze: wystarcza z nawiązką. Konia z rzędem temu, kto potrafi tę moc sprawnie, rozsądnie i skutecznie wykorzystać. Do jazdy codziennej: aż nadto. 90% czasu jeżdżę w trybie "I" („inwalida”…) czasami tylko przełączając się na "S" jeśli zauważam, że ktoś stojący obok ma potencjalnie szybkie auto oraz problemy egzystencjalno – psychologiczne. Spieszę poinformować, że jeśli z pobieżnej diagnozy wynika, że owe problemy są kliniczne, z miejsca odpuszczam, gdyż życie i zdrowie mi miłe. Samochód nie cierpi upałów. Górny intercooler natychmiast nagrzewa się stojąc w korku, co powoduje, że auto wyczuwalnie traci. Okazuje się, że nawet kilka minut postoju w temperaturze zewnętrznej w okolicach 25 – 30 st. C. podnosi temperaturę powietrza w układzie dolotowym nawet o 20 stopni (zmierzone i sprawdzone)! Rozgrzany „icek” nie poradzi sobie z tym, dopóki wiatr go przez kolejne kilka minut nie owieje. Należy pamiętać, że czujnik temperatury powietrza dolotowego jest zintegrowany z przepływomierzem, a zatem PRZED intercoolerem. Druga kwestia związana z upałami to układ wentylacji i przewietrzania wnętrza. Znajdujący się przed nami 4-cylindrowy generator bulgotu i niezmierzonej ilości gorąca w trybie natychmiastowym rozgrzewa przewody doprowadzające ciepło do kabiny z zewnątrz. Próbował ktoś w lato ustawić nadmuch „zimnym powietrzem” ale bez klimatyzacji? Leci Wam „zimne”?! Wspomniana przypadłość podczas upałów staje się błogosławieństwem zimą. Ciepełko do wnętrza w mroźny dzień dostaje się po dosłownie kilku minutach jazdy! Idźmy dalej. W normalnej, cywilnej jeździe, centralny dyferencjał pozostaje w trybie AUTO. Legendy głoszą, że manewrując na parkingu można go przełączyć w tryb MANU z maksymalnym rozpięciem. Pamiętając, że DCCD posiłkuje się sygnałem pochodzącym m.in. z kąta skrętu kierownicy, ten zabieg w zasadzie nie jest konieczny, ale wygląda profi! Tym lepszy czarodziej, im dłuższe zaklęcie. Niewtajemniczeni pytają: „co tam klikasz?” – „Aaa takie tam… Centralny dyfer rozpinam…” – brzmi bojowo. Zimą bezsprzecznie pomaga dwustopniowe otępianie ESP. Fajnie, że można się tym samochodem normalnie poślizgać (oczywiście w zamkniętych, bezpiecznych i kontrolowanych warunkach). Uwielbiam fakt, że jeżdżę chyba jednym z ostatnich, w pełni „analogowych” w prowadzeniu samochodów. Zużycie paliwa: mój codzienny cykl jazdy to około 30 km w jedną stronę podzielone na 2 identycznej długości odcinki: miasto / ekspresówka. W obu scenariuszach STI może dużo palić: miasto to korki, ekspresówka to jakieś „legalne” 120 km/h Pragnę poinformować, że BEZ PROBLEMU udaje się osiągnąć powtarzalne wyniki (z wyświetlacza) na poziomie 10,6 – 10,8 l/100 km. Oznacza to skrajnie łagodny i przewidujący styl jazdy w mieście oraz DO 120 km/h na trasie. Nie ma co ukrywać, że ten styl jazdy nie przynosi wiele satysfakcji, dodatkowo należy przełknąć gula, że wyprzedzi Cię 100% służbowych „tedei”. Jeżdżąc rozsądnie, dynamicznie, ale NIE agresywnie oraz do licznikowych 140 km/h, zużycie paliwa wzrasta do wartości 12,4 – 12,6 l/100 km na wyświetlaczu i tę wartość uznaje się w moim przypadku za „normalną”. Wścieklakiem na wakacje? Oczywiście. Kilka tras wakacyjnych (po kraju) mam za sobą i mam na to licznych świadków Nawet czterej pasażerowie na pokładzie dają radę upchnąć swoje toboły do bagażnika. Osoby nie rozumiejące uroków STI po kilkudziesięciu minutach drogi rozpoczynają „jojczenie” dotyczące braku spodziewanego komfortu „w tak drogim samochodzie”. Bo huczy, bo twardo, bo głośno, bo szumi, bo za szybko na prostej, bo jeszcze bardziej za szybko po zakrętach… Kocham jeździć sam! Prawdą powszechnie znaną jest, że STI nie cierpi tras szybkiego ruchu. Przyznaję, że jazda ze stałą prędkością 140 km/h (szybciej nie jeżdżę na długich odcinkach przelotowych) może stać się męcząca. Nic się nie dzieje, radości z pokonywanych wiraży i przyspieszenia brak, zatem dominować zaczyna hałas. Słuchać radia teoretycznie można. Teoretycznie wszystko można… Tym samym unikam tego typu przelotów. Moja ulubiona trasa wiedzie na Mazury: od Łomży już robi się fajnie. Wyprzedzanie to przyjemna i bezpieczna czynność, radość z precyzyjnego składania się w zakręty ogromna. Prędkości do 100 km/h gwarantują słyszalność radia, można nawet uchylić okno… A na samych Mazurach mam swoje 2-3 ulubione szutrówki wśród otwartych pól – wtedy robi się bardzo miło. Po to jest ten samochód. Na koniec pragnę podziękować Czytelnikom, którzy dobrnęli do końca wywodów. Mam nadzieję, że kilka osób znalazło odpowiedź na dręczące je pytania. Pozdrowienia! Luke
    21 points
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+02:00
×
×
  • Create New...